Kryzys kreatywności?
Przepraszam bardzo, ale czy my mamy kryzys ekonomiczny czy może raczej kryzys kreatywności? Bo coś mi się jednak zdaje, że ten drugi jest bardziej odczuwalny. Co ostatnio przeglądam reklamy, to wciąż mam wrażenie, że wszystkie mają ten sam motyw przewodni. Ja rozumiem, że „sex sells”, ale czy to na pewno jedyny sposób, żeby przebić się przez clutter? Czy naprawdę nic innego nie da się wymyślić, żeby zwrócić uwagę konsumenta? Ok, jestem jeszcze w stanie zrozumieć, kiedy seks ma związek z produktem (jak np. w przypadku reklamy magazynu pornograficznego). To tzw. uzasadnione użycie. Ale w innych wypadkach? Choć z drugiej strony, jeśli mam być szczera, trochę się jednak dziwię, że najnowsza reklama dżinsów Calvina Kleina została zakazana w USA. W końcu CK stosuje tę strategię od lat 80. (pamiętacie kampanię z 15-letnią Brooke Shields i hasłem „Nothing comes between me and my Calvins”?). Można się już było przyzwyczaić?
Najnowsza reklama dżinsów CK zakazana w amerykańskiej TV:
http://www.youtube.com/watch?v=RSY4DDSaO_c& 510 426
Z ciekawostek – Calvin Klein wypowiedział się kiedyś nt. wykorzystywania seksu w swoich reklamach: „Years from now I believe someone may look at all the commercials I’ve done and view them as a vignette of the times, a reflection of what people were thinking.”
Czy rzeczywiście seks jest znakiem naszych czasów? I tylko o tym nieustannie myślimy? Jeśli to prawda to strasznie monotonne z nas pokolenie…