Uwaga! Człowiek na billboardzie! TOP10
W tym roku w Cannes, w kategorii Film (szczerze mówiąc, nie wiem czemu akurat w tej – to outdoor, jakby nie patrzeć) srebrny lew przypadł w udziale kampanii zrealizowanej dla rachunków depozytowych ING. W ramach kampanii, do autobusu jeżdżącego po mieście przyczepiony został żywy człowiek, który informował przechodniów (i przejeżdżających), że ma konto w ING i nie płaci za nie ani grosza. Podobno był to jeden z zadowolonych klientów ING.
Kiedy opowiadałam o tej kampanii ostatnio na jednym ze spotkań, padło stwierdzenie, że to kampania bardzo kontrowersyjna. I że może być odebrana negatywnie. Nie mogłam się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Ale kiedy wyszłam ze spotkania, zaczęłam ryć swoją bazę w poszukiwaniu innych ludzi na billboardach. I co się okazało? Znalazłam co najmniej kilkadziesiąt innych przykładów i to w najróżniejszych branżach (poczynając od spożywczej, a skończywszy na samochodowej). Oczywiście, nie zawsze byli to żywi ludzie (w niektórych przypadkach – na szczęście!), ale manekiny do złudzenia ich przypominające. Cóż, jak widać, kontrowersja zwraca uwagę, a ludzie są w stanie naprawdę wiele zrobić dla reklamy. Poniżej moje TOP10 najlepszych realizacji z ludźmi na billboardach. Dalibyście się tak powiesić?
Jestm trzewy, nogę jecahć
Od razu dementuję. Nie jestem w „stanie wskazującym” (i to w dodatku od rana!). Ten tytuł to hasło z plakatu, który „ustrzeliłam” w ostatni weekend w Trójmieście. Najpierw pomyślałam, że to kolejna – bardzo fajna – akcja społeczna. Ale kiedy zaczęłam szukać, okazało się dodatkowo, że to również jedna z prac wyróżnionych w konkursie na plakat dotyczący bezpieczeństwa drogowego. Konkurs od 4 lat organizowany jest przez agencję Adah Advertising we współpracy z warszawską ASP, Ministerstwem Infrastruktury oraz Komendą Stołeczną Policji. W tym roku główną nagrodę w konkursie otrzymała Monika Prus (zwycięskie plakaty można obejrzeć na stronie plakat.edu.pl), ale do kampanii billboardowej wybrana została właśnie praca Jacka Misia – czarne litery układające się na żółtym tle w pijacki bełkot. Nie dziwię się zresztą – wyjątkowo zwraca uwagę i oddaje istotę problemu. Naprawdę super.
Do you Oohgle?
W kontekście multitaskingu pojawia się ostatnio sporo badań na temat tego, że łączenie kampanii w TV i w internecie znacząco podnosi ich efektywność (vide: TV & Online: Better Together). Szczerze mówiąc, nie dziwi mnie popularność tych badań, bo w końcu telewizja i internet to dziś media o największym zasięgu (a co w dodatku ciekawe, konsumenci wciąż najbardziej pozytywnie odbierają reklamy w telewizji (!): Consumers Still Like TV Ads Best). Na ostatnim Festival of Media, Annie Rickard z Posterscope mówiła jednak o łączeniu Internetu i… outdooru. Badanie, które Posterscope przeprowadził w UK w ubiegłym roku, wykazało, że 20% osób, które widziało reklamę outdoorową, szuka informacji na jej temat online (stąd też pochodzi termin oohgle = OOH + google). Ten trend zauważyłam sama już wcześniej – gdy piszę o jakiejś (szczególnie wyrazistej) kampanii outdoroowej, widzę w statystykach wzmożone wejścia na blog przez hasła reklamowe z tej dokładnie kampanii. Przykład. Od początku istnienia mojego bloga, ludzie weszli na niego, wpisując łącznie 30 925 haseł. Pozycję 23 (!) zajmuje sformułowanie „fachowiec od tyłu” z kampanii leku Posterisan. Na jeszcze wcześniejszej (13!) pozycji znajduje się sformułowanie „bo nic nie jest oczywiste” z kampanii opengsm (ponad połowa wejść na to sformułowanie miała miejsce w okresie 04-19/02 – czyli dokładnie w trakcie trwania kampanii teaserowej).
Podobne wskaźniki pokazała zresztą w swojej prezentacji Annie Rickard. Poniżej statystyki wyszukiwań haseł „marks & spencer” oraz „marks & spencer bra”. Wyraźnie widać, że w trakcie kampanii staników M&S liczba wyszukiwań istotnie się zwiększyła.
