Fritz Kola, czyli interaktywność w tradycyjnym ujęciu
Obok social media drugie najważniejsze dziś słowo-klucz to… interaktywność. O interaktywności mówimy jednak najczęściej w kontekście nowych technologii. Dlaczego? Bo istota interaktywności polega na tym, że konsument odbiera informację i jednocześnie aktywnie na nią reaguje. A takie właśnie zachowania znacznie ułatwiają konsumentowi nowe technologie – telefon komórkowy, Internet, AR, bluetooth, kody etc. Problem jest taki, że – wbrew temu, co może nam się wydawać – tylko niewielka część naszego społeczeństwa te technologie oswoiła (zwłaszcza jeśli chodzi o trzy ostatnie przykłady z powyższej wyliczanki). Wśród tej niewielkiej grupy, jeszcze mniej jest osób, którym chce się z tej technologii korzystać (ostatecznie zajmuje nam to czas, którego wciąż nie mamy).
Dlatego uważam, że rozwiązania reklamowe, które traktują interaktywność bardziej tradycyjnie (akcja-reakcja) mogą w efekcie okazać się bardziej skuteczne. Poniżej zamieszczam więc przykład takiej tradycyjnie pojętej interaktywności, w outdoorze.
Napój bezalkoholowy, ale za to ze sporą dawką kofeiny – Fritz Kola – umieścił na billboardach gigantyczne krzyżówki, które mogli wypełniać ludzie stojący (i nudzący się) na przystanku.
Mam nadzieję, że zaraz mi się nie oberwie :), ale powiedzcie sami – czy to nie jest fajniejsze rozwiązanie od robienia zdjęć np. kodom na opakowaniach produktów? Hm?
Czytaj dalej…
Kamień na dachu
Ja wiem, że to pomysł, który powielany był już milion razy. Samochód z wgniecionym dachem od gigantycznej piłki, lodu etc. Ale tym razem akcja ma miejsce w Polsce i według mnie jest to pierwszy taki przypadek. Choćby z tego powodu warty jest odnotowania. Samochód z wgniecionym dachem – tym razem od gigantycznego kamienia – stoi przed wypożyczalnią Beverly Hills na gdańskim Przymorzu. Promuje wydanie filmu 2012 na DVD. Podesłał Szymon. Dzięki. PS Teraz, kiedy ta akcja jest taka bliska (tzn. że nie czytam o niej w jakiejś książce albo w zagranicznym serwisie), to nie wiem czemu, ale jakoś mi szkoda tego samochodu… Takie trochę… jakby… marnotrawstwo?
Gigantyczny aparat Samsunga – fake czy prawda?
Staram się zawsze sprawdzać prawdziwość akcji, o których tu piszę, ale wysłałam parę dni temu zapytanie do Samsunga i wciąż nie mam odpowiedzi. Pomysł jest jednak na tyle fajny, że postanowiłam mimo wszystko o nim wspomnieć. Jeśli nawet nie został zrealizowany naprawdę (co mocno podejrzewam), to z pewnością może posłużyć jako inspiracja. O co chodzi? W ramach launchu nowego modelu aparatu Samsung NX10 – Samsung zorganizował międzynarodowy konkurs World Creative Imaging Competition – do którego zaprosił 120 uczestników z 6 krajów świata. Konkurs trwa do połowy kwietnia br., a głównym zadaniem osób biorących w nim udział jest zaprezentowanie zupełnie nowego, kreatywnego widzenia świata.
Balon z doczepionym chłopcem
Pamiętacie październikową historię o 6-letnim chłopcu, który odleciał balonem w kształcie UFO, a potem okazało się, że akcja była mistyfikacją zrobioną przez jego rodziców dla show? No więc mamy powtórkę z rozrywki, tyle że w reklamie. Guma balonowa Dos en Uno z okazji swojego 50-lecia wyprodukowała 15-metrowy balon, do którego przyczepiła chłopca. Na szczęście nie było to żywe dziecko, a manekin, który z balonem (piszę „z balonem”, bo wyglądało to tak, jakby dziecko uniósł gigantyczny balon od gumy do żucia) przeleciał nad największymi miastami Chile. Obie akcje miały miejsce w Ameryce (choć jedna w Północnej, a druga w Południowej). Obie odbyły się w 2009 roku. Wciąż jednak nie wiem, która z nich była inspiracją dla której. Bo w tym przypadku powiedzenie „wielkie umysły myślą podobnie”, moim zdaniem, nie ma zastosowania.
Do końca aukcji „Kup sobie blogera” zostały już tylko dwa dni
Jeszcze tylko dwa dni zostały do końca aukcji charytatywnej, w której możecie licytować 4 blogerów albo jednego laptopa. Pierwotne ceny są już jednak dawno nieaktualne, co mnie oczywiście bardzo cieszy :). Obecna stawka za blogerów to 2 551,01 PLN (zaczynaliśmy od 669 PLN :)), a za laptopa 1950 PLN (zaczynaliśmy od 1500PLN). Nie ukrywam jednak, że w ciągu tych ostatnich dwóch dni mocno liczę na Waszą hojną rękę, pełną mobilizację i prawdziwą walkę ofert. Chodzi przecież o to, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy dla Pauliny – cała kwota z obu licytacji przeznaczona zostanie na jej leczenie i rehabilitację. Czy uda nam się zebrać brakujące 500PLN i przekroczyć 5000 PLN? Oby!
Zagadka
Kupiłam wczoraj ręczniki papierowe Regina. Kupuję je zawsze, ale wczoraj po raz pierwszy wypadła z nich ulotka promująca papier toaletowy. Tej samej marki, oczywiście. Ulotka okazała się dość interesująca, muszę powiedzieć. Nie chodzi mi tu jednak o pierwszą stronę, choć hasło „Nie kończą się nigdy – Regina najdłuższe rolki” w czasach, gdy tyle się mówi o uczciwej komunikacji i dotrzymywaniu obietnic, jakoś mnie nie przekonuje. Rozumiem, że to taka przenośnia. Albo żarcik. Znacznie ciekawsza jest natomiast druga strona. Być może ktoś zechciałby mi wyjaśnić, o co tam chodzi? Np. to – jaki związek z papierem toaletowym mają korki na drogach? Albo – jaki tok myślenia został zastosowany w haśle „3 razy dłuższe = 3 razy mniej ciężarówek na drogach” – bo jakieś nielogiczne to dla mnie. I na koniec – co dokładnie oznacza „pfffff” w chmurce dialogowej? Czy to jest odgłos „wydawany paszczą” czy może inną częścią ciała – skoro mowa o papierze toaletowym? I to tyle pytań z mojej strony. Po raz kolejny stwierdzam, że drogi, którymi podążają myśli marketerów, bywają jednak niezbadane.
Kup sobie blogera, czyli aukcja charytatywna dla Pauliny Pruskiej
Jechałam kiedyś pociągiem z Gdańska do Poznania. 5 rano, ja sama w przedziale, nagle otwierają się drzwi i staje w nich… kowboj. Prawdziwy. W kapeluszu, kowbojkach i z przewieszonym lasso. Zdębiałam. A kowboj mówi: chciałem tylko panią uprzedzić, że na następnej stacji wsiądą moi koledzy i będziemy zbierać precjoza. Przypomniała mi się ta sytuacja, bo dziś… precjoza… będę zbierać ja! I w dodatku od Was :). Dziś startuje bowiem – zapowiadana już wcześniej – aukcja charytatywna dla Pauliny Pruskiej (Paula i Pan Śmieciuch), podczas której możecie licytować dwie rzeczy.
Po pierwsze – nowego, oryginalnie zapakowanego laptopa NTT Corrino 717SU, którego cena wywoławcza wynosi 1500 PLN (a cena rynkowa 2950PLN). Przejdź na stronę aukcji.
Kiedy jednak przygotowywałam tę aukcję, przyszło mi na myśl, żeby do tego laptopa „coś” dorzucić (żeby oczywiście zebrać jeszcze więcej pieniędzy). Ponieważ moim zdaniem największą wartość ma zawsze wiedza, skontaktowałam się z innymi blogerami i postanowiliśmy wystawić na aukcję… samych siebie :).
Surfer w muszli klozetowej
Jeśli znudziły się Wam reklamy w toaletach – nad pisuarami, w ramkach albo na lustrach – to polecam reklamę w muszli klozetowej. A dokładnie pod tzw. rantem. Oczywiście nie każdy produkt się tutaj nadaje (taka spożywka odpada zupełnie). I nie, nie, absolutnie nie każę Wam pod ten rant zaglądać (doświadczenie mało przyjemne, zwłaszcza w publicznych toaletach). Na szczęście reklama pojawia się sama… w momencie spuszczania wody. Taką formę promocji zastosował serwis (blog?) Urban Island 09 poświęcony szeroko pojętej sztuce współczesnej. I choć nie wiem, jak sama reklama została zamontowana (że surfer pojawia się i znika, a nie porywa go strumień wody), to muszę przyznać, że robi wrażenie. Pod warunkiem oczywiście, że odwrócę się i spojrzę, co spuszczam ;).
Ekipa przeprowadzkowa Nordea
W drugiej połowie lutego bank Nordea zaczął kampanię reklamową pod hasłem „Przeprowadź się do banku Nordea”. Pewnie widzieliście spot TV (jeśli nie – zamieszczam go poniżej), bo kampania jest dość intensywna. Oprócz telewizji, w kampanii wykorzystywane są także prasa oraz Internet (a w Trójmieście widziałam też outdoor – na siedzibie Nordei dokładnie). Jednak najciekawsza dla mnie rzecz w tej kampanii odbyła się w ubiegły czwartek i piątek (25-26/02). Na głównych ulicach Warszawy (m.in. Marszałkowska, Jana Pawła II, Al. Solidarności, Puławska) pojawiły się wówczas specjalnie oznakowane samochody – „Nordea Przeprowadzki”. Trasa przejazdu zahaczała też o SilverScreen (główna siedziba konkurencyjnego PKO BP) i ulice, przy których znajdują się siedziby wydawnictw pism marketingowych. Nie było to może rozwiązanie bardzo-bardzo kreatywne, ale moim zdaniem zasługuje na uwagę przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze – pokazuje, że ambient może być fajnym (i wcale niekosztownym – czego marketerzy obawiają się najbardziej) uzupełnieniem tradycyjnej kampanii. Po drugie – po niestandardowe działanie sięgnęła tu instytucja finansowa. Do tej pory w tej branży – jeśli chodzi o niestandardy – prym wiódł przede wszystkim mBank. Idzie lepsze, bo na tę formę komunikacji decydują się kolejni gracze. Wreszcie.
subskrybuj








