UX w publicznych toaletach
Tak się zdarzyło, że wracając w tym roku z SXSW, skorzystałam z dostępnego na lotnisku we Frankfurcie prysznica (normalnie nie korzystam z tego typu usług, ale tym razem byłam po ponad 2o godzinach lotu, uciekł mi samolot do Gdańska, na kolejny miałam czekać 6h i potrzebowałam się po prostu wykąpać). Ostatecznie okazało się, że dobrze, że skorzystałam, bo mieli tam bardzo fajny system oceny usługi. Przy wyjściu z kabiny prysznicowej znajdował się dotykowy ekran z trzema buźkami – uśmiechniętą, bez emocji i niezadowoloną. Wystarczyło nacisnąć jedną z nich, żeby wyrazić swoją opinię. Zrobiłam zdjęcie, żeby wrzucić na bloga, ale ostatecznie o nim zapomniałam. Później podobny system wyrażania opinii widziałam także w Polsce – na Targach Książki na Stadionie Narodowym w Warszawie. Słyszałam, że stosowany jest także w Biedronce.
O zdjęciu zrobionym na lotnisku we Frankfurcie przypomniało mi się jednak dopiero teraz, gdy jechałam autostradą A1 i zatrzymałam się na Shellu, żeby skorzystać z toalety. Tu też mają system oceny usługi, ale zdecydowanie bardziej skomplikowany – żeby wyrazić swoją opinię, trzeba albo zeskanować kod QR, albo wejść na stronę www.shell.pl/ankieta (btw: żeby ją wypełnić, trzeba przepisać z paragonu milion danych).
Niestety, nie mam danych na temat skuteczności jednej i drugiej formy wyrażania opinii. Nie sądzę jednak, żeby były jakoś szczególnie potrzebne – jestem przekonana, że system „z buźkami” jest o wiele bardziej skuteczny i nieporównywalnie więcej osób za jego pomocą wyraża swoją opinię.
Dlaczego o tym piszę? Bo powyższy przykład dobitnie pokazuje to, o czym mówiłam w tym roku na UX Poland. Rola szefa marketingu nie może się dzisiaj opierać wyłącznie na planowaniu komunikacji. Równie istotne (a może nawet istotniejsze) jest planowanie (łatwego/ intuicyjnego) doświadczenia z produktem czy usługą, i to na wszystkich wymiarach, choćby tak przyziemnych jak pytanie o zdanie w publicznej toalecie.
Zdjęcie na głównej: Nick Kidd, flickr.com

