To jest kraj dla starych ludzi
Na North Sea Jazz Festival chciałam się wybrać od kilku lat, ale od kilku lat nie składało się to z powodów prywatno-zawodowych (albo rodziłam w tym czasie dziecko, albo akurat kończyłam jakiś istotny projekt). Oprócz tego North Sea Jazz odbywa się mniej więcej w tym samym czasie co Open’er, na którym co roku od wielu lat byłam, choć od jakiegoś czasu już nie w celach muzycznych, a głównie trendhuntingowych. W zeszłym roku jednak na Open’erze omijali mnie wszyscy ulotkarze (najwyraźniej nie mieściłam się w zadanej im grupie wiekowej :)), tegoroczny openerowy line-up był wyjątkowo słaby, zamknęłam wszystkie projekty i nie miałam już żadnych wymówek, żeby na North Sea Jazz nie pojechać.
Nie prowadzę bloga o kulturze, więc nie będę pisać o warstwie muzycznej tego festiwalu, choć mogłabym napisać wiele (wystarczy wymienić kilka tegorocznych gwiazd – Natalie Cole, Kelis, Charles Bradley – niesamowity!, Outkast, Neneh Cherry, Pharell Williams, Stevie Wonder…). Chcę natomiast wspomnieć o pewnym doskonale widocznym tam trendzie.
Od jakiegoś czasu słychać o starzejącym się społeczeństwie, o tzw. siwej/ srebrnej rewolucji – ja sama pisałam o tym m.in. w 2009 roku. Najczęściej jednak słychać o tym trendzie w kontekście zdrowotnym lub ekonomicznym (kwestie obniżonej dzietności, niezastępowalności pokoleń, przedłużenia wieku emerytalnego etc). O Polakach 50+ wciąż mówi się „seniorzy” i pokutuje stereotyp siwej babci dziergającej skarpetki i dziadka na bujanym fotelu (nierzadko media odnotowują jako sukces fakt, że 75% polskich 50-latków potrafi wysłać sms-a – cóż za nieprawdopodobna umiejętność!).
Zdecydowanie rzadziej słychać natomiast o tym, że w sieci 50-latkowie robią właściwie to samo co 20-latkowie (jeśli np. porównamy korzystanie z Instagrama w różnych grupach wiekowych, to okaże się, że w grupie wiekowej 35-44 dynamika wzrostu jest największa – por. wykres poniżej).
Źródło: Megapanel PBI/Gemius, 03/2014
Jeszcze rzadziej mówi się o tym, że w krajach rozwiniętych ludzie w wieku 60+ posiadają ponad 50% majątku, a podobny trend widoczny jest także w krajach rozwijających się (por. Global Population Ageing: Peril or Promise, World Economic Forum).
Na North Sea Jazz wszystkie te rzeczy, o których mówi się zdecydowanie rzadziej, były natomiast widoczne jak na dłoni. Średnia wieku na festiwalu wynosiła ok. 45-50 lat. Nie widziałam tam jednak smutnych, samotnych staruszków, ale po prostu dojrzałych ludzi, którzy przyszli dobrze się bawić.
Tłumy na koncercie Charlesa Bradleya. Do 2050 roku grupa wiekowa 60+ ma stanowić ponad 20% populacji całego świata (wzrost z 800mln do 2mld – por. cytowany wyżej raport World Economic Forum).
Poziom rozrywek zapewniał im zresztą nie tylko sam festiwal (przy okazji – North Sea Jazz to jak dotąd jedyna impreza masowa, na której byłam i na której był bar z ostrygami :):
ale także obecne marki – Glenfiddich uruchomił np. Whisky Bar,
a American Express Champagne Bar.
Wyraźnie widać było także zaangażowanie społeczne (trend sustainability) – m.in. w kawiarni prowadzonej przez Oxfam.
Polecam wyjazd na North Sea Jazz w celach badawczych (tzw. field research :)) wszystkim tym, którzy odpowiadają za marki kierowane do różnych grup wiekowych, a wciąż koncentrują się wyłącznie na tej najmłodszej, bo sądzą, że tylko ona ma największy potencjał. Impreza ta dobitnie pokazuje potencjał grupy 60+ i jak widać na powyższych zdjęciach, nie jest to potencjał w kierunku klejów do protez.
Od razu obalam też kontrargument – że to impreza w Holandii, że w Polsce takie zjawisko nie ma miejsca. Ma. Jestem przekonana, że gdyby zorganizować North Sea Jazz w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku czy innym dowolnym dużym polskim mieście, wnioski byłyby takie same. Chyba naprawdę za bardzo przyzwyczailiśmy się do powiedzenia, że to nie jest kraj dla starych ludzi.
PS Na North Sea Jazz można było płacić wyłącznie żetonami – na ich odwrocie było logo BNP Paribas. Ponieważ na Open’erze zawsze płaciłam bezstykowo, nie korzystałam z żetonów, nie wiem, czy u nas też ta przestrzeń została wykorzystana – wrzucam na wszelki wypadek.
Zdjęcia: Natalia Hatalska, 2014









