Niezwykle ostra żyletka, czyli z kategorii: hardcore
Właśnie wykopałam tę kampanię ze swojej bazy reklam outdoorowych zrealizowanych w 2008 roku. I szczerze mówiąc, nie wiem, jak to się stało, że nie wykopałam jej wcześniej. Zalicza się bowiem do mojej ulubionej kategorii. Hardcore. To znaczy – nie przejdziesz obok tej realizacji obojętnie. Tym razem chodzi o żyletkę. Ale nie taką, która służy do golenia, tylko o taką, która tnie różne rzeczy, np. plastik albo karton. Nie wiem, jak Wy, ale kiedy ja byłam dzieckiem, korzystałam z niej czasem na lekcjach ZPT (podejrzewam, że obecnie – z powodów bezpieczeństwa – jest raczej zakazana :)). Dziś częściej z takiej żyletki korzystają studenci, np. architektury czy ASP, którzy przy jej pomocy wycinają modele.
W Niemczech liderem w kategorii takich bardzo ostrych żyletek jest firma Martor Solingen, która postanowiła wzmocnić swój wizerunek wśród studentów architektury właśnie. W ramach kampanii ustawiono więc w pobliżu wydziału Arts, Design & Architecture Uniwersytetu Mainz dwa billboardy w kształcie żyletek. Nie kształt billboardu był jednak zaskakujący. Bynajmniej. Raczej to, co leżało obok niego…
Gołębie… Na szczęście wykonane z pianki, a nie prawdziwe :).

Drugi billboard nie budzi już takich emocji. Kto by tam zwracał uwagę na kamień :).

Agencja: Venividi, Forst an der Weinstrasse, Niemcy
Podobne wpisy:
subskrybuj











Przekrojony gołąb wygląda raczej jak kawał schabu niż drób :) Ciekawe jak długo takie gołębie poleżałyby w Polsce (i czy ktoś próbowałby je zjeść)
Pomysł doskonały, wykonanie też niezłe, ale (czepiam się bardzo..) od kiedy gołębie siadają na czymś brzuchem? Niemniej jednak doskonały pomysł.
Jeszcze mi przyszło do głowy od razu – wersja prasowa, wydanie np. Polityki z przeciętą okładką i powiedzmy 30 stronami, a pod tym, pierwszą nie przeciętą stroną byłaby reklama takiej żyletki (sama żyletka oczywiście w miejscy przecięcia całej gazety..)
Reklama powinna znajdźć się w briefie razem z wywiadem realizatora projektu. Pomysł z polityką dobry ale wyobraź sobie rozrzucone owe żyletki (oczywiście tempe) po całym rynku w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, lub największe hity polsatu przecięte w pół przez żyletkę
Powiem tylko tyle: pomysł pierwsza klasa bardzo mi sie podoba :)
Pytanie tylko jak można to przerobić pod siebie… :)
Pozdrawiam
Darek