Slangoskop: emoji, czyli o powrocie do pisma obrazkowego
Jakiś czas temu czytałam artykuł na temat emoji – rozbudowanych emotikonek, za pomocą których można wyrazić już nie tylko nasze emocje lub nastrój (smutny, wesoły etc.), ale budować bardziej skomplikowane przekazy (ikonki typu samolot, talerz i sztućce, pęknięte serce, kieliszek wina etc. etc. – ustawiane w dowolnych kombinacjach). Zwróciłam na to uwagę jako na egzotyczną (wciąż – mimo wprowadzenia ich na FB) ciekawostkę z Japonii – emoji to nie jest bowiem coś, co mnie bezpośrednio dotyczy. Sama nie stosuję tego rodzaju komunikacji, a wśród osób z branży, które obserwuję, jest tylko jedna (Michał Górecki) używająca emoji w miarę zauważalny sposób (choć wciąż nie jeszcze w formie ciągów zdaniowych :)).
W ostatnim czasie informacji o emoji napływa do mnie zdecydowanie więcej – trudno mi więc dłużej ignorować je jako zjawisko. Wystarczy zresztą wejść chociażby na stronę www.emojitracker.com, która w czasie rzeczywistym podaje statystyki na temat wykorzystania emoji na Twitterze (całość zmienia się tak szybko i dynamicznie, że przed wejściem na stronę jest ostrzeżenie dla osób chorych na padaczkę). Na emoji w całości opiera się teledysk Katy Perry – Roar.
Kilka dni temu w sieci pojawiła się biografia Miley Cyrus napisana za pomocą emoji (tu bio wraz z tłumaczeniem :)). Znalazłam też Moby Dicka przetłumaczonego na emoji 🙂 (pieniądze na ten projekt zostały zebrane na Kickstarterze).
Z perspektywy psychologów i językoznawców taka forma komunikacji prowadzi do jej ubożenia. Nie do końca jednak zgadzam się z prognozami, że wrócimy znów do pisma obrazkowego (emoji są jednak mało precyzyjne, jedna ikonka może mieć wiele różnych znaczeń – można to sprawdzić, klikając na poszczególne ikonki na emojitracker – więc komunikacja wyłącznie za ich pomocą byłaby zdecydowanie trudniejsza niż posługiwanie się „staroświeckim wyrazami”). Jestem natomiast w stanie wyobrazić sobie, że ten typ komunikacji może prowadzić (prowadzi?) do zmian językowych (np. rezygnowania z przymiotników – „pokazuję coś zamiast to opisać”). Z drugiej strony kultury obrazkowej nie unikniemy zupełnie. Widać zresztą, że posługiwanie się ikonami w komunikacji online stale ewoluuje – sama dziś, pisząc ten tekst, odkryłam na facebookowym czacie naklejki (duże, bardzo precyzyjne graficznie obrazki – dostępne są w czacie w wersji www, natomiast niekoniecznie na urządzeniach mobilnych – na swoim Q10 ich nie widzę).
W ramach FB naklejki można też dokupić.
Ale to, co w kontekście emoji jest dla mnie najciekawsze, to odpowiedź na pytanie, jak możemy wykorzystywać je w komunikacji z odbiorcą. Czy na formatach reklamowych staną się tak popularne jak hashtagi? Jedna z moich czytelniczek, Alicja, podesłała mi zresztą link do kampanii Life Cinemas – tytuły filmów (Harry Potter, Życie Pi, Gdzie jest Nemo, Ted) zostały zapisane jako ciągi ikon.
Fajne, choć – przyznaję szczerze – rozpoznałam tylko Harry’ego Pottera i Nemo. To pewnie jednak nieistotne, bo w tym przypadku nie jestem grupą celową :).
Slangoskop – cykl, w którym publikuję jedno słowo/ jedno wyrażenie/ jedno hasło, które moim zdaniem, warto znać, bo albo obrazuje jakiś istotny trend, bo aktualnie jest „modne”, bo można nim „błysnąć” w branżowym towarzystwie. Publikacja cyklu zawsze w środy, choć zdecydowanie nie co tydzień :).



