Dobre Wnętrze w wersji 3D
Powiem tak. Dobre Wnętrze to jedyny magazyn, którego jestem wierną fanką od 2004 roku. Od 6 lat kupuję wszystkie numery, a następnie układam je chronologicznie w kartonach. Nie wywalam nawet najstarszych egzemplarzy, bo prezentowane w DW wnętrza są ponadczasowe, a zdjęcia zawsze najwyższej jakości. Ten wstęp jest dość istotny, bo najnowszy – listopadowy – numer DW po raz pierwszy w historii magazynu ukazał się w wersji 3D. Kiedy się o tym dowiedziałam, stwierdziłam – „ale super”. Teraz, chwilę po obejrzeniu magazynu, stwierdzam – „dzięki Bogu, że tylko jedno wnętrze zaprezentowane zostało w 3D”. Nie wiem, czy to kwestia jakości okularów dołączonych do DW, czy może mojego rozstawu oczu, w każdym razie tego oglądać się nie da. Serio. Bez okularów źle, w okularach jeszcze gorzej.
W dodatku, artykuł z wnętrzem w wersji 3D, zatytułowany jest – o ironio! – Japońska żyleta. Rozumiem, że chodzi o jakąś inną żyletę, bo z pewnością nie o doznania wzrokowe. I skoro już tak narzekam, to powiem jeszcze, że irytujące jest też nieustanne zakładanie i ściąganie okularów (na wersję 3D zdecydowało się całkiem sporo reklamodawców, ale treść redakcyjna – poza tym jednym artykułem – jest w wersji „płaskiej”).
Żeby nie było, że marudzę. Oczywiście doceniam innowacyjność i podążanie z trendami. Bardzo. Ale uważam, że na zastosowanie technologii 3D w pismach wnętrzarskich jest dziś jeszcze za wcześnie. Wolę wersję płaską, za to najwyższej jakości.