King Kong na plaży
Brakuje mi tego typu działań nad polskim morzem, więc podsuwam jako inspirację. Być może w nadchodzącym sezonie zamiast wszechobecnych balonów, reklamowych parawanów, airboardów, siatek, plandek, samochodów z głośnikami etc. etc., ktoś zdecyduje się na jakiś ambient w piasku? Poniżej akcja zrealizowana w zeszły czwartek (03/06) na plaży w Santa Monica przez park rozrywki Universal Studios (tego lata otwierają u siebie nową część poświęconą King Kongowi). Oprócz gigantycznych śladów (długość stopy to 4,5 m), w tle widać także zniszczony samochód ratowników.
Durex Baby, czyli naprawdę uważaj na swój telefon
I znów jesteśmy w temacie telefonów. Tym razem jednak aplikacja, o której piszę poniżej, jest wyłącznie hipotetyczna (uf?). Przygotowano ją bowiem na konkurs Future Lions 2010, którego założeniem było stworzenie reklamy niemożliwej do realizacji 5 lat temu. Trzech młodych ludzi z Danii zgłosiło więc kampanię dla Durexa. Chodzi w niej oczywiście o to, żeby mężczyźni używali prezerwatyw. Ale pomysł jest zaskakujący. Autorzy projektu – Nicolai Villads, Peter Ammentorp, Raul Montenegro – doszli bowiem do wniosku, że mężczyźni, uprawiając seks, najbardziej boją się… dzieci (choroby weneryczne są im zupełnie niestraszne – bardzo ciekawe). Przygotowali więc aplikację na iPhone’a, która opiera się na znanej chyba wszystkim koncepcji Tamagochi. Tym razem jednak pod opieką nie mamy zwierzątka, ale… noworodka (co istotne, noworodek ten został poczęty, gdy ktoś (ale kto??) potarł swoim iPhonem o nasz telefon!). Opieka nad noworodkiem nie należy do najprzyjemniejszych, bo dziecko wrzeszczy i nie daje człowiekowi spać w nocy. I tu z pomocą przychodzi aplikacja przygotowana przez Villadsa i Ammentorpa. Co za ulga! Przed noworodkiem można się zabezpieczyć!
Wyniki konkursu Future Lions 2010 już 25 czerwca. Jeśli praca Duńczyków wygra, być może Durex zdecyduje się na jej realizację. Do tego czasu nie rekomenduję, zwłaszcza Panom, pozostawiania swojego iPhone’a bez opieki ;).
Phonebook, czyli czegoś takiego jeszcze nie widziałam
Poważnie rozważam założenie na blogu osobnej sekcji poświęconej wyłącznie marketingowi mobilnemu (i nie, nie mam na myśli reklam jeżdżących na lawetach :)). Rozwiązań na telefon komórkowy (smartphone zwłaszcza) jest obecnie coraz więcej, ale najnowsza realizacja japońskiej firmy Mobile Art Lab powaliła mnie na kolana. Otóż połączyli oni świat analogowy z cyfrowym i stworzyli pierwszą na świecie (?) telefono-książkę. Mówiąc krótko, rodzic wkłada swojego iPhone’a do specjalnej 12-stronicowej książki. Co dzieje się dalej, możecie zobaczyć na filmie zamieszczonym poniżej. W informacji prasowej Mobile Art Lab podaje, że tego typu rozwiązania mogą być stosowane również w biznesie – np. w katalogach i folderach – oraz w szkolnictwie. Więcej informacji na temat Phonebooka na stronie Media Lab Art – stamtąd również można pobrać aplikację na swojego iPhone’a. Książkę „analogową” można z kolei kupić na Amazonie.
subskrybuj








