Robienie ambientu dla ambientu?
Zamieszczam dziś przykład realizacji ambientowej, która – na pierwszy rzut oka – wydaje się bardzo ciekawa. Zrealizowała ją agencja Leo Burnett we Włoszech dla klubu sportowego (? – o tym, dlaczego stawiam znak zapytania, za moment) Sparring Partner Palestra. W realizacji wykorzystano – wiszące na wąskich włoskich uliczkach – sznury do prania. Zawieszono na nich tym razem przezroczyste folie, na których nadrukowane zostały zdjęcia osób podciągających się na drążkach. No i ok. Uwagę zwraca i miejsce, i kontekst, w jaki reklama do tego miejsca nawiązuje. Klasówka z ambientu – zdana na 5. Ale, jeśli przyjrzeć się tej realizacji bliżej, to nie spełnia ona podstawowych założeń komunikacji. Na reklamie, oprócz osoby podciągającej się na drążku i logotypu Sparring Partner Palestra – nie ma NIC. Ani adresu, ani telefonu, ani nawet (przede wszystkim?) strony WWW.
Zdaję sobie sprawę, że zadaniem ambientu jest przede wszystkim zwrócenie uwagi na konkretną markę, budowanie jej świadomości, przebicie się przez clutter. Ale nie można zapominać, że ambient to nic innego jak forma reklamy i jako taki musi podlegać jej prawom.
Nie wiem, dlaczego na poniższych layoutach nie została umieszczona żadna dodatkowa informacja. Być może Sparring Partner Palestra to marka powszechnie znana we Włoszech. Być może wszyscy znają adres ich strony www i adresy klubów. Być może. W każdym razie, jak wpisałam do Google’a tę nazwę – wyskoczyła mi strona, owszem, tyle że z informacją „sito in construzione”… Hmmm… być może to jest właśnie wytłumaczenie, dlaczego twórcy tej reklamy poskąpili w niej informacji? A jeśli dodatkowo strona jest w budowie w trakcie trwania kampanii… to nawet gdyby ambient był najwspanialszy na świecie, to to jest nic innego, jak wyrzucanie pieniędzy.

