Najmniejszy billboard
Dwa tygodnie temu Starlink opublikował podsumowanie wydatków reklamowych w poszczególnych mediach w pierwszym kwartale 2010. Największy spadek (aż -19,2%) zanotowała w tym okresie, co mocno mnie zdziwiło, reklama outdoorowa. Specjaliści ze Starlinku tłumaczyli ten wynik przede wszystkim tym, że branże motoryzacyjna i telekomunikacyjna przesunęły budżety z outdooru do Internetu i TV. To oczywiście całkiem wiarygodne wyjaśnienie, ale dosłownie trzy dni temu MarketingCharts opublikował podsumowanie Q1’10 w amerykańskich mediach. I co się okazuje. Tam też OOH zanotowało spadek – nie tak drastyczny jak w Polsce, ale jednak – o 0,7%. Co istotne, w USA outdoor notuje zresztą systematyczny spadek już od trzeciego kwartału 2009. Zastanawiam się więc, czy to chwilowa zmiana czy może jakiś stały trend. Do tej pory bowiem, outdoor – obok Internetu – był medium rosnącym. Wynikało to przede wszystkim z tego, że konsument spędzał coraz więcej czasu poza domem (udział outdooru w dobie mediowej więc stale wzrastał). Ostatnie badania (m.in. Nielsen Wire) pokazują jednak, że znów wracamy do telewizji – oglądamy ją obecnie więcej niż wcześniej (nie tylko w telewizorach, ale również w komputerze i w telefonach komórkowych). Oprócz tego, outdoor ma tzw. złą prasę – konsumenci narzekają (i słusznie), że reklam z kategorii OOH jest zbyt dużo, że zaśmiecają one miasto, że siatki wielkoformatowe zasłaniają budynki etc. etc. No i wreszcie dochodzę do tego, o czym miałam dziś pisać.
Otóż jeden z moich studentów (Panie Grzegorzu – dzięki!) podesłał mi ostatnio zdjęcia nowego nośnika, który pojawił się w Trójmieście. Tzw. mikrobillboard. Nie wiem, jakie dokładnie są jego wymiary, ale przypuszczać mogę, że jest wielkości tabliczki „Nie deptać trawników”. To całkiem fajne rozwiązanie w kontekście tego, o czym pisałam wyżej. Billboard jest mały, nieinwazyjny, nie zasłania budynków. Chwilowo zwraca uwagę, nie wiadomo, jak będzie później, jeśli miałby stać się standardem. Jedynym problemem jest wielkość czcionki (wg mnie zupełnie nie ma sensu tam cokolwiek pisać) oraz kwestia reklamowanych na nim produktów – drzwi przesuwane, jak poniżej, to chyba nie do końca dobry pomysł…
PS Mikrobillboardy wykorzystała już wcześniej (2007) w autopromocji londyńska agencja Fallon. Kurczę, tu też nie wiadomo, o co chodzi.

