KTR 2010: zwycięzcy w kategorii Active Advertising
Wczoraj wieczorem, podczas uroczystej Gali w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, przyznano nagrody w konkursie KTR. Z wielką przyjemnością publikuję więc zwycięskie prace w kategorii Active Advertising, w której jestem jurorem od 2008 roku. Dodam, że kategoria Active Advertising jest kategorią specyficzną. Jak mówi Przemek Wojak (Managing Partner, Tequila), nasz tegoroczny przewodniczący składu jurorskiego: „Active Advertising to raczej filozofia niż konkretny gatunek reklamy. To wszystkie te działania, które zmierzają do wywołania interakcji z konsumentem: dialogu, zmiany postawy i działania w jej wyniku, zakupu pod wpływem bodźca reklamowego, oddania głosu, przesłania maila, smsa, dołączenia do społeczności.” Z tego powodu, spośród nadesłanych zgłoszeń (a było ich 51) wybieraliśmy te prace, które nie tylko były szczególnie kreatywne, błyskotliwe i inteligentne, ale przede wszystkim wchodziły w interakcję z konsumentem, skłaniając go do podjęcia konkretnego działania. Te inicjatywy, które sprostały temu wyzwaniu najlepiej – poniżej. Wśród nich znajdują się projekty, o których głośno było już wcześniej (m.in Operacja Kapsel Tymbarku czy Kumpel z przeszłości), ale i zupełnie nowe, zaskakujące projekty (jak chociażby mój faworyt Monohrom Projekt). Wszystkim zwycięzcom serdecznie gratuluję! :)
Do końca aukcji „Kup sobie blogera” zostały już tylko dwa dni
Jeszcze tylko dwa dni zostały do końca aukcji charytatywnej, w której możecie licytować 4 blogerów albo jednego laptopa. Pierwotne ceny są już jednak dawno nieaktualne, co mnie oczywiście bardzo cieszy :). Obecna stawka za blogerów to 2 551,01 PLN (zaczynaliśmy od 669 PLN :)), a za laptopa 1950 PLN (zaczynaliśmy od 1500PLN). Nie ukrywam jednak, że w ciągu tych ostatnich dwóch dni mocno liczę na Waszą hojną rękę, pełną mobilizację i prawdziwą walkę ofert. Chodzi przecież o to, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy dla Pauliny – cała kwota z obu licytacji przeznaczona zostanie na jej leczenie i rehabilitację. Czy uda nam się zebrać brakujące 500PLN i przekroczyć 5000 PLN? Oby!
Najsilniejsze marki na świecie wg wskaźnika WOM
Kiedy mowa o sile marki, najczęściej cytuje się ranking Interbrand (Best Global Brands) albo BrandZ (Most Valuable Global Brands). Ale dziś trafiłam na bardzo ciekawy (i aktualny – bo z tego miesiąca) ranking Sysomos (Best Global Brands Online), który nie analizuje danych finansowych, zasięgu rynkowego i innych ekonomicznych wskaźników, ale liczbę wzmianek na temat marki w serwisach z kategorii „social media”. Okazuje się, że wyniki tego rankingu znacznie różnią się od wyników rankingu Interbrand, i także BrandZ (ale Sysomos porównuje swoje wyniki wyłącznie z Interbrand). Jeśli chodzi o wskaźnik WOM, to najsilniejszą marką jest Google, tuż za nią plasuje się Apple (w rankingu Interbrand dwa pierwsze miejsca okupują odpowiedno Coca-Cola i IBM). To, że najwięcej rozmawiamy o Google’u i Apple, akurat mnie nie dziwi – bardziej zaskakujące jest to, że w pierwszej 10. rankingu Sysomos nie znalazła się Nokia (zajęła dopiero 11. miejsce, choć kiedy analizowano największą liczbę pozytywnych wzmianek na temat marki Nokia była już na 2. miejscu).
Ciekawy jest również case McDonalds. W rankingu Interbrand znajduje się na 6. miejscu, w BrandZ na 5., w Sysomos – dopiero na 13. Znacznie wyższą – bo pierwszą (!) – pozycję znajduje w zestawieniu marek, które uzyskały największą liczbę negatywnych opinii. No cóż, nie najlepiej.
I jeśli przypomnieć sobie słowa Stephena Kinga (byłego CEO w WPP London) - „People build brands the way birds build nests, from the scraps and twigs they chance upon.” – to może faktycznie do rankingów wartości marek – obok wskaźników ekonomicznych – warto włączyć także wskaźnik tego, co, jak i ile o danej marce się mówi. Opinie innych konsumentów wpływają bowiem nie tylko na nasze postrzeganie konkretnej marki, ale także na naszą decyzję, czy daną markę „kupić” czy nie – a zatem w tzw. ostatecznym rozrachunku – na jej kondycję finansową.
