Slangoskop: BWN (czyli Bored-at-Work Network)
Być może to jest termin stary jak świat, ale ja spotkałam się z nim po raz pierwszy dosłownie kilka dni temu (może dlatego tak późno, bo ja sama do tej grupy nigdy nie należałam?). W każdym razie BWN – czyli inaczej Bored at Work Network to ludzie, którzy po prostu nudzą się w pracy. W związku z tym cały dzień spędzają w mediach społecznościowych, na Facebooku (komentują każdy post, odpowiadają na każdy komentarz), na Twitterze, przesyłają maile, rozmawiają na komunikatorach etc. etc. Ze względu na to, że są grupą dość liczną (Jonah Peretti twierdzi, że są w stanie wygenerować większy zasięg niż telewizja) są kluczowi w rozprzestrzenianiu informacji i tak naprawdę to oni decydują, co staje się viralem/ memem, a co nie.
Tak jak dostrzegam fakt, że BWN istnieje (znam co najmniej kilka osób należących do tej sieci :)), to do tej ostatniej kwestii (ich kluczowego znaczenia w decydowaniu o tym, co staje się popularne, a co nie) nie bardzo jestem przekonana. Istnieje bowiem wiele teorii na temat rozprzestrzeniania się wirusów. Malcolm Gladwell (Tipping Point) twierdzi, że muszą jednocześnie pojawić się trzy sprzyjające czynniki: wirus (czyli informacja), ludzie (którzy tę informację rozprzestrzeniają) oraz środowisko. Duncan Watts twierdzi natomiast, że najważniejsze z tych trzech jest środowisko (porównuje rozprzestrzenianie się informacji do rozprzestrzeniania się pożaru w lesie – żeby pożar wystąpił, nie jest potrzebna jakaś specjalna iskra, wystarczy jakakolwiek – pod warunkiem, że mamy odpowiednią suchość powietrza, ściółki, wiatr etc.). Ja natomiast twierdzę, że w procesie rozprzestrzeniania się informacji najważniejsza jest… sama informacja. Jeśli bowiem porównamy epidemię społeczną (opartą na przekazywaniu informacji) do epidemii biologicznej to wyraźnie zobaczymy, że każdą epidemię rozpoczyna nie człowiek, nie środowisko, ale… sam wirus.
I dalej – epidemiolodzy, wiedząc, z jakim wirusem mają do czynienia (HIV, Ebola, H5N1), są w stanie przewidzieć, czy wywoła on epidemię i sterując innymi czynnikami (np. z zakresu funkcjonowania sieci społecznych), mogą takiej epidemii zapobiec (izolatki, zakaz lotów etc.). W marketingu sytuacja jest odwrotna – wykorzystując dostępną wiedzę z innych dziedzin, epidemię społeczną można maksymalizować (np. za pomocą seedingu, nawiązywania do obecnej sytuacji, trafiania do kluczowych osób). Wciąż jednak nie wiadomo, które „wirusy” mogą tę epidemię wywołać. Szukam właśnie odpowiedzi na to pytanie. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła się nią z Wami podzielić :).
Więcej na ten temat BWN: Contagious Media
Slangoskop – cykl, w którym publikuję jedno słowo/ jedno wyrażenie/ jedno hasło, które moim zdaniem, warto znać, bo albo obrazuje jakiś istotny trend, bo aktualnie jest „modne”, bo można nim „błysnąć” w branżowym towarzystwie. Publikacja cyklu zawsze w środy, choć zdecydowanie nie co tydzień :).
Zdjęcie na głównej i we wstępniaku: DrJohnBullas, flickr.com