Internet jest wszędzie, czyli jak marki nie pozwalają nam być offline
Akcję Kit Kat, w której prawie dwa lata temu w miejscach publicznych ustawiono ławki blokujące dostęp do internetu, pokazuję zawsze jako przykład zjawiska określanego jako wylogowani, de-teching lub JOMO (joy of missing out). To wszystkim doskonale znany, głośny kontrtrend, w którym podobno chodzi o to, że część użytkowników wcale nie chce być stale podłączona do sieci. Że każdy z nas ma potrzebę wylogowania się – przynajmniej raz na jakiś czas. W 2014 roku JOMO miało zresztą zastąpić FOMO (fear of missing out).
Z tego co jednak obserwuję, to albo użytkownicy wcale takiej potrzeby nie mają, albo marki im na to wylogowanie się zupełnie nie pozwalają. Poza jedną czy dwiema akcjami piwa Amstel od dwóch lat nie widziałam bowiem żadnej innej ciekawej realizacji marketingowej wpisującej się w ten kontrtrend. Natomiast to, co widzę, to bardzo fajne akcje, w ramach których marki zapewniają użytkownikom darmowy dostęp do sieci. Tylko w te wakacje na Mazurach darmowy internet oferowała Gazeta.pl (hotspoty umieszczono na jachtach),
nad morzem internet zapewniał Plus (internet dostarczany był na plażach z dronów-sterowców – za nimi stoi zresztą firma z Gdyni, Yoberi, która jest na razie jedyną firmą w Polsce oferującą tego typu rozwiązanie),
a w wybranych miastach Polski w trwającej właśnie kampanii #powiedztopiosenka darmowy internet na przystankach oferuje Coca-Cola.
Z niepolskich akcji, fajne rozwiązanie zaproponował Volkswagen – WiFi zostało umieszczone w gazecie – jeśli zabrałeś/ zabrałaś ją ze sobą, byłeś/ byłaś zawsze online, nawet jeśli off-road.
Oczywiście, JOMO jako zjawisko istnieje (choć nie sądzę, by kiedykolwiek osiągnęło taką skalę jak FOMO). Jestem przekonana, że część użytkowników, którzy zobaczą powyższe akcje, stwierdzi – „jasne, jeszcze więcej internetu na jeziorze, żebym zamiast podziwiania przyrody mógł/ mogła siedzieć z nosem w telefonie”. Ja sama jestem zwolenniczką czasowego wylogowywania się, ale powyższe akcje oceniam pozytywnie. Zwróćcie uwagę, że wszystkie realizowane są w sytuacjach, kiedy internet jest niezbędny (albo co najmniej istotny :)). Albo wtedy, gdy aktywnie spędzam czas/ przeżywam jakieś emocje i chcę się nimi podzielić z innymi (plaża, jezioro, off-road), albo kiedy się nudzę i internet pozwala mi zabić czas (siedzenie na przystanku, plaża – ile można patrzeć w niebo?!). Trudno mi sobie wyobrazić akcję w jakimś kurorcie, która polegałaby na odłączeniu ludzi od sieci. Inna kwestia, że jeśli naprawdę chcę się wylogować, raczej nie potrzebuję do tego wsparcia marki.


