Wirus, który wirusem nie jest, a jednak… ma wyniki
Tak się przyglądam akcji, którą obecnie prowadzi MultiBank. Chodzi o wirus „zajebista lokata” (film poniżej). I chociaż film ten nie będzie mieć statusu samorozprzestrzeniającego-się-wirusa, to dzięki temu, że sama akcja została poprowadzona całkiem nieźle, może osiągnąć wyniki znacznie lepsze niż moglibyśmy się spodziewać. Ale od początku. Nie ma co ukrywać. Sam film jak na wirus jest słaby – słowo „zajebista” stosowane jest potocznie i w społeczeństwie nie wzbudza emocji (nawet jeśli zestawimy je z bankiem i z panią-businesswoman). Odwołanie do reklamy innego banku (Millennium – Super Hubert) jest zbyt mało kontrowersyjne (vide: Simplus i Heyah sprzed trzech lat) – z pewnością zauważy je konkurencja, ludzie związani z branżą, ale większość społeczeństwa już raczej nie. A jednak mimo tego braku „wirusowości” film MultiBanku został obejrzany na YouTube już ponad 12 tysięcy razy. Owszem, znając możliwości YouTube’a – mało. Ale jak na taki słaby film, to i tak bardzo dużo, a w rzeczywistości nawet więcej (+3000) od umieszczonej w tym samym czasie i na moje oko – bardziej wirusowej – reklamy mBanku. Dlaczego?
Moim zdaniem niebagatelne znaczenie w osiągnięciu takiego wyniku miał sposób dystrybucji filmu. MultiBank zastosował tu (klasyczny?) product seeding. I jak się okazuje – skutecznie. Gdyby połączyć właściwą dystrybucję z dobrym contentem, mógł być naprawdę sukces. A tak mamy wynik, który nie powala, ale w zestawieniu z jakością filmu – z pewnością zaskakuje.
Oczywiście, najlepiej jest, gdy wirus przesyła się „sam” (na tym zresztą polega idea wirusa :)). Ale nawet najlepszy wirus wymaga tego, by ktoś zainicjował proces „kuli śniegowej”. W przypadku MultiBanku tym kimś byli… pracownicy całej Grupy Bre Banku. To oni jako pierwsi otrzymali mail z linkiem do filmu. I choć rozwiązanie to wydaje się oczywiste, to w rzeczywistości wcale takie nie jest, bo pracownicy bardzo rzadko „wykorzystywani” są w działaniach marketingowych (szkoda, ich potencjał jest ogromny). O akcji zostali następnie poinformowani blogerzy (nie wiem, czy regularne media też, ale nie sądzę, bo nie znalazłam nigdzie poza blogami informacji o wirusie). I abstrahując już od jakości wirusa, sądzę, że film mógłby osiągnąć jeszcze lepsze wyniki, gdyby w ramach marketingu partyzanckiego został wysłany także do pracowników Millennium albo – co lepsze nawet – do bazy ich klientów (choć pewnie taką bazę trudno byłoby zdobyć…).
Tyle komentarza. Tymczasem czekam na rozwój akcji, bo MultiBank zapowiedział ciąg dalszy (o ile Millennium go nie uprzedzi).