Wizerunek PB i posła Palikota- na pewno różny?
Janusz Palikot wystąpił w reklamie. Jak wiemy, nie jest to jednak ani promocja broni palnej, ani wibratorów, ani nawet alkoholu. Janusz Palikot reklamuje gazetę. Puls Biznesu dokładnie. Konkurencyjne media zastanawiają się teraz, czy to etyczne, aby polityk w ogóle cokolwiek reklamował. Ba! Nawet nie cokolwiek – tu chodzi o źródło informacji przecież. I o czyn-ne-go polityka! Ja jednak nie pociągnę tego wątku, bo, według mnie, w tym przypadku problem jest zgoła inny. I raczej dotyczy tego, w którym kierunku podążają media. Tradycyjne, przede wszystkim. Z mocnym wskazaniem na prasę.
Redaktor naczelny PB tłumaczy, że wybór posła Palikota jako tzw. „endorsera marki” był świadomy, naturalny i w pełni uzasadniony. Przedsiębiorcy, podobno, bardzo cenią posła Palikota za to, czego dokonał w ramach swojej działalności w komisji „Przyjazne państwo”. Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się (zarobiony jestem :)). Ale zgadzam się, że wybór uzasadniony i naturalny. Z pewnością także i świadomy. Dlaczego?
Jeśli spojrzeć na to, w jaki sposób konsumujemy media, to wyraźne są dwa trendy (trendów jest oczywiście więcej, ale akurat te dwa wyjątkowo pasują do tematu). Po pierwsze, widoczne jest przesunięcie naszych preferencji w kierunku krótkich newsów. Niestety, nikt z nas nie ma czasu, żeby czytać artykuł na 3-4 szpalty. Przyzwyczaił nas do tego Internet (na ekranie czyta się niewygodnie, więc najczęściej przeglądamy tylko nagłówki linków, które wyskoczą nam w Google’u na konkretne hasło), ale przyzwyczaiła i telewizja (jeden materiał w głównym wydaniu wiadomości rzadko kiedy przekracza 2-3 minuty). Zresztą szczerze mówiąc, zamiast czytać, najchętniej oglądalibyśmy tylko obrazki (to z kolei widać wyraźnie w magazynach).
Poza tym oczekujemy, że te krótkie newsy będą wyraziste. I że oprócz informacji, dostarczą nam rozrywki. To drugi trend – tzw. infotainment – przesunięcie preferencji w kierunku „miękkich” newsów. Zwróćcie uwagę, ile miejsca w mediach poświęca się dziś plotkom, skandalom i kłótniom (nawet już nie dotyczącym tzw. gwiazd, ale samych polityków), a ile tzw. „twardym” newsom – np. konfliktom zbrojnym, wydarzeniom gospodarczym etc.
Poseł Palikot wychodzi tym trendom naprzeciw. Nie będę tu oceniać (bo chyba nawet nie ma czego) poziomu merytorycznego jego wystąpień. Ale muszę przyznać, że zawsze są one krótkie, dobitne, widowiskowo-obrazkowe i zapewniają sporo rozrywki, choćby tej w aurze skandalu. Seks i przemoc działają na nas najmocniej, więc poseł Palikot na konferencję prasową przynosi sztucznego penisa i pistolet. Dzięki takim akcjom jego wizerunek jest jednoznaczny.
To właśnie docenił i postanowił wykorzystać Puls Biznesu. Poseł Palikot daje społeczeństwu coś, czego to społeczeństwo oczekuje. A skoro społeczeństwo oczekuje, to media o tym piszą (no cóż, sprzedaż wciąż jest najważniejsza). No bo czym innym wytłumaczyć fenomenalną popularność posła Palikota w mediach – przecież nie stanowiskiem, które zajmuje, zasługami, podejmowanymi inicjatywami, erudycją, wiedzą czy postawą obywatelską.
A jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę fakt, że Puls Biznesu tak naprawdę zawsze był swego rodzaju Super Expressem (bez urazy) wśród gazet biznesowo-finansowych, to nagle wszystko staje się spójne. I reklamowany produkt, i reklamujący go „celebryta”. Naprawdę – taka harmonia zdarza się niezwykle rzadko (np. taka Iwona Pavlović i mrożonki? ZGRZYT!).
Marketingowo nie mam więc nawet do czego się w tej kampanii przyczepić. No może hasło… jakieś takie niejasne (że puls? ważniejszy od faktów? he?).
Zdjęcie Janusza Palikota na stronie głównej pochodzi z serwisu Strefa Biznesu.