"This is not a popularity contest",czyli relacja z Blog Forum Gdańsk
Wczoraj zakończyła się w Gdańsku pierwsza ogólnopolska konferencja blogerów, czyli Blog Forum Gdańsk. Atmosfera była gorąca, nie ukrywam, ale trudno się dziwić, skoro w jednym miejscu zgromadziło się 130 blogerów, tych najbardziej znanych i najbardziej wpływowych, m.in. Mediafun, Antyweb, Vagla (który oficjalnie powiedział, że za blogera się nie uważa :)), Igor Janke, Artur Kurasiński, Kominek, Eliza Mórawska i wielu, wielu innych. Konferencja trwała dwa dni, w ciągu których poruszonych zostało całkiem sporo tematów, choć jeden (kasa!) przewijał się szczególnie często. Poniżej krótkie podsumowanie tematów, które na BFG uznałam za najważniejsze.
Pierwszy dzień konferencji w całości poświęcony został wolności słowa. Zaproszeni tu zostali również zagraniczni blogerzy – Sami Ben Gharbia, który mówił m.in. o wolności słowa w Tunezji i Arzu Geybullayeva z Azerbejdżanu, która zasiadła obok Kominka i Olgierda Rudaka w panelu dyskusyjnym pt. „Czy blogerzy mogą być wolni?”. Niestety, panel dyskusyjny potoczył się w nieco innym kierunku niż oczekiwali zgromadzeni. Głównym punktem zapalnym było pytanie, czy bloger może być wolny, umieszczając na blogu reklamy. Moim zdaniem, nie ma co się oburzać, że panel potoczył się w tę stronę (btw: fantastyczne prowadzenie Vagli, jak zwykle zresztą – lubię poczucie humoru w tzw. wersji „twarz pokerzysty” :)). Żyjemy w Polsce 2010, a nie przed 1989 rokiem i nie mamy obecnie takich problemów, jakie mają blogerzy z Chin, Azerbejdżanu, Białorusi, Indii czy innych krajów, gdzie wolność słowa łamana jest stale. Kwestia komercjalizacji blogów jest nam dziś kwestią bliższą i co by nie mówić, ma ona także związek z wolnością słowa samych blogerów.
Na zdjęciu: Arzu Geybullayeva, w tle – Kominek. Fot.: Blog Forum Gdańsk
Oczywiście, po panelu wniosek nasuwał się taki, że blogerzy, którzy umieszczają reklamy na blogach (lub w ogóle współpracują z biznesem etc.), nie są wolni. Absurdalny wniosek! Blogerzy mają prawo zarabiać na swoich blogach. I zarabiają na nich (nie tylko na reklamach zresztą – ci, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach, występują w roli konsultantów, prelegentów etc.). Jeśli warunki współpracy są jasne i przejrzyste, w żaden sposób nie wpływa to na wolność/ niezależność samych blogerów. Zresztą – jeśli w jakikolwiek sposób współpraca taka miałaby przekładać się na nieoznaczone artykuły sponsorowane, marketing szemrany etc. (co sugerowali niektórzy uczestnicy forum) – czytelnicy natychmiast by to zauważyli. A wtedy bloger straciłby wiarygodność, twarz, ekspertyzę, swoją markę i dobre imię i w efekcie – czytelników. To strzał w kolano – kto o zdrowych zmysłach kiedykolwiek coś takiego by zaryzykował?!
Pierwszego dnia wystąpili też przedstawiciele świata nauki dr Jan Zając i dr Marta Olcoń-Kubicka. W swoim wystąpieniu Janek Zając poruszył dwie bardzo istotne kwestie – mianowicie, że w Polsce wśród blogerów w zasadzie nie ma zależności, jeżeli chodzi o płeć – jest tyle samo blogujących kobiet, co blogujących mężczyzn (to widać było także na sali, na oko było niewiele więcej mężczyzn niż kobiet). To wniosek bardzo ciekawy, bo na świecie 3/4 blogerów to jednak mężczyźni (stwierdzam z żalem). Po drugie – stwierdził, że w Polsce nie ma jednej blogosfery, ale jest wiele współistniejących blogosfer. Stwierdzenie odważne, być może kontrowersyjne (bo wywołało na sali lekkie poruszenie), ale ja osobiście zgadzam się z nim w 100%. Nie da się ukryć, że mamy w Polsce osobną blogosferę szafiarek, osobną osób piszących o kulinariach, osobną blogosferę polityczną (bardzo duży potencjał, żałuję, że nie było panelu poświęconego tylko tej kategorii), wreszcie blogosferę mi najbliższą – czyli piszącą o mediach, komunikacji i nowych technologiach. W ramach każdej blogosfery blogerzy znają się dobrze – czytają swoje blogi nawzajem, organizują wspólne akcje, uczestniczą w tych samych konferencjach. Blogerów spoza swojej blogosfery znają już trochę mniej i w mniejsze relacje z przedstawicielami takich odrębnych blogosfer wchodzą. To bardzo naturalne zresztą – mamy jakiś swój obszar zainteresowań i w nim się poruszamy.
