Mniej znaczy więcej- coś, co nie sprawdza się w marketingu dziecięcym
Halo. To ja. Ponownie. Obcy (wersja żeńska) wylądował bezpiecznie. BirthBerry przydało się bardzo – polecam wszystkim przyszłym rodzicom. Tymczasem ogarniam się i powoli wracam do żywych :). I dochodzę do wniosku, że urodzenie dziecka to nic w porównaniu z całym biznesem okołourodzeniowo-noworodkowo-dziecięcym. Żebyście mieli namiastkę tego, z czym obecnie muszę się zmierzyć, zaczniemy konkursem.
Poniżej na zdjęciu tzw. wyprawka, którą dostałam w szkole rodzenia. Waszym zadaniem jest określenie, ile marek (żeby nie utrudniać – nie mówię produktów :)) znajduje się w takim zestawie.
Na Wasze odpowiedzi – wysłane mailem na adres kontakt@hatalska.com (w temacie proszę wpisać: Konkurs marek) – czekam do wtorku (09/08) do północy. Osoba, która jako pierwsza poda właściwą odpowiedź (lub poda wartość najbliższą właściwej) otrzyma książkę Trendologia. Niezbędny przewodnik po przełomowych ideach z serii Punkty przełomowe i ufundowaną przez wydawnictwo Znak.
Miłego liczenia :).
Wyprawka:
Kliknij na zdjęcie, żeby zobaczyć je w większej rozdzielczości.
PS Zastanawiam się, czy firmy, które wchodzą ze swoimi produktami do takich wyprawek, mają pełną świadomość clutteru, w jakim się znajdują? A może wychodzą z założenia – „skoro w wyprawce są wszyscy, to i ja też muszę”?
PS2 Nie, nie zamierzam zmieniać tematyki bloga. Więcej wpisów o dzieciach nie będzie :).
