Marchewki kamikaze
Nie żebym była frutarianką, jak Keziah z filmu Notting Hill*, ale ta reklama prasowa to chyba lekka przesada? Jedne marchewki same pchają się pod nóż, drugie czekają na rzeź w kolejce, a jeszcze inne dokonują mordu (nie bez wysiłku, jednakowoż – u jednej z marchewek – tej z lewej – widoczne są wyraźnie ruchy wspomagające – zjawisko często spotykane u małych dzieci, które przy zadaniach trudnych i wymagających koncentracji/ precyzji wysuwają np. język – tu też, język na wierzchu!). Drugi layout nie lepszy. Tam z kolei cebule radośnie popełniają seppuku, tyle że… na kuchennej tarce. Wszędzie wokół zaś rozrzucone marchewkowe i cebulowe, wyłupane, oczy. Tak, moi drodzy. To reklama. Restauracji, dodam. Pod hasłem: „Najlepsze co może się zdarzyć świeżym składnikom”. REALLY??
Ristorante Cantina:


Copy: The best thing to happen to fresh ingredients.
Agencja: EuroRSCG, Zurych, Szwajcaria
*Słynny dialog z Notting Hill. Pamiętacie? 🙂
William: And, ahm: what exactly is a fruitarian?
Keziah: We believe that fruits and vegetables have feeling so we think cooking is cruel. We only eat things that have actually fallen off a tree or bush – that are, in fact, dead already.
William: Right. Right. Interesting stuff. So, these carrots…
Keziah: Have been murdered, yes.
William: Murdered? Poor carrots. How beastly!