Slacktivism – nowy termin, który wchodzi do mojego słownika
Generalnie slacktivism (ang. slacker – leń + activism) albo inaczej clicktivism to termin nienowy (w obecnym znaczeniu pojawił się już w 2002 roku). W skrócie odnosi się do współczesnej „generacji leni”, która zamiast podejmować konkretne działania na rzecz jakiejś istotnej kwestii (ograniczenia emisji CO2, niejedzenia zagrożonych gatunków ryb etc. etc.), ogranicza się do kliknięcia w „lubię to” lub inne – podobno bezcelowe – działania (np. zmiana zdjęcia profilowego na Facebooku, noszenie badge’y, gumowych bransoletek, koszulek z określonym hasłem etc.). Dlaczego więc slacktivism dopiero teraz wchodzi do mojego słownika?
Bo – po pierwsze - w dobie mediów społecznościowych jest szczególnie widoczny – poparcie jakiejś akcji na FB jest nie tylko szybkie i łatwe, ale też w jakiś sposób buduje nasz wizerunek.
Po drugie - zaledwie dwa miesiące temu trendwatching.com opublikował info na temat mikrotrendu Random Acts of Kindness, w którym zwraca uwagę, że współczesny konsument oczekuje od producentów społecznego zaangażowania.
I wreszcie po trzecie - wbrew powszechnej opinii nie uważam, że slacktivism jest zły. Oczywiście, slaktywiści nie podejmują konkretnych działań zmierzających do poprawy sytuacji (klikną „lubię to” pod akcją Earth Hour, ale światło już zapomną wyłączyć). Ale angażując się w akcję i mówiąc o niej innym (rozsyłając łańcuszki mailowe, podpisując petycje, publikując info na swojej tablicy na FB), generują word-of-mouth i w ten sposób kreują efekt skali, a przy okazji wzrost świadomości samej akcji w społeczeństwie (przez co powstaje wrażenie, że wszyscy o danej akcji mówią i wszyscy biorą w niej udział).
W efekcie takie akcje, jak chociażby Zbieramy dla Maliny, FuckRak czy wreszcie całkowicie komercyjna Milka Razem dla Tatr – bez slaktywistów nie zakończyłyby się sukcesem. Moim zdaniem, oczywiście.
Zdjęcie na głównej i we wstępniaku: tyery1, flickr.com
Podobne wpisy:
- Earth Hour dziś między 20 a 21
- Play na skrzyżowaniu
- Jak uratować tuńczyka, czyli prawdziwa partyzantka
- Mój komentarz do artykułu w Pressie
- Czy ta reklama mnie obraża?
subskrybuj









W pełni się zgadzam. O ile w ogóle lubimy cyberbumelanctwo (http://blog.innovaweb.pl/facebook-spoleczenstwo-utopijne-czy-destrukcyjne/ – tu piszę więcej o tym, że z działaniem mamy problem), to jednak nie należy tego demonizować, bo jako internauci dopiero wychodzimy z pieluch, przełamujemy anonimowość, uczymy się pożytecznego wykorzystywania sieci.
„Wojna światów”, mimo że słuchowisko, też została przez wielu odebrana jako wojna. Każdego medium, tak radia jak i internetu, musimy się uczyć. Moim zdaniem, oczywiście ;)
Bardzo ciekawy wątek! Ja zaobserwowałem „slacktivism” dotyczący zwierząt. Ludzie, głównie są to kobiety, często bardzo mocno „angażują się” w pomoc bezdomnym psom. Ale kiedy kupują pieska dla siebie – prawie zawsze jest to śliczny, „nowy” piesek z „dobrego domu” :) Smutne to trochę…
Może to nie zabrzmi dobrze, ale chyba lepiej wychować sobie pieska bez traumy, który nie pogryzie nas w nocy i nie rozszarpie na strzępy domowych sprzętów. Można mieć i psa o jakim się marzy i wysłanego smsa np. w akcji play’a dla schronisk.
A a propos kobiet, które to niby jako jakaś mityczna grupa – w ogóle kupuje sobie nowe pieski, to istnieją badania mówiące, iż kobiety częściej angażują się długoterminowo w żmudną i trudną pomoc (hospicja, szpitale, wychowywanie upośledzonych dzieci, praca w schroniskach) niż mężcyźni.
A ja się zgadzam z opinią Tomka, ponieważ dużo moich znajomych bierze udział w akcjach : nakarm pieska przez FB czy innych aspektach wirtualnej pomocy. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że połowa z nich nie była w życiu w prawdziwym schronisku. Andriej ,a skąd Twoje wyobrażenie, że psy ze schroniska czy pokrzywdzone przez los mają zamiar zagryźć właściciela w nocy ? :/ Miałam sama psiaka ze schroniska i był moim najprawdziwszym i najpewniejszym przyjacielem życia. A to czy Cię pies zagryzie czy nie zależy od tego jak go wychowasz a nie od tego co przeżył- jeżeli jesteś w stosunku do niego dobry to pies ze schroniska okaże Ci przyjaźń, a nie agresję.
Jednakże, podsumowując, dobrze, że w ogóle ludzie wykazują jakiekolwiek zainteresowanie akcjami społecznymi- nawet jeśli jest to z pobudek PR-owych to wieść o akcji się roznosi i może trafi na osoby, które zaangażują się także w rzeczywistych działaniach :)
Pewnie tak jest z kobietami jak piszesz, nie polemizuję, ale wypowiedź jest trochę „obok” tematu. A wizerunek psa ze schroniska jaki zaproponowałeś dowodzi, że problem slacktivismu być może jest większy niż sądzimy.
jako leń na cały etat [z wyboru :PP] czuję się obrażony tą notką ;]prawo do lenistwa i lenistwo konstruktywne raczej nie ma nic wspólnego z klikaniem w cokolwiek jak dzięcioł :P [http://tinyurl.com/4yf7gbw, http://tinyurl.com/3t9qd9t.
to o czym piszesz raczej bardziej sensownie nazwać społecznościową acedią [http://pl.wikipedia.org/wiki/Acedia] – polecam w kontekście cluttera, nadmiaru bodźców i informacji. obojętność przejawiająca się jedynie w „kliku” [brak zaangażowania czasu, emocji, $] to od wieków banalna konsekwencja przesytu…
co do CSR: co to za odpowiedzialność, skoro za sprawą zinstrumentalizowania tego modnego hasełka powstają w wyniku kreowania rozmaitych , zbędnych gadżetów, potężne koszty zewnętrzne bijące min. w środowisko? w zasadzie po to są potrzebni marketerzy żeby ta górę [i te już wykreowane koszty] jakoś upchnąć ;]
ps naszło mnie po chwili coś jeszcze, skoro mówimy o Twoim słowniku [w końcu jesteś filolożką], mianowicie: czy biorąc pod uwagę klikanie w „lajki” na FB jako komunikat o funkcji fatycznej, ta bierność działania w życiu realnym nie jest konsekwencją tej formy komunikacji? [przyjmując istnienie czegoś takiego, jak funkcja faktyczna zakładamy, że dany akt komunikacji nie niesie za sobą żadnego komunikatu] czy nie jest tak, że te wszystkie inicjatywy na FB, to całe pustosłowie, to tylko forma komunikacji służąca przedłużeniu potencjalnej komunikacji, zamanifestowania swojej obecności [przecież w tym symbolicznym "kliku" nic nie jest komunikowane]. to jest bardzo widoczne w tych wszystkich tzw. „fejsbukowych rewolucjach”. ludzie zbierają się w miejscu publicznym, chcą by ich zauważono, manifestują swoją obecność wśród znajomych, lecz za tym nie stoi nic więcej. nie mają żadnych programów, żadnych konstruktywnych haseł, nie mają żadnych sprecyzowanych postulatów… to wchodziłoby w swojej wymowie w takie konstrukty socjologiczne jak Me Generation: nie chodzi o nic więcej jak tylko publiczne zamanifestowanie, że ja i moja rzekomo wyjątkowa tożsamość jest obecna, a za sprawą potrzeb ekshibicjonistycznych oraz narzędzi takich jak Fb możecie się o tym przekonać…
może 2 szpilki:
http://tinyurl.com/34waqax
http://tinyurl.com/264pr4t
Tak, niestety doba wszystkich „pokaz sie portali” nie minie tak szybko. Ewolucja z grono.net poprze nk.pl az do facebooka… nic tylko siasc i plakac nad naszym losem…
>>>>klikną „lubię to” pod akcją Earth Hour, ale światło już zapomną wyłączyć
Ciekawe. Czyli okazują się inteligentniejsi od mądrych inaczej uczestniczących w tej akcji (dlaczego są mądrzy inaczej można sobie wyguglać).
jak wprowadzą te fajerwerki to zostanie nam wyłacznie klikanie http://tinyurl.com/6f3z6om