O depilacji w japońskim wydaniu

19 maja 2009 | 20:54 |  | 

wamhairremoval_smallZbliża się lato, więc temat depilacji różnych części kobiecego ciała wypływa co chwilę. W różnych krajach oczywiście. Najpierw więc mieliśmy Szwajcarię, depilację okolic bikini i w związku z tym przystrzyżoną wycieraczkę. Teraz czas na Japonię i depilację pod pachami. Oto spot TV, w którym z pewnością nie zobaczycie tego, co znacie z naszych ekranów telewizorów. Nie ma w nim pięknej wydepilowanej kobiecej pachy i zanurzonego w niej męskiego nosa. Nie. Tym razem przygotujcie się na coś zupełnie innego. Szczerze mówiąc, nawet trudno określić mi, jakie emocje wywołuje we mnie ten spot. Mogłabym napisać, że śmiech przez łzy. Ale byłaby to zaledwie półprawda. Bo śmiech owszem, ale płacz już raczej nie. Prędzej… hmm… obrzydzenie? (naprawdę, reklamy są niezastąpione – czy jest oprócz nich coś, co może w nas wzbudzać tak skrajne uczucia i to w tym samym momencie? :)).

Czytaj dalej…

Sony Bravia. Zootrop. Efekt końcowy.

25 lutego 2009 | 23:12 |  | 

sonybraviazoetrope_smallNo i jest już najnowszy spot Sony Bravia. Ten, o którym wspominałam na początku grudnia (wpis Czym tym razem zaskoczy nas Sony?). 40-metrowy zootrop w finalnej wersji  spotu nie robi już jednak takiego wrażenia. Ale Sony może spać spokojnie. I tak wszyscy obejrzą reklamę. Choć może tym razem nie ze względu na jej walory „artystyczne”. Sony stosuje bowiem bardzo skuteczną strategię emisji swoich spotów. Kilka miesięcy wcześniej wypuszcza do sieci tzw. kontrolowany przeciek (zwróćcie uwagę, że było tak w przypadku poprzednich reklam – wszystkie najpierw znalazły się w Internecie). Zainteresowanie wzbudza rozmachem (w reklamach Sony Bravia wszystko zawsze jest NAJ – i piana, i plastelina, i piłki – wreszcie zootrop, wpisany już jako największy na świecie do Księgi Guinnessa). A ponieważ w pierwszej odsłonie Sony nigdy nie zdradza wszystkiego, kiedy pojawia się finalna wersja – wszyscy chcą sprawdzić, o co chodziło. Choćby i nawet spot był raczej kiepski (w porównaniu do poprzednich wersji, bo obsługująca Sony agencja Fallon London wciąż trzyma poziom – to nie podlega dyskusji).

Czytaj dalej…

MacGyver, MacGruber… Pepsuber

11 lutego 2009 | 1:12 |  | 

pepsimacgruber_smallPozwalam sobie na ostatnią reminiscencję SuperBowlowych reklam. Kategoria hit, tym razem by Pepsi. Właśnie trafiłam na te filmy i jestem pod dużym wrażeniem (czyżby otwierał się właśnie nowy rozdział w reklamie TV?). We współpracy z producentami programu Saturday Night Live (SNL) Pepsi przygotowała coś, co trudno nazwać tradycyjnym spotem. Wykorzystała bowiem postać MacGrubera (emitowana w ramach SNL parodia MacGyvera). Zresztą nie tylko postać, bo cały schemat filmu jest dokładnie taki sam jak emitowany zawsze w SNL. Jedyną zmianą jest wprowadzenie Pepsi. Wprowadzenie o tyle ciekawe, że Pepsi szydzi tu sama z siebie (prawdziwy MacGyver mówi do MacGrubera, że się sprzedał), a jednocześnie komunikuje wszystko, co trzeba: nowe logo, nowe opakowanie, a nawet hasło najnowszej kampanii „Refresh everything”.

Czytaj dalej…

Kryzys kreatywności?

5 lutego 2009 | 21:17 |  | 

ck_bannedad_smallPrzepraszam bardzo, ale czy my mamy kryzys ekonomiczny czy może raczej kryzys kreatywności? Bo coś mi się jednak zdaje, że ten drugi jest bardziej odczuwalny. Co ostatnio przeglądam reklamy, to wciąż mam wrażenie, że wszystkie mają ten sam motyw przewodni. Ja rozumiem, że „sex sells”, ale czy to na pewno jedyny sposób, żeby przebić się przez clutter? Czy naprawdę nic innego nie da się wymyślić, żeby zwrócić uwagę konsumenta? Ok, jestem jeszcze w stanie zrozumieć, kiedy seks ma związek z produktem (jak np. w przypadku reklamy magazynu pornograficznego). To tzw. uzasadnione użycie. Ale w innych wypadkach? Choć z drugiej strony, jeśli mam być szczera, trochę się jednak dziwię, że najnowsza reklama dżinsów Calvina Kleina została zakazana w USA. W końcu CK stosuje tę strategię od lat 80. (pamiętacie kampanię z 15-letnią Brooke Shields i hasłem „Nothing comes between me and my Calvins”?). Można się już było przyzwyczaić?

Czytaj dalej…

Nie tylko Bravia robi piękne reklamy

3 stycznia 2009 | 21:14 |  | 

electrabelfamous_smallAKTUALIZACJA 06/01/09
Zamieściłam (poniżej) informację nt. muzyki ze spotu.

Ale zanim przejdę do sedna – krótki wstęp. W 2000 roku Renée Dye opublikowała w Harvard Business Review artykuł pt. „The Buzz on Buzz”*. Był to wówczas jeden z wielu artykułów na temat fenomenu marketingu szeptanego. Ale zapamiętałam go dlatego, że Dye zamieściła w nim bardzo ciekawy wykres dotyczący tego, które branże są najbardziej podatne na tzw. buzz. Z przeprowadzonej analizy wynikało, że 2/3 amerykańskiej gospodarki jest napędzane przez komunikację nieformalną – z czego 13% w bardzo dużym stopniu (tu m.in. takie branże, jak film, moda, zabawki, rozrywka etc.), a 54% w stopniu umiarkowanym (tu m.in. finanse, hotele, elektronika, leki, jedzenie etc.). Pozostałe 33% zdaniem Dye jest w dużym stopniu odporne na komunikację