Carrieres de Lumieres – niesamowite połączenie nowych technologii i sztuki
Do tej pory nigdy nie pisałam na blogu o rzeczach, które zwiedzam podczas wakacji. Urlop traktuję naprawdę jako urlop od pracy i wyjeżdżając, chcę zwyczajnie odpocząć, a nie szukać materiałów na bloga. Wybaczcie, że tym razem zrobię wyjątek, ale Carrieres de Lumieres to jest naprawdę niesamowite-niesamowite miejsce. Dawno nic nie zrobiło na mnie tak wielkiego wrażenia, zwłaszcza że technologia tu wykorzystana wydawała mi się już przebrzmiała.
Carrieres to stare kamieniołomy w górach Alpilles w Prowansji. Pozyskiwany stamtąd wapień wykorzystywano m.in. do budowy pobliskiego zamku. Od 30 lat w tych ogromnych, opuszczonych kamieniołomach organizowany jest niesamowity, multimedialny spektakl. Przy wykorzystaniu mappingu 3D na monumentalnych kamiennych ścianach i podłogach wyświetlane są zanimowane obrazy znanych artystów (w tym roku to m.in. obrazy Klimta i malarzy, na których Klimt miał wpływ – Egona Schiele i Friedensreicha Hundertwassera). Widziałam wiele realizacji 3d mappingowych – wiele naprawdę fajnych, ale po obejrzeniu ich w tak dużej ilości, żadna kolejna nie robiła na mnie już większego wrażenia. W przypadku Carrieres de Lumieres było inaczej – znów uwierzyłam w potencjał 3d mappingu. Myślę jednak, że na taki odbiór złożyło się kilka rzeczy.
Przede wszystkim miejsce. Większość komercyjnych realizacji 3d mappingowych dzieje się na fasadach budynków w przestrzeni miejskiej. W Carrieres de Lumieres przestrzeń jest ogromna, surowa, ale… zamknięta, wchodzimy po prostu do jaskini. Zwróćcie też uwagę (vide zdjęcia poniżej), jak wiele powierzchni jednocześnie zostało wykorzystanych do animacji. Animacje te zresztą współgrają ze sobą na kilku ścianach – widać to m.in. na ostatnim zdjęciu – statek wypływa na ścianie na wprost (widać tam jego nadbudówkę), a przypływa na ścianie po lewej stronie (widać tam dziób statku). Jestem pod ogromnym wrażeniem reżysera tej projekcji – to nie są cyfrowe obrazy przeniesione statycznie na ściany. Każdy obraz jest animowany. Inaczej – każdy element na obrazie jest animowany. Trzeba być naprawdę geniuszem, żeby ogarnąć tyle elementów naraz. Po drugie – ogromne znaczenie ma jednak dobór obrazów. W przypadku Klimta to feeria barw i bujność kolorów. Człowiek ma wrażenie, jakby w tych kolorach się po prostu zanurzył (bardzo-bardzo skojarzyło mi się to ze Stepami Akermanu Mickiewicza). Po trzecie wreszcie muzyka i sam klimat wnętrza (chłód i wilgotność na poziomie 97% – to zresztą sprawia, że wszystkie rzutniki – łącznie jest ich 100 – muszą być co roku wymieniane, od tej wilgotności po prostu się psują).
To, co mnie zaskoczyło, to fakt, że nigdzie w pobliżu wystawy nie ma żadnej marki – żadnego mecenasa wystawy, żadnego patrona medialnego. Carrieres de Lumieres należą do miasta Les Baux de Provence i zarządzane są przez prywatną spółkę Culturespaces specjalizującą się w promocji obiektów kulturalnych we Francji.
Poniżej kilka zdjęć – nie oddają one jednak w pełni niesamowitości tego spektaklu. Jeśli kiedykolwiek będziecie w pobliżu tego miejsca, koniecznie je odwiedźcie. Niezapomniane doświadczenie.
Zdjęcie poniżej jest z krótkiego (8-minutowego) show Invisible Cities poprzedzającego spektakl Klimta.



