Blogerzy w Polsce 2013 – mój komentarz do raportu
Dziś opublikowany został raport Blogerzy w Polsce 2013. Przeczytałam go z dużym zainteresowaniem, stąd teraz dwa słowa komentarza.
Po pierwsze, świetna inicjatywa. Zdecydowanie brakowało nam badania polskiej blogosfery z perspektywy internautów. O tym, że było ono rynkowi potrzebne, świadczyć może też fakt, że tuż po opublikowaniu raportu, nie można było go pobrać (podejrzewam, że ze względu na zbyt duże obciążenie serwerów 🙂 – to zresztą też kolejny dowód na to, że faktycznie przeżywamy teraz reklamowy boom na blogosferę i wszystko, co z nią związane). Ale czytając raport, miałam też kilka wątpliwości.
Przede wszystkim, nie rozumiem, dlaczego autorzy badania zdecydowali się wrzucić do zestawienia tzw. celebrytów – Martynę Wojciechowską, Annę Muchę, Hannę Lis etc. To badanie blogerów, nie gwiazd. Łatwo to zresztą zweryfikować – kiedy zapytamy Kominka, kim jest, odpowie, że przede wszystkim blogerem. Kiedy zapytamy o to samo Martynę Wojciechowską, Annę Muchę, Hannę Lis, odpowiedzą – podróżniczką, aktorką, dziennikarką etc. Wrzucanie celebrytów do zestawienia blogerów wiąże się z tym, że wyniki muszą być w pewien sposób zafałszowane, na pierwszych miejscach pojawiają się przede wszystkim osoby znane – nic w tym dziwnego, to kwestia świadomości marki. W efekcie prowadzi to dość kuriozalnych wyników. Oto przykład. Wśród blogów, które czytają regularnie, badani na pierwszym miejscu wskazali blog Martyny Wojciechowskiej. Tyle, że ostatni wpis na tym blogu pochodzi z… listopada 2012. Trudno więc mówić to o jakiejkolwiek regularności.
W tym kontekście nie mogę też zgodzić się z komentarzem Pawła Tkaczyka (wybacz, Paweł :)) – „To badanie pokazuje, że „ludzie mnie znają” ma sporą przewagę nad „ludzie są zainteresowani tym, co mam do powiedzenia”.” To w ogóle wątek na dłuższy wpis (będę musiała się kiedyś za to zabrać) na temat tego, że popularność to nie to samo, co wpływowość. Żeby się nie rozpisywać, przytoczę tu tylko moje dwa ulubione cytaty i jedno badanie. Cytat pierwszy zanotowałam podczas panelu Beyond Influencers – New Approaches for Cultivating Advocates and Evangelists na tegorocznym CES: „If there are lots of people following you it doesn’t mean you are influential.” Drugi cytat znalazłam na Twitterze – w podobnym stylu, choć bardziej obrazowy: „Big doesn’t necessarily mean better. Sunflowers aren’t better than violets.” I wreszcie badanie. Cytowałam je już podczas swojego wystąpienia z Dominikiem Batorskim na BFG 2011, chodzi o publikację Patterns of Temporal Variation in Online Media, J. Yang, J. Leskovec. ACM International Conference on Web Search and Data Mining (WSDM), 2011. To badanie jest znamienne, bo wynika z niego to, że mniejsze grupy są bardziej podatne na rekomendacje. W praktyce oznacza to, że Grzegorz Marczak z Antyweb może być bardziej wpływowy niż Ashton Kutcher, choć skala świadomości ich marki wśród internautów jest tak naprawdę nieporównywalna.
Wreszcie, zdziwiła mnie moja pozycja w tym rankingu. Inaczej – zdziwiło mnie w ogóle, że się tam znalazłam. Mówiąc szczerze, w tym zestawieniu nie powinno być w ogóle takich blogów jak mój. Badanie prowadzone było na grupie internautów 15+. To bardzo szeroka grupa, a tematyka marketingowa jest tematyką niezwykle wąską. Przy tak dobranej grupie, wejście do zestawienia bloga „specjalistycznego” jest na granicy błędu statystycznego. Na wysokich miejscach powinny znaleźć się blogi modowe, kulinarne, lifestylowe, kosmetyczne, blogi mam (to niezwykle duża i silna reprezentacja – a w zestawieniu tych ostatnich dwóch kategorii w ogóle nie ma – chyba że mi coś umknęło).
Na marginesie dodam, że jakiś czas temu podobną dyskusję toczyłam z Andrzejem Tucholskim z jestkultura.pl. Rozmawialiśmy na temat wyników zrealizowanego przez niego Share Week. Patrząc wówczas na pozycję Oli z Mojej Trawy nad Mediafunem (z całym szacunkiem dla Oli), na to, że w zestawieniu zabrakło Antyweba, Artura Kurasińskiego, blogów kulinarnych czy modowych, przytoczyłam Andrzejowi historię opisaną w książce (opartej na faktach) Strefa skażenia Johna Prestona. Otóż w latach 70. w Zairze wybuchła epidemia wirusa Ebola. W stan gotowości został natychmiast postawiony rząd Zairu, rząd USA i WHO. Nic dziwnego, wirus Ebola, przenosi się bardzo szybko i jest niezwykle śmiertelny (umiera 9 na 10 zarażonych nim osób). Istniało realne ryzyko, że w krótkim czasie zginie 90% ludności na świecie. Ale nic takiego się nie stało. Epidemia wybuchła w Zairze i tam została. Dlaczego? Dlatego, że wioski afrykańskie są od siebie oddzielone, nie mają ze sobą kontaktu. Wirus dostał się do jednej wioski, wymordowywał 90% mieszkającej ludności i sam umierał, bo nie miał jak się wydostać i kogo zarażać.
Tak samo jak przedostawał się wirus Ebola w afrykańskich wioskach, tak samo przedostaje się informacja, zwłaszcza w blogosferze. Wszyscy doskonale wiemy, że nie ma jednej blogosfery, jest wiele, współistniejących (oddzielonych od siebie jak wioski w afrykańskim buszu :)). W ramach jednej blogosfery, blogerzy znają się nawzajem, ale jeśli mieliby powiedzieć o blogerach z innych blogosfer byłoby im zdecydowanie trudniej. Dokładnie widać to w zestawieniu Andrzeja. Widać, że polecane są tam blogi z jednego zakresu tematycznego (Kominek, Segritta, Moja Trawa, Paweł Opydo etc. – to blogi, które nawiązują do siebie, ich autorzy wchodzą w polemikę u siebie) – nie ma blogów modowych, blogów kulinarnych – bo nie może ich tam być, to inna blogosfera.
Wracając do badania Blogerzy w Polsce 2013 – sytuacja jest tutaj bardzo podobna. Nie wszyscy internauci czytają wszystkie blogi, bo nie wszyscy interesują się wszystkimi tematami. Co więcej, widać też różnicowanie w ramach jednej tylko blogosfery. Warto spojrzeć chociażby na wynik WhitePlate jednej z (dwóch) najlepszych polskich blogerek kulinarnych (najwyższy uzyskany to 6,8%, najniższy to 0,2%). Czy Liska mogła mieć wyższy wynik w grupie 15+? Nie. Bo nie do tej grupy skierowany jest jej blog (kwestia chociażby kosztu niektórych składników potrzebnych do przepisów Liski ustawia odpowiednio target). I znów odwołam się do innego badania – jakiś czas temu czytałam, że marka Adidas wskazywana jest przez znaczącą większość Polaków jako marka luksusowa. Czy to oznacza, że faktycznie jest marką luksusową? Nie. Wypadła tak, bo w konkretny sposób dobrana została próba (co nie ujmuje też nic wynikom samego badania – kwestia tylko później umiejętnego wyciągania z nich wniosków).
Do czego zmierzam? Badanie blogosfery jest niezwykle trudne. Po pierwsze, to wciąż nowy temat – próba jej opisania, zbadania to przecieranie szlaków. Po drugie – badanie blogosfery to badanie osób. Dodam – konkretnych osób, co musi budzić emocje. Dlatego wszystkim tym, którzy takie inicjatywy podejmują, gratuluję odwagi :). Kolejny krok w poznawaniu polskiej blogosfery za nami.