Źródło: Annie Rickard, Posterscope Worldwide, Festival of Media 2010
Jaki płynie z tego wniosek? Oprócz łączenia TV i internetu, konieczne jest także łączenie internetu i outdooru. Zwłaszcza dziś, gdy penetracja smartphone’ów stale rośnie i konsument może sprawdzić info o kampanii od razu „na mieście”.
Sex sells, nawet jeśli to bardzo skomplikowane
Oto przykład, jak zachęcić użytkowników do korzystania z nowych technologii. W USA CK ocenzurował własną reklamę. Na billboardzie – zamiast półnagich, wijących się i spoconych modelek – zamieścił tym razem gigantyczny czerwony kod QR i hasło „Get it Uncensored”. Wystarczy zrobić zdjęcie billboardu, a kod QR przekieruje nas na stronę www, na której możemy obejrzeć 40-sekundowy spot reklamowy (tak, owszem, pojawiają się tam modele z obnażonym torsem i seksowna modelka). W Stanach kody QR wciąż jeszcze są mało popularne, ale to akurat przykład trafionej kampanii. Po pierwsze – grupa celowa Calvina Kleina w większości wyposażona jest w smartphone’y (i jeśli nawet nie ma w nich czytnika kodów QR, to zainstalowanie go nie stanowi dla niej większego problemu). Po drugie – ta sama grupa celowa wie, czego może spodziewać się po reklamach CK, który wystarczająco długo buduje swój wizerunek arcykontrowersyjnego reklamodawcy. A skoro tym razem sam ocenzurował swój billboard, to – ja-konsument – zakładam, że kampania musi być naprawdę „mocna”. Oczywiście, po sprawdzeniu okazuje się, że wcale taka mocna nie jest, ale czytnik QR w moim telefonie zostaje, pierwsze koty za płoty i następnym razem chętniej/ łatwiej z tej technologii skorzystam. Tyle.
I znów się okazuje, że od kawałka gołej pupy do najnowszych technologii wcale nie jest tak daleko. Ech.
Jak się podłączyć do trwającej kampanii wyborczej – TOP5
Absolutnie nie namawiam do niszczenia plakatów wyborczych kandydatów na prezydenta. Ale. Kampania wyborcza będzie trwała jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie, zdominuje media i rozmowy kuluarowe, więc czemu jej nie wykorzystać? Poniżej TOP5 najlepszych partyzanckich kampanii reklamowych wykorzystujących nośniki lub hasła wyborcze. Okazuje się, że właściwie każdej branży do polityki jest jednak bardzo blisko :).
Jak szukać pracy w branży reklamowej – cz. 2
Albo młodzi kreatywni są tak zdeterminowani, żeby dostać pracę w branży reklamowej albo to jeszcze skutki kryzysu (który moim zdaniem zawsze wpływa na kreatywność). W każdym razie dziś kolejny przykład niestandardowego CV. Poprzednio, Alec Brownstein wykorzystał Internet, teraz* – Laura Holzmann – postawiła na outdoor. Oczywiście niestandardowy. Dokładnie naprzeciwko siedziby Ogilvy w Cordobie (Argentyna), „namalowała” na murze drzwi do agencji oraz swój autoportret (daję „namalowała” w cudzysłowie, bo koncept był jej, ale graffiti wykonał lokalny artysta Mariano Fernandez). Obok pojawiło się hasło „Chcę wejść” oraz adres jej strony www. Efekt był taki, że Ogilvy zadzwoniło następnego dnia rano :) (choć ostatecznie w tej agencji Laura Holzmann pracy nie dostała).
Najmniejszy billboard
Dwa tygodnie temu Starlink opublikował podsumowanie wydatków reklamowych w poszczególnych mediach w pierwszym kwartale 2010. Największy spadek (aż -19,2%) zanotowała w tym okresie, co mocno mnie zdziwiło, reklama outdoorowa. Specjaliści ze Starlinku tłumaczyli ten wynik przede wszystkim tym, że branże motoryzacyjna i telekomunikacyjna przesunęły budżety z outdooru do Internetu i TV. To oczywiście całkiem wiarygodne wyjaśnienie, ale dosłownie trzy dni temu MarketingCharts opublikował podsumowanie Q1’10 w amerykańskich mediach. I co się okazuje. Tam też OOH zanotowało spadek – nie tak drastyczny jak w Polsce, ale jednak – o 0,7%. Co istotne, w USA outdoor notuje zresztą systematyczny spadek już od trzeciego kwartału 2009. Zastanawiam się więc, czy to chwilowa zmiana czy może jakiś stały trend. Do tej pory bowiem, outdoor – obok Internetu – był medium rosnącym. Wynikało to przede wszystkim z tego, że konsument spędzał coraz więcej czasu poza domem (udział outdooru w dobie mediowej więc stale wzrastał). Ostatnie badania (m.in. Nielsen Wire) pokazują jednak, że znów wracamy do telewizji – oglądamy ją obecnie więcej niż wcześniej (nie tylko w telewizorach, ale również w komputerze i w telefonach komórkowych). Oprócz tego, outdoor ma tzw. złą prasę – konsumenci narzekają (i słusznie), że reklam z kategorii OOH jest zbyt dużo, że zaśmiecają one miasto, że siatki wielkoformatowe zasłaniają budynki etc. etc. No i wreszcie dochodzę do tego, o czym miałam dziś pisać.