Na zdjęciu: dr Jan Zając. Fot.: Blog Forum Gdańsk
Na temat wystąpienia dr Olcoń-Kubickiej nie będę się rozpisywać. Co prawda, nie do końca zgadzam się z Łukaszem Matusikiem, że bloger najlepiej wie, co pisze, o czym pisze i jak pisze – bo badania naukowe nierzadko dają tzw. pogłębiony i cenny insight, ale przywoływanie badań z roku 2001, 2006 i 2007 (przy czym nie były to jakieś strategiczne badania, które należałoby przywołać) jest nie fair wobec uczestników konferencji, zwłaszcza poświęconej tak dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, jaką jest internet i sama blogosfera.
Drugi dzień był dla mnie nieco bardziej aktywny, bo sama brałam udział w dwóch panelach – jednym dotyczącym przyszłości blogosfery (wspólnie z Antywebem, prowadzący Maciek Budzich) i drugim dotyczącym współpracy blogerów z PR-owcami, dziennikarzami i marketerami. Nie będę ich tu opisywać – mam nadzieję, że udało się Wam obejrzeć nasze dyskusje w transmisji na żywo. Na największą uwagę drugiego dnia zasługuje bowiem wystąpienie Briana Solisa.
Na zdj. uczestnicy panelu dot. współpracy blogerów z PR-owcami, dziennikarzami etc. Fot.: Blog Forum Gdańsk.
Po pierwsze, Brian Solis zadał kłam temu, co padło dzień wcześniej – że blogi umierają (btw: ile razy ta śmierć blogów była już przepowiadana :)). Największym zagrożeniem dla blogów mają być dziś media społecznościowe (podobno blogerzy przenoszą swoją działalność na Facebooka, blipa i Twittera). Brian Solis stwierdził, że owszem, Twitter/ FB sprawia, że jako bloger jesteś bardziej dostępny – ale samą rozmową (w dodatku ograniczoną do 140 znaków) nie jesteś w stanie zbudować ekspertyzy. To prawda. Ja dodam jeszcze od siebie, że blogerzy bardzo sprawnie wykorzystują FB/ Twitter/ blip i inne tego typu serwisy, ale przede wszystkim w celu promocji własnego bloga, monitorowania tego, co dzieje się online, o czym rozmawiają internauci i wreszcie – do większej i bardziej bezpośredniej interakcji ze swoimi czytelnikami.
Na zdjęciu: Brain Solis. Fot.: Blog Forum Gdańsk
Po drugie, Brian Solis stwierdził, że mamy dziś do czynienia z „an audience with audiences”. Bardzo celna uwaga. Na sali siedziało ponad 100 osób. Znacząca większość z nich z latopami na kolanach lub smartphone’ami w rękach. Wszyscy relacjonowali to, co działo się w Gdańsku cały czas – przez blipa i FB. Aktywność każdej z tych osób śledziła określona grupa osób, która też np. na FB – komentowała swoje odczucia.Taka publiczność z własną publicznością to całkiem niezłe wyzwanie :).
Po trzecie wreszcie – Brian Solis zwrócił uwagę na niezwykle istotną kwestię – na tzw. narcyzm blogerów, ale… nieco dobitniej. Mianowicie powiedział, że „the most popular bloggers sometimes become assholes”. Bardzo mocne i bardzo prawdziwe (ale na sali przeszło jakoś bez echa :)). Nie wiem, czy miał na myśli np. Michaela Arringtona z TechCruncha, który jakiś czas temu wsławił się swoim raczej niefortunnym wywiadem z Carol Bartz, prezes Yahoo (dla tych, którzy nie słyszeli o tym casie – Arrington zaczął wywiad słowami: „So how the fuck are you?” i w tej pozycji był przez jakieś 3 minuty, Carol Bartz wypunktowała go tak, że wyglądał jak mały chłopiec – polecam obejrzenie tego wywiadu na YouTube :)). Takie tendencje możemy od czasu do czasu obserwować też w naszym światku. Nic dziwnego, to bardzo ludzkie. Popularność daje czasem poczucie tzw. wszechmocy. Ale jak mówi Solis – this is not a popularity contest, this is an influence contest. Mam nadzieję, że jako blogerzy będziemy o tym pamiętać. Że nie chodzi o ilość, ale o jakość. I że bycie autorytetem albo wpływową osobą to przywilej, który nie jest nam dany raz na zawsze.
I to tyle podsumowań. Brawa jeszcze dla organizatorów – miasta Gdańska i agencji CityBell – za pomysł takiej konferencji i jej fantastyczną realizację.
Zdjęcia na głównej i we wstępniaku – Blog Forum Gdańsk.



