Jak nie na chodniku, to gdzie?
Zawsze żałuję, że w Polsce umieszczanie reklamy na przejściu dla pieszych jest niedopuszczalne. Żałuję (bo to fantastyczny sposób na kontekstową komunikację), ale po części rozumiem. Względy bezpieczeństwa. Takich obostrzeń nie ma w przypadku reklam na chodnikach. Ale z kolei ta forma komunikacji nie do końca mi się podoba. Przede wszystkim dlatego, że „zaśmieca” naszą miejską przestrzeń. Wyblakłe, jednokolorowe, głównie tekstowe komunikaty na szarym chodniku nie wyglądają najlepiej. Oczywiście, w ofercie dostępne są specjalne spraye pudrowe, które są kolorowe i schodzą po pierwszym deszczu, ale tego typu działania są niezbyt efektywne kosztowo. Chodząc ostatnio po sieci, trafiłam jednak na przykład formy reklamowej, jakiej jeszcze nie widziałam: spowalniacze ruchu (czy to się na pewno tak nazywa? :)). W tym przypadku reklama nie jest ani na chodniku, ani na przejściu dla pieszych – a jednak „na ulicy”. Ciekawe, czy udałoby się coś takiego zaimplementować na naszym rynku?
Taiba Hospital:
Kampania dotycząca raka piersi i konieczności samobadania. Wykorzystany został spowalniacz ruchu oraz umieszczony tuż za nim plakat z hasłem „Felt the bump?” – tu dodatkowo ciekawa gra słów. „Bump” po angielsku znaczy zarówno „wybój”, jak i „guz”. Zwracające uwagę, bo dosłowne.
Agencja: JWT Kuwait
K-fee:
Kampania napoju energetyzującego K-fee pod hasłem „Obudź się!”. Dodatkowe wyjaśnienie – zbędne :).
Agencja: Jung von Matt, Niemcy
Volvo:
A tu bardzo ciekawy przykład fałszywego spowalniacza ruchu. Umieszczony został na drodze wewnętrznej, prowadzącej do salonu Volvo. Kierowca najeżdżając na niego, nic nie czuł, bo spowalniacz zrobiony był z… gąbki. Komunikat za spowalniaczem mówił: „Nigdy więcej nie poczujesz żadnych wybojów, dzięki specjalnemu zawieszeniu Active Four-C.”
Agencja: Mamac Ogilvy&Mather, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Via: Ads of the World, DirectDaily





