Idealny billboard? Naprawdę?
No, to bardzo ciekawe rozwiązanie. Żeby zrozumieć tę reklamę, trzeba bardzo dobrze znać produkt, który ona promuje. To raz. Ewentualnie trzeba być z branży reklamowej, żeby zrozumieć copy. To dwa. I wreszcie – trzeba mieć sporo czasu, żeby zdążyć ją przeczytać. To trzy. Czy twórcy „idealnego billboardu” zapowiadającego premierę filmu American Psycho w nowozelandzkiej TV2 nie mieli pojęcia o marketingu? A może właśnie mieli, bo grupa docelowa, która przychodzi nam na myśl jako pierwsza, wcale nie jest tą właściwą?
Przyzwyczailiśmy się, że reklama ma zachęcać do zapoznania się z promowanym produktem. Zakładamy więc, że osoby, do których reklama jest kierowana, nie mają jeszcze żadnych doświadczeń z produktem i niewiele o nim wiedzą. Billboard, o którym piszę we wstępniaku i który zamieszczam poniżej, przeczy tym założeniom. Osobom, które nie widziały filmu American Psycho, z pewnością nic on nie powie (na końcu wpisu zamieszczam więc scenę, do której nawiązuje ta reklama). Ewentualnie pomyślą, że ktoś naprawdę musi być „psycho”, żeby zachwycać się billboardem jak dziełem sztuki (1:0 dla twórców – clue filmu przekazane).
Większy rozmiar tego zdjęcia dostępny w galerii.
Przyznaję, nie jestem specjalistą od tego, w jaki sposób funkcjonuje rynek kinowo-telewizyjny, zwłaszcza jeżeli chodzi o oglądalność kinowych hitów emitowanych po jakimś czasie w TV. Nie udało mi się również znaleźć żadnych danych dotyczących struktury widowni – „nowi” widzowie? „starzy”? – tego typu emisji (żałuję). Ale czuję przez skórę, że w tym przypadku reklama kierowana jest do osób, które film już obejrzały. I to nie raz. A w przypadku American Psycho jestem tego niemal pewna.
Przede wszystkim dlatego, że był to jeden z głośniejszych filmów 2000 roku (nawet jeśli ktoś go nie widział, na pewno obił mu się o uszy). Bardzo dobrze oceniony, zwłaszcza przez widzów (na imdb całkiem wysoka nota – 7,2 pkt) , ale także przez krytykę (7 nominacji, 4 nagrody). W dniu kinowej premiery zarobił 4,9 mln dolarów (z jednej strony mało, z drugiej dużo – jeśli weźmie się pod uwagę to, że jego produkcja kosztowała 8 mln). Co więcej – dialog, do którego odnosi się „idealny billboard”, znalazł się na imdb w sekcji „memorable quotes” (coś więc musi w nim być, skoro został wybrany jako „jeden z kilku” z dialogów trwających łącznie 100 minut). A jeśli dorzucić do tego opinie internautów na filmowych forach dyskusyjnych – nie można mieć wątpliwości. Niektórzy obejrzeli film kilkakrotnie i z przyjemnością obejrzą go kolejny raz (zwłaszcza jeśli inteligentnie przypomni im się kultową scenę).
A zatem? Czy to twórcy idealnego billboardu nie znają się na marketingu, czy raczej nasze myślenie poszło w niewłaściwym kierunku? Odpowiedź pozostawiam Wam. Ja tylko dodam, że marketing bywa przewrotny. A grunt to znać swój produkt i… grupę docelową :).
Filmowa scena, do której nawiązuje billboard:
http://www.youtube.com/watch?v=qoIvd3zzu4Y 510 426
Agencja: Saatchi&Saatchi, Auckland, New Zealand
Via: Ads of the World
