Czy można przepowiedzieć przyszłość, czyli moje sposoby na poszukiwanie nowych trendów
Wraz z końcem listopada i początkiem grudnia media branżowe zaczęły podsumowywać to, co się wydarzyło w 2012 roku. Też powinnam się za to zabrać (i zabiorę się), ale pracując (już!) nad TrendBookiem2013, zamiast podsumowywać, wciąż intensywnie poszukuję trendów, które będą istotne w najbliższej przyszłości. Pomyślałam, że podzielę się tym, jak to robię, bo być może wiedza ta okaże się przydatna także dla Was, chociażby w przygotowywaniu strategii na przyszły rok.
Czy za pomocą poniższych sposobów da się przewidzieć przyszłość? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że za ich pomocą udaje mi się dostrzegać duże rzeczy, zanim jeszcze staną się naprawdę duże. I tu mała dygresja. Wielokrotnie słyszę np. taką opinię (zamiast „smartfon” możemy równie dobrze wstawić słowo „geolokalizacja”) – „No tak, rokiem smartfona miał być już 2010 rok, potem 2011, potem 2012. I co? Ciągle nic”. No więc moja opinia jest w tej kwestii następująca. Jeśli dany rok jest rokiem czegoś, to dla mnie nie jest to już trend, ale otaczająca mnie rzeczywistość. Taka, którą wszyscy znają i wszyscy w niej funkcjonują. Trend to coś, co dopiero nadchodzi i co wejdzie do mainstreamu w perspektywie, przynajmniej średnioterminowej. To coś, na co powinnam zwracać uwagę i jeśli jest mi po drodze (czytaj – pasuje do mojego produktu, strategii etc.), wykorzystać jeszcze przed moją konkurencją.
Moje sposoby na poszukiwanie nowych trendów:
1. skala – zmieniona nieco i dopasowana do naszych czasów strategia Johna Naisbitta, który pisząc książkę Megatrends, podobno posługiwał się linijką (mierzył nią, jaką powierzchnię ma w prasie artykuł dotyczący danego problemu – im powierzchnia była większa, tym trend był bliższy i ważniejszy) – ja analizuję liczbę przykładów, kejsów, raportów i konferencji poświęconych danemu tematowi. Tu łapie się też zaangażowanie w temat tzw. dużych marek (Facebook, Google, Nokia, Adidas etc.) – czyli analiza produktów, które wypuszczają, patentów, które zgłaszają, firm, które przejmują. Jeśli widzę więc, że mamy coraz więcej urządzeń z dostępem do sieci, że istnieją urządzenia, które umożliwiają łatwe podłączenie innych rzeczy do sieci (vide Twine), że raporty na ten temat publikuje Forrester/ Juniper/ inni oraz że w odstępie tygodnia odbywają się dwie konferencje poświęcone tematowi Internet of Things (jedna w Paryżu, a druga w Ljubljanie) – to wiem, że to trend, którego nie można ignorować.
2. wielobranżowość – dane zjawisko wyraźnie widoczne jest w wielu branżach jednocześnie lub trend wychodzi poza swoją pierwotną branżę. Przykład – sterowanie urządzeniem za pomocą naszych myśli. Dziś tego typu przykłady widoczne są nie tylko w branży medycznej (możliwość poruszania sztuczną ręką/ nogą lub możliwość komunikacji sparaliżowanej całkowicie osoby z komputerem), ale także w branży filmowej, gier komputerowych, zabawek dla dzieci, rozrywkowej etc.
3. kontrtrend – tym silniejszy/ ważniejszy dla mnie trend, im więcej pojawia się jednocześnie tzw. kontrtrendów. Czyli z jednej strony widzę np., że mamy coraz więcej przykładów na rozpoznawanie twarzy w komunikacji marketingowej (por. także Facedeals), z drugiej – coraz więcej przykładów inicjatyw uniemożliwiających rozpoznawanie twarzy (por. np. CV Dazzle, Camoflash).
4. lotniska – to dosyć dziwny punkt, zwłaszcza w kontekście trzech powyższych, ale nie da się ukryć, że na lotniskach znajduję bardzo dużo przykładów nadchodzących trendów. Jeden z ostatnich. Na konferencji Smart City Michał Górecki wspominał o tym, że miasta powinny zadbać o to, żeby użytkownik miał swobodną możliwość doładowania swojego urządzenia mobilnego gdzieś w przestrzeni miejskiej (o zjawisku charging everywhere wspominałam też sama we wpisie Nomophobia – trend rosnący). Konrad Jerin z F5 podawał tego typu przykłady ze świata. Po konferencji wchodzę na warszawskie Okęcie i widzę – Chargee (vide zdjęcie poniżej). Łatwość namierzenia nowych trendów na lotniskach wynika m.in. z tego, że przebywa tam specyficzna grupa konsumentów (w tym także tzw. współcześni nomadzi), którzy wcześniej i szybciej konsumują to, co za moment wejdzie do mainstreamu.
5. przypadek, intuicja, osobiste przekonanie – w wielu przypadkach, gdy ktoś pyta mnie, dlaczego uważam, że dany trend jest trendem rosnącym, odpowiadam: „bo tak czuję”. I nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić. Tak jest np. z 3DPrinting – racjonalnie widzę, że łapie się co najmniej do dwóch pierwszych punktów tego zestawienia (skala, wielobranżowość), ale ja sama wciąż jeszcze go nie czuję (wyłączam tu bioprinting, bo w ten akurat wierzę). Nieprzypadkowo zresztą kończę tym punktem. Trendy nigdy nie są jednoznaczne, jednowymiarowe i w pełni przewidywalne. Wiele tu niewiadomych i niedopowiedzeń, subiektywnego spojrzenia. I dlatego właśnie myślę, że czasami warto zaufać własnej intuicji (choć zdaję sobie oczywiście sprawę, że to nie pozostaje in-line z aktualnie dominującym podejściem tabelkowo-liczbowym :)).
I na koniec mój ulubiony cytat z Johna Naisbitta, którego przywołałam na początku tego wpisu: „Najbardziej wiarygodny sposób, żeby przewidzieć przyszłość, to zrozumieć teraźniejszość.” (Megatrends, 1982). Hm. Jakoś wyjątkowo dobrze współgra mi z innym ulubionym cytatem – „The future is already here. It’s just not evenly distrbuted.” (William Gibson, 1993) :).
Zdjęcie na głównej: won7ders, flickr.com
