Beduini na pustyni
A-ha! Wcale nie na pustyni, tylko w mieście (a właściwie w miastach i to w 22 jednocześnie). I nie tylko Beduini, bo przy okazji także i wielbłądy. Mowa oczywiście o akcji reklamowej zorganizowanej w kwietniu dla TP przez agencję ARBOmedia. W ramach kampanii (która miała nawiązywać do spotu TV + zwiększyć wśród konsumentów świadomość tego, że w Neostradzie dostępna jest także usługa telewizyjna), przygotowanych zostało prawie 6500 „cut-outów” w kształcie Beduinów i wielbłądów właśnie. Cut-outy zostały następnie umieszczone w przestrzeni miejskiej – przy czym nie tylko na przystankach i ulicach, ale także w tzw. segmencie HoReCa (kluby, puby, restauracje) i w komunikacji miejskiej. Nie będę tu może oceniać samego pomysłu (z pewnością zwracający uwagę, choć raczej nie nowatorski ani spektakularny). Warto natomiast docenić dwa inne aspekty tej kampanii. Po pierwsze – akcja „Beduini na pustyni” to kolejny przykład niestandardowych działań zrealizowanych dla TP (może to jeden ze sposobów na walkę z ich „skostniałym” wizerunkiem? jeśli tak – to moim zdaniem dobry kierunek). Po drugie – to jedna z naprawdę niewielu niestandardowych akcji, która swym zasięgiem wyszła poza Warszawę, a nawet poza 5 największych polskich aglomeracji (cut-outy pojawiły się także w takich miastach, jak Konin, Kłodzko, Inowrocław czy Jelenia Góra). To szczególnie cenne, bo marketerzy często zapominają, że Polska to nie tylko duże miasta.
Poniżej kilka zdjęć z akcji, ale jeszcze dwa słowa o jednej rzeczy, do której chciałabym się mimo wszystko przyczepić. Otóż kampania prowadzona była bez zgody miast. Nie rekomenduję nigdy takich działań, ale tu po części rozumiem, bo akcja trwała zaledwie dwa tygodnie, miast było sporo, więc koszt (w znaczeniu czas/ wysiłek etc.) uzyskania zgód byłby pewnie niewspółmierny do efektów samej akcji. Poza tym, właśnie z powodu partyzanckiego charakteru akcji, powołane zostały specjalne teamy „opiekujące” się cut-outami – ich zadaniem było m.in. to, by na bieżąco sprawdzać, czy kartonowe cut-outy nie zaśmiecają miast (teamy „opiekujące się” to bardzo dobry pomysł – pozwalający zapanować nad tym, by akcja partyzancka nie wymknęła się spod kontroli).
Niezależnie jednak od liczby przedsięwziętych „środków bezpieczeństwa” w przypadku niestandardów ZAWSZE istnieje ryzyko pojawienia się niezadowolonych klientów (nawet najbardziej spektakularny, fantastyczny pomysł może przecież kogoś zirytować). No i faktycznie, w przypadku akcji „Beduini na pustyni” sytuacja „niezadowolonego konsumenta” pojawiła się w Sieradzu. Głównym problemem nie jest tu jednak sam klient, ale sposób załatwienia sprawy przez TP. Panowie i panie – jeśli robimy niestandardową (i w dodatku fajną) akcję, to bierzmy za nią odpowiedzialność do końca. Nawet wtedy, kiedy coś idzie nie tak, jak trzeba. Wystarczy wtedy po prostu powiedzieć „Tak, to my. Przepraszamy. Zabieramy.” Proste, zwyczajne, ale ludzkie. Szczerość działa na konsumentów (ludzi!) lepiej niż pójście w tzw. zaparte. Naprawdę.
A tak poza tym to akcja fajna :).
Przejścia dla pieszych:

Komunikacja miejska:


Segment HoReCa:

Zdjęcia z innych miast można obejrzeć na beduiniwielblad.wrzuta.pl
A tu spot TV, do którego nawiązywała akcja: