Quo vadis outdoorze?
Stary, dobry outdoor był zawsze jednym z moich ulubionych mediów. Ale ostatnio złapałam się na tym, że prawie wcale o nim nie piszę. Trudno powiedzieć czemu.
Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to fakt, że mamy w OOH coraz mniej niestandardowych rozwiązań. Oczywiście, zauważam choinkę wystającą nad i pod reklamami Orange’a (w Trójmieście dodatkowo choinki zostały ogrodzone – zabezpieczenie przed kradzieżą?), ale… co z tego? Ile już takich wystających elementów było? I czy wciąż są one finansowo uzasadnione (tzn. czy zwracają uwagę tak samo, jak dawniej?)
Drugie, to przesunięcie w kierunku DOOH (digital-out-of-home). Wg Display Search 2011, Touch Panel Market Analysis - rynek ekranów dotykowych rośnie dziś 10 razy szybciej niż ekranów typu display. Oznacza to, że coraz więcej powierzchni staje się ekranami (vide rozwiązania typu Microsoft Surface), a coraz więcej ekranów jest interaktywnych (np. możliwość rezerwacji stolika w restauracji bezpośrednio z panelu dotykowego zamieszczonego na CL na przystanku).
Billboard z bakterii
Co prawda nie jest to absolutnie nowy pomysł (pamiętam, że kiedyś podobną akcję zrobił Microsoft, tyle że nie na outdoorze, ale w marketingu bezpośrednim – wysyłka zarażona wirusami poszła do szefów IT wybranych firm) – niemniej jednak robi wrażenie.
Pod koniec sierpnia na jednej z wystaw sklepowych w Toronto zainstalowany został specjalny nośnik – zarażony bakteriami i grzybami. Miał promować film Contagion – Epidemia strachu (premiera w Polsce – 28/10) o śmiertelnym wirusie przenoszonym drogą powietrzną. I muszę przyznać, że kiedy po raz pierwszy obejrzałam poniższy case, miałam ciarki – choć nie wiem, czy z obrzydzenia, czy ze strachu. W każdym razie – działa.
Trochę inne wykorzystanie kodów QR
Bardzo fajna koncepcja (reklama przygotowana przez studentów z Miami Ad School) wykorzystania kodów QR w outdoorze. Zamiast dodatkowej informacji tekstowej – dodatkowy obrazek. Co prawda, nie jestem przekonana, że to właściwy przekaz do grupy celowej. Przede wszystkim dlatego, że bieliznę najczęściej kobiety kupują sobie same (no może oprócz Walentynek, kiedy to w sklepach z bielizną widać głównie panów kupujących „na oko”), a nagimi kobietami interesują się głównie mężczyźni (gdyby było inaczej, istniałyby magazyny typu Playboy/ CKM dla pań). Tak więc raczej niewiele kobiet – zainteresowanych bielizną Victoria’s Secret – będzie jednocześnie zainteresowanych odkrywaniem sekretu modelek z plakatu. I choć w tej kwestii autorzy projektu się nieco rozjechali, to sam koncept godny uwagi.
Technologia Kinect w reklamach OOH
O technologii Kinect (Xbox) mówiło się do tej pory w kontekście gier konsolowych. Technologia o tyle przełomowa, że umożliwia sterowanie grą własnym ciałem, tzn. bez użycia dodatkowych kontrolerów (padów, pilotów, remote’ów etc.) Dla tych niegrających w gry konsolowe krótkie wyjaśnienie, na czym to dokładnie polega – otóż kiedy w grze potrzebujesz kogoś kopnąć, po prostu kopiesz, używając własnej nogi :). Oczywiste było, że tego typu technologia wykorzystana zostanie wkrótce także w reklamie. Zastanawiałam się tylko, jak szybko i w jaki sposób. No i proszę. Mamy odpowiedź.
Pod koniec kwietnia w Stanach Zjednoczonych technologia ta została użyta w kampanii społecznej dotyczącej autyzmu. Na elektronicznym nośniku umieszczono naturalnej wielkości dziewczynkę. Zadaniem osób stojących przed nośnikiem było nawiązanie z dzieckiem kontaktu wzrokowego, co, jak wiadomo, w przypadku dzieci autystycznych jest niezwykle trudne, o ile niemożliwe. Niemożliwe było to również w samej kampanii, ponieważ wirtualna dziewczynka, odwracając głowę, reagowała na każdy ruch użytkownika aplikacji.
Poniżej film – polecam i czekam na kolejne przykłady tego typu realizacji.
Krakowskie Kino pod Baranami wykorzystuje technologię Likify :)
A-ha! I mamy (pierwsze?) komercyjne wykorzystanie technologii Likify w Polsce (o samym rozwiązaniu pisałam na początku tego roku: Likify, czyli ciąg dalszy wychodzenia FB poza sieć). Dwa dni temu napisała do mnie pani Natalia Martini z krakowskiego Kina pod Baranami, że zainspirowani wpisem u mnie na blogu postanowili wykorzystać tę technologię w swojej najnowszej kampanii reklamowej. Gratuluję przede wszystkim odwagi (Kino pod Baranami to kameralne kino studyjne) oraz… rozmachu. Wygenerowany na www.likify.net kod QR zamieszczony został bowiem nie tylko na plakatach (w Krakowie i Warszawie), ale także na reklamach prasowych (w magazynach Karnet i Aktivist), na ulotkach, wlepkach, repertuarze i stronie internetowej Kina Pod Baranami. Super! Czekam na więcej takich rozwiązań :).
Kto ma jaja, ten rządzi
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam pracę, która zwyciężyła niedawno w konkursie AMS na zaprojektowanie plakatu promującego równouprawnienie kobiet, miałam mieszane uczucia. Ale teraz, muszę przyznać, doceniam jej dwuznaczność. Zastanawiam się jednak, czy przypadkowi przechodnie (na ogół spieszący się w miejscach publicznych) patrzą na tę pracę tak samo – czy przypadkiem nie dociera do nich tylko pierwsza warstwa komunikatu. Na plakacie autorstwa Pawła Miszewskiego najpierw bowiem rzuca się w oczy bardzo prowokacyjne hasło – Kto ma jaja, ten rządzi – a dopiero później widać, że na obrazku jest… kura :). Oprócz zwycięskiego plakatu na citylightach AMS-u od początku lutego wisi też druga praca wyróżniona w konkursie – ta moim zdaniem jest już nieco słabsza (wizerunek Marii Curie-Skłodowskiej i hasło „Mężczyźni też mogą tworzyć naukę”). Obie zamieszczam poniżej.
Likify, czyli ciąg dalszy wychodzenia FB poza sieć
Belgijska firma Boondoggle LifeLabs uruchomiła pod koniec października 2010 usługę www.likify.net (obecnie wciąż jeszcze w wersji beta). Usługa ta umożliwia każdemu wyprodukowanie własnego kodu QR. I pewnie nie byłoby w tym nic nowatorskiego, gdyby nie fakt, że automatycznie generowany, indywidualny kod QR połączony jest od razu z fanpagem na FB produktu lub usługi, które chcemy wypromować.
Działa to tak – wchodzimy na www.likify.net i generujemy nasz własny kod QR. Następnie umieszczamy kod na tym, cokolwiek przyjdzie nam do głowy – plakatach OOH, koszulkach, ulotkach, produkcie, witrynie sklepowej etc. Nasz konsument/ klient/ użytkownik, skanuje kod i tym samym „likuje” nasz produkt/ usługę etc., a informacja ta pojawia się na tablicy użytkownika na FB (co z kolei widzą jego znajomi :)). Likify śledzi każde skanowanie kodu, dzięki czemu producent ma dostęp do statystyk – ile osób lubi dany produkt, jaka jest ich lokalizacja etc.).
Technologię wykorzystał (testował?) na razie belgijski oddział Nike w kampanii Take Antwerp. W ramach akcji przygotowanych zostało 7 różnych kodów. Każdy z nich promował inną trasę do biegania. Zeskanowanie konkretnego kodu (umieszczonego m.in.. na witrynach sklepowych i plakatach) było równoznaczne z tym, że dany użytkownik lubi daną trasę.
Usługa jest bezpłatna, więc jeśli ktoś w Polsce zdecyduje się na jej komercyjne wykorzystanie – poproszę o info :).
Zmęcz swoje dziecko – mówi… bank :)
Generalnie wszystkie banki są po to, żeby nam pomagać. Oczywiście. Wiemy to doskonale. Problem jest taki, że ta pomoc kończy się najczęściej wyłącznie na hasłach. Ale dziś trafiłam na realizację banku Firstbank z lipca tego roku. Nie znam ich oferty zupełnie, ale akcja, którą przeprowadzili, zasługuje na uznanie. Otóż na lotniskach w USA umieszczone zostały okrągłe nośniki, na których – na wysokości małego dziecka – zostały namalowane odciski rąk. Nad odciskami tekst – Powiedz swojemu dziecku, żeby przyłożyło tu rękę. (tak, z pewnością wykorzystany został tu insight, że dzieci uwielbiają ganiać się w kółko). Na górze natomiast hasło: Zmęcz swoje dziecko, żeby spało w samolocie. I pod spodem dopisek: Jesteśmy od tego, żeby pomagać. Naprawdę niezłe :). I jestem przekonana, że reklamę docenili także (zwłaszcza? :)) ci, którzy dzieci nie mają :).
Interaktywnego outdooru ciąg dalszy – tym razem kolor
Wyraźnie widać, że marketerzy coraz częściej sięgają po tzw. interaktywny outdoor. I nie chodzi mi tu nawet o digital signage, ale faktyczną interaktywność – że konsument coś przed nośnikiem robi, a ten nośnik w jakiś sposób reaguje. Widziałam już sporo tego typu realizacji – wykorzystujących ruch, dźwięk, dotyk etc. Ale wczoraj po raz pierwszy trafiłam na rozwiązanie, w którym nośnik zmienia kolor w zależności od tego, w co ubrany jest konsument :). Akcja zrealizowana była przez IBM i dotyczyła roli systemów inteligentnych w naszym obecnym świecie. Nie do końca jestem przekonana, że nośnik, o którym mowa, był właściwy dla IBM (jakieś takie dalekie skojarzenie, zwłaszcza na lotnisku), ale pomysł super.
„This is sublymonal advertising. Obey.” :)
Pewnie widzieliście już najnowszą kampanię Netii z udziałem Tomasza Kota DJ’a-hipnotyzera. Całkiem fajna, nie powiem, zresztą jak i poprzednia. I skojarzyła mi się z kampanią Sprite’a z 2006 roku. Podobny mechanizm (choć nie jestem przekonana, że w USA znali Kaszpirowskiego) i podobny efekt.
This is sublymonal advertising. Obey. :)
subskrybuj