Pełen raport Best Global Brands Online dostępny jest na stronie www.sysomos.com.
Zdjęcie: www.sxc.hu
Marketing szeptany, czyli o czym rozmawiamy
W maju 2009 roku Forrester opublikował wyniki badania Match WOM Marketing To How European Consumers Share Opinions odpowiadającego m.in. na pytanie, o czym faktycznie rozmawiają konsumenci. Badanie przeprowadzono na grupie ponad 11 tys. Europejczyków, ale wystarczyły zaledwie 83 osoby, które wzięły udział w ankiecie uruchomionej na hatalska.com dwa tygodnie temu, by uzyskać bardzo podobne wyniki. I tak np. – według Forrester Research najbardziej uniwersalnymi tematami, o których rozmawiamy, są „wyjścia towarzyskie/ imprezy” oraz „podróże” - angażuje się w nie odpowiednio 76% i 70% konsumentów. Wy odpowiadaliście podobnie – „imprezy” i „podróże” zajęły w ankiecie także dwa pierwsze miejsca (odpowiednio 43% i 34% głosów), ale dołączyła do nich także „polityka” (34% głosów – w badaniu Forrestera była dopiero na 5. miejscu). Oczywiście, nie mogę generalizować, ale wynik ten wydaje się wiarygodny – po pierwsze: Polacy bardzo chętnie (chętniej niż inne narody?) rozmawiają o polityce; po drugie – wynik ten mógł być „podbity” przez „dziejącą się” właśnie aferę hazardową, która prowokowała nas do komentowania polityki jeszcze chętniej.
Po konferencji WOMM
W ostatni piątek miałam przyjemność być na organizowanej przez Maćka Budzicha konferencji poświęconej marketingowi szeptanemu. Ponieważ występowałam tam jako prelegent, zamieszczam swoją prezentację (poniżej) do obejrzenia (pokaz slajdów) lub pobrania (pdf). Po komentarz wideo do slajdów odsyłam na blog Mediafuna – z pewnością Maciek wkrótce umieści nagrania z konferencji. Ale w konferencji brałam również udział jako uczestnik, więc dwa słowa osobistego komentarza do tego, co się tam działo.
I kto to mówi?
Marketing szeptany to ostatnio coraz bardziej popularna forma promocji. Problem z nim jest jednak taki, że nie do końca wiadomo, z czym się go „je”. Część marketerów sądzi, że marketing szeptany to podszywanie się pod konsumentów np. w Internecie. Dowiedziałam się ostatnio, że podobno taką definicję marketingu szeptanego przedstawiają im agencje (które agencje? przyznać się!) Nie będę dziś jednak pisać o tym, że tego typu działania są nieetyczne i w dodatku zakazane ustawowo (bo pisałam już o tym chyba z milion razy). Dziś będzie coś innego. Otóż reklamodawca nie musi się podszywać pod konsumenta, bo… konsument sam z siebie chętnie rozmawia na temat różnych produktów i marek (wg badań 21% wszystkich naszych nieformalnych rozmów – w kawiarni, w domu, w pracy – dotyczy właśnie produktów i marek). Zadaniem marketera jest więc tylko (i aż) dać konsumentowi powód do rozmowy. Ok, powód do rozmowy to jeszcze nie problem. Coś tam się zawsze wymyśli. Gorzej jest jednak z samym konsumentem. No bo czy aby na pewno każdy rozmawia? W kogo mam celować, żeby działania oparte na marketingu szeptanym były skuteczne?
Czytaj dalej…
Jak Burger King zrobił użytek z „występu” Durczoka
To się nazywa błyskawiczna reakcja na otaczającą rzeczywistość. W piątek światło dzienne ujrzało nagranie, w którym Kamil Durczok – mówiąc oględnie – zdenerwował się brudnym stołem. A dziś Burger King włącza się do akcji. Trzeba powiedzieć, że całkiem sprytnie zresztą. Skoro Durczok „rzucał mięsem”, to Burger King postanowił nagrodzić go nieograniczonym, darmowym dostępem do oferty wszystkich swoich restauracji w Polsce. Jak czytam w przesłanej mi właśnie informacji prasowej – swoim zachowaniem Kamil Durczok wpisał się idealnie w filozofię Burger Kinga – Have It Your Way. I muszę przyznać, że naprawdę nieźle Burger King to wymyślił. Tanim kosztem ma szansę uzyskać spory efekt.
Czym tym razem zaskoczy nas Sony?
Ciekawa jestem, co znowu kombinuje Sony. Reklamowo, oczywiście. W zeszły piątek (05/12) podali bowiem informację nt. najnowszej reklamy telewizorów Sony Bravia. Nie, tym razem nie będzie piłek, farby, plasteliny ani nawet piany. Tradycyjnie, pozostanie jednak rozmach. Ponieważ reklama ma zakomunikować najnowszą technologię Motionflow 200hz, Sony wybudował prawdopodobnie największy na świecie zoetrope (czy istnieje jakieś polskie słowo na określenie tego urządzenia? kalejdoskop?). Piszę prawdopodobnie, bo fakt ten zostanie dopiero zweryfikowany przez Księgę Rekordów Guinnessa. Niezależnie jednak od ostatecznego werdyktu, rozmiary Bravia-drome (bo tak urządzenie zostało nazwane) i tak są imponujące: 10m wysokości, 10 ton wagi i osiągana prędkość 50km/h co właśnie ostatecznie sprawia, że statyczne obrazki zaczynają się poruszać). A trzeba powiedzieć, że te statyczne obrazki też nie będą „byle jakie” – do reklamy zaangażowany został bowiem brazylijski piłkarz Kaká (najlepszy piłkarz na świecie?). Poniżej więc zdjęcia Bravie-drome’u oraz krótka zajawka, czego możemy się spodziewać. Z niecierpliwością czekam na więcej.
Gadu-Gadu i problem małego świata
Zapomniałam o tym napisać wcześniej, a właśnie mi się przypomniało. W zeszłym tygodniu Gadu-Gadu ogłosiło, że użytkownika komunikatora Gadu-Gadu od każdej innej osoby korzystającej z GG dzieli średnio 5,78 kroków (więcej na ten temat na InternetStandard). Generalnie GG nie odkryło nic nowego, potwierdziło jedynie (po raz kolejny) istnienie zjawiska nazywanego problemem małego świata (z ang. small world phenomenon/ 6 steps of separation). Problem ten po raz pierwszy opisał w 1967r. Stanley Milgram (w artykule The Small World Problem, Psychology Today, May 1967, pp. 60-67) i ogólnie jest on powszechnie znany (ile razy nam samym zdarzyło się powiedzieć „Boże, jaki ten świat jest mały!”, gdy nagle okazywało się, że przypadkowo spotkana osoba gdzieś na końcu świata zna doskonale naszego przyjaciela z podstawówki). Chciałabym jednak w tym miejscu zwrócić uwagę na pewne powszechne uproszczenie, które z kolei jest swego rodzaju przekłamaniem.
Kto dał się nabrać?
AKTUALIZACJA: 14/06/08
Opisany poniżej projekt okazał się być tzw. „fejkiem”. Na samym dole wpisu zamieszczam oświadczenie Erika Nordenankara – artysty, który „narysował największy portret na świecie”.
Szwedzki artysta Erik Nordenankar (o którym świat dotąd nigdy nie słyszał?) właśnie ukończył swoje wiekopomne dzieło. Przy pomocy urządzenia GPS – transportowanego przez firmę kurierską DHL, w metalowej teczce, przez 6 kontynentów i 62 kraje – „narysował” swój autoportret. Dzieło ma długość 110 644 km i jest obecnie największym rysunkiem na świecie.
Cała akcja trwała 55 dni. Erik najpierw naszkicował siebie na mapie świata w swoim atelier, a następnie 17 marca nadał przesyłkę, przekazując DHL dokładne instrukcje. I machina ruszyła. Machina WOM, oczywiście. Wszyscy się zachwycają, jaki to fantastyczny pomysł (przyłączam się – fantastyczny, naprawdę). Tylko Ci bardziej podejrzliwi wskazują, że to może kampania marketingu wirusowego albo akcja sponsoringowa (w końcu mamy tam logo DHL). A Ci bardziej sceptyczni zwracają uwagę na niektóre „dziwne” kwestie: np. na to, jaki (i czy w ogóle) samolot jest w stanie robić takie „zakrętasy” i to na środku oceanu (zwróćcie uwagę, jak „narysowane” są włosy w autoportrecie). Albo na to, że Erik nadał paczkę, a następnie siedział w domu i czekał przez 55 dni na jej powrót, a w filmie dokumentującym całą akcję widzimy go, jak sam transportuje teczkę z GPS-em w różnych krajach świata. No więc o co chodzi z tym projektem? Niezależne dzieło artysty? Kampania reklamowa? A może jeszcze coś innego? Chcecie poznać prawdę? Zapraszam :).
subskrybuj










