O egzaminie z języka polskiego w dobie AI
Ponieważ moja starsza córka zdaje aktualnie egzamin ósmoklasisty, przeczytałam dokładnie cały wczorajszy arkusz z języka polskiego, który tak zaskoczył młodzież. Zaskoczył, bo zamiast Dziadów, Balladyny, Małego Księcia czy jakiejkolwiek innej lektury obowiązkowej pojawiły się Bajki robotów Lema, które są lekturą dodatkową i to w klasach 4-6. Drugim tekstem był filozoficzny tekst Stephena Hawkinga dotyczący tego, czy możemy kształtować naszą przyszłość.
I powiem tak. To były trudne teksty, a jednocześnie świetnie dopasowane do rzeczywistości, w której się znaleźliśmy. Tekst Lema tak naprawdę dotyczył AI, bo o czym, jak nie o dużych modelach językowych jest choćby ten fragment: „Pokrzepiające uwagi, dobre i bystre rady, rozsądne refleksje, korzystne dla ciebie wskazania, napomnienia, przestrogi, jak również słowa otuchy, sentencje, dodające wiary we własne siły, oraz głębokie myśli, pozwalające sprostać każdej, jakiejkolwiek trudnej, a nawet groźnej sytuacji – oto tylko drobna część repertuaru moich elektroprzyjaciół”.
Lem w swoim tekście mówi o technologii, która zwalnia nas z myślenia. Z kolei Hawking w swoim tekście pokazuje, jak przed tą erozją myślenia się bronić; pisze o intuicji, kreatywności, przełamywaniu schematów, odwadze w myśleniu: „Gdy pomyślę o geniuszu, od razu przychodzi mi do głowy Einstein. Skąd się wzięły jego genialne idee? Być może z połączenia takich cech jak wnikliwa intuicja, nieschematyczne myślenie i wybitny intelekt. Einstein potrafił zajrzeć pod powierzchnię rzeczywistości, aby dotrzeć do jej głębokiej struktury. Nie ulegał dyktatowi zdrowego rozsądku. Miał odwagę zgłębiać idee, które innym zdawały się niedorzeczne”.
Zastanawiam się jednak, czy uczniowie na egzaminie, w stresie, mieli w ogóle szansę złapać tę myśl o utracie kompetencji poznawczych w dobie AI. Czy nie lepiej takie teksty omawiać w spokojniejszych warunkach?
Przeglądając arkusz miałam też drugą myśl. Ktoś pięknie te dwa teksty połączył, bo jeden przecież odpowiada na drugi. Zastanawiam się jednak, czy uczniowie mieli szansę ten dialog między tekstami w ogóle dostrzec. Zastanawiam się, bo nie jestem pewna, czy szkoła uczy ich tego, że język polski to nie lektury i gramatyka, ale cała nasza historia, kultura, ludzkie emocje, życie i świat. Czy ktoś ich uczy, że literatura to zapis wielu różnych myśli, które są wspólne dla każdego człowieka niezależnie od tego, kiedy przyszło mu żyć? Czy ktoś ich uczy, jak szukać połączeń pomiędzy tymi myślami?
Czy gdy na polskim omawiają „Piosenkę o końcu świata” Miłosza, to ktoś im od razu pokaże obraz Bruegla i uzupełni całość opowiadaniem Iwaszkiewicza „Upadek Ikara”? Czy gdy czytają spowiedź Jacka Soplicy, to ktoś im uświadomi, że dusza ludzka się nie zmienia; że historia bohatera lektury sprzed 200 lat wciąż potrafi szarpać za serce, jeśli tylko spojrzymy na niego jak na człowieka ze wszystkimi jego emocjami, jego miłością, gniewem, urażoną dumą? Czy ktoś z nimi rozmawia o tym, że cała gramatyka, w tym słowotwórstwo i składnia, mają wciąż głęboki sens, a ich znajomość to dziś jedna z najważniejszych kompetencji, bo pozwala precyzyjniej wyrażać myśli i lepiej komunikować się z maszynami? Czy ktoś, ćwicząc z nimi interpunkcję, zamiast regułek daje im tekst Carla Sagana „Blada, błękitna kropka”, który jest jednym z najpiękniejszych tekstów o ludzkości i jednym z najlepszych ćwiczeń do interpunkcji?
I wreszcie trzecia myśl. Zastanawiam się, czy egzamin ósmoklasisty ma sprawdzać wiedzę czy umiejętność myślenia? Czy ktokolwiek kiedykolwiek zadał sobie to pytanie?
Jeśli egzamin ósmoklasisty ma sprawdzać wiedzę (co jest również OK, bo bez wiedzy nie da się przecież niczego nowego zbudować), to na egzaminie nie powinno być zadań, które wymagają interpretacji nieznanego tekstu pod presją czasu, ale takie, które sprawdzają, co dziecko wie i rozumie z tego, czego uczyło się przez ostatnich osiem lat. Jeśli jednak egzamin ósmoklasisty ma sprawdzać umiejętność myślenia, wówczas najpierw musi się zmienić sposób uczenia. Na lekcjach polskiego dziecko powinno uczyć się na żywych tekstach literackich i nieliterackich, szukać połączeń między nimi i odkrywać to, co jeszcze nieodkryte. Powinno umieć łączyć literaturę z innymi dziedzinami sztuki, popkultury i zwykłym życiem. Przede wszystkim jednak na lekcjach języka polskiego dziecko powinno uczyć się tego, że język jest czymś głęboko ludzkim; że bez języka nie byłoby żadnej innej dziedziny nauki, bo żadnej idei nie umielibyśmy przekazać.
I wiem, że jest wielu wspaniałych nauczycieli, którzy nie uczą polskiego pod klucz, ale uczą właśnie wrażliwości i szerokiego spojrzenia na świat. Pytanie jednak, czy w dobie „podstawy programowej”, „listy lektur” i „testów” to standard, czy raczej wyjątek.