SXSW – dzień pierwszy. W skali 1-10 daję 4.
Pierwszy dzień festiwalu SXSW zdecydowanie mnie rozczarował. Przede wszystkim kiepsko się zaczął – nie udało mi się wejść na pierwszą sesję, którą zaplanowałam (Social Media: Strategies That Work & Future Trends). Byłam 40 minut wcześniej, a sala była już pełna i zamknięta. Kiepsko się też skończył, bo ostatnia sesja, na której chciałam być (Space Tech Startups That Will Change Everything), została natomiast odwołana. Po drodze natomiast niekoniecznie było lepiej. Z pozostałych pięciu prezentacji, na których byłam, tylko dwie oceniam naprawdę pozytywnie. Przy pozostałych zanotowałam sobie takie uwagi, jak „słabizna, milion ogólników i w dodatku czyta!” (o sesji Know Thyself: Self Actualisation by Numbers) lub „przykłady z 2011 i 202 (sic!)” (o sesji Machines Will Free Us All).
Ciekawe wystąpienie (Content & Commerce: The Digital Cronut) miał natomiast Ben Lerer z Thrillist, który opowiadał o tym, jak twórcy treści mogą na tych treściach zarabiać inaczej niż poprzez reklamę. Model, który stosują, to sprzedawanie produktów – co ważne, bezpośrednio od siebie – o których piszą w swoich artykułach (zerknijcie chociażby na ten tekst: Messenger Bags That Deliver – gdy klikniecie na którąkolwiek z toreb, przekierowuje Was do sklepu Thrillist). To dosyć ciekawe i rzadko spotykane połączenie (nie wiem, czy ktoś poza nimi to robi) – twórca treści jest jednocześnie handlowcem. Do tej pory te dwie role były rozłączne. Lerer podsumował to tak: „we do not only rent the advertisers the relationship we have with our readers, but we also monetize this relationship”.
Zdecydowanie najlepszy panel, na którym byłam dziś, to Taking Collaborative Economy to Space. Sam prowadzący, Andrew Barton z Google Lunar XPrize był dość kiepski (nie słuchał rozmówców, nie reagował na bieżąco, tylko czytał przygotowane wcześniej pytania – rozruszał się dopiero na samym końcu). Natomiast paneliści byli naprawdę świetni – największe wrażenie zrobili na mnie Anousheh Ansari (XPrize Foundation) i Bob Richards (Moon Express). Zrobiłam osiem stron notatek, wiele rzeczy było dla mnie zupełnie nowych albo takich, na które spojrzałam z innej perspektywy. Sporo było mowy o kolonizacji Księżyca, o zasobach, które wyczerpują się na Ziemi, a w kosmosie są nieskończone, o tym, że po raz pierwszy w historii ludzkości stajemy się „multiworld species”, wreszcie o tym, że w przestrzeni kosmicznej wciąż jeszcze jest więcej collaboration niż competition. Ale najbardziej obrazowe zdanie padło z ust Boba Richardsa, który mówiąc o podboju Księżyca, stwierdził: „Think of a moon, as of a new continent.”
Wreszcie ocenę dnia zdecydowanie podnosi stanowisko Subwaya składające się z różnego rodzaju prototypów z kategorii wearable computers. Na Facebooku wrzuciłam zdjęcie bluzy, która automatycznie zamawia pizzę, jak pomasujemy się po brzuchu. Ale na stoisku Subwaya jest też czapka, która odczytuje nasze pozytywne emocje związane z jedzeniem pizzy i wyświetla na sobie odpowiednio dopasowane komentarze,
rękawiczki, które w każdym z palców zawierają inny sos, a także mogą podgrzewać pizzę,
czy wreszcie spodnie, które zbierają wszystkie dane dotyczące naszej ulubionej pizzy (w tym, jak często ją zamawiamy i o której godzinie).
Takich niestandardowych akcji jak Subway jest zdecydowanie więcej – marki starają się wyróżnić za wszelką cenę. Oreo stawia np. na 3d printing, real time marketing i automaty vendingowe (niestety, wciąż nie udało mi się tej maszyny przetestować),
a PBS Food na street marketing.
Niedaleko Convention Centre stoi też Bates Motel – wygląda zupełnie jak prawdziwy,
dopóki nie spojrzy się na niego z boku :).
Ok, tyle relacji na dziś. U Was 6 rano, u mnie 23. Idę spać, dobranoc :).