„Projection mapping” według Samsunga
Nie wiem, czy to konferencja infoShare mnie tak „zafokusowała”, czy faktycznie mamy obecnie jakiś boom na nowe technologie w reklamie – bo obecnie tylko takie rozwiązania widzę. I tak np. parę dni temu (20-23/05) w Amsterdamie Samsung Led TV wykorzystał technikę nazywaną projection mapping. Chodzi tu o to, że obraz z projektora rzuca się np. na budynek, ale jednocześnie wykorzystuje się wszystkie jego (budynku) elementy, krzywe i załamania. Dzięki temu rzucany obraz sprawia wrażenie trójwymiarowego. Projekcja w Amsterdamie została zrealizowana przez agencję MUSE i dom mediowy Starcom i tak, jak wspomniałam, odbywała się przez trzy dni pod rząd. Animacja wyświetlana była na Beurs van Berlage w centrum Amsterdamu i miała pokazać, co naprawdę kryje się we wnętrzu tego słynnego budynku. Robi wrażenie.
Ekologiczny produkt, nieekologiczna reklama
Owszem, to jest reklama, która zwraca uwagę. I szokuje – choć od razu wyjaśniam, że kurczaki w skrzynkach nie są prawdziwe (dzięki Bogu!). Ale przy okazji jest to także najbardziej kretyńska reklama, jaką ostatnio widziałam. Poza zwracaniem uwagi i szokowaniem nie wnosi absolutnie nic. A w dodatku sam komunikat jest całkowicie sprzeczny z reklamowanym produktem. Oto dlaczego. Najpierw widzę dramatyczny billboard – setki kurczaków stłoczonych w skrzynkach. Pod spodem hasło: „Najwyższy czas sprawdzić wille w Karma Lakeland”. Mając wciąż przed oczami maltretowane kurczaki (i całą masę innych związanych z tym skojarzeń, typu obcięte dzioby), wchodzę na stronę: www.karmalakelands.com, żeby sprawdzić wille. I co tam widzę? Najpierw obrazek zielonych łąk i zdanie: „Imagine a place where ecology and lifestyle exist hand in hand.”, a zaraz potem specjalną zakładkę „ecology” i hasło umieszczone w logotypie „In harmony with nature”. Że zgrzyt? Ale gdzie tam! Przecież dokładnie tego człowiek spodziewa się po przekazie z billboardu.
PS A tak poza tym, to PETA powinna im się dobrać do tyłka za to „ekologiczne” podejście (i nie ma znaczenia, że kurczaki są sztuczne – wyglądają jak żywe!).
Fritz Kola, czyli interaktywność w tradycyjnym ujęciu
Obok social media drugie najważniejsze dziś słowo-klucz to… interaktywność. O interaktywności mówimy jednak najczęściej w kontekście nowych technologii. Dlaczego? Bo istota interaktywności polega na tym, że konsument odbiera informację i jednocześnie aktywnie na nią reaguje. A takie właśnie zachowania znacznie ułatwiają konsumentowi nowe technologie – telefon komórkowy, Internet, AR, bluetooth, kody etc. Problem jest taki, że – wbrew temu, co może nam się wydawać – tylko niewielka część naszego społeczeństwa te technologie oswoiła (zwłaszcza jeśli chodzi o trzy ostatnie przykłady z powyższej wyliczanki). Wśród tej niewielkiej grupy, jeszcze mniej jest osób, którym chce się z tej technologii korzystać (ostatecznie zajmuje nam to czas, którego wciąż nie mamy).
Dlatego uważam, że rozwiązania reklamowe, które traktują interaktywność bardziej tradycyjnie (akcja-reakcja) mogą w efekcie okazać się bardziej skuteczne. Poniżej zamieszczam więc przykład takiej tradycyjnie pojętej interaktywności, w outdoorze.
Napój bezalkoholowy, ale za to ze sporą dawką kofeiny – Fritz Kola – umieścił na billboardach gigantyczne krzyżówki, które mogli wypełniać ludzie stojący (i nudzący się) na przystanku.
Mam nadzieję, że zaraz mi się nie oberwie :), ale powiedzcie sami – czy to nie jest fajniejsze rozwiązanie od robienia zdjęć np. kodom na opakowaniach produktów? Hm?
Czytaj dalej…
subskrybuj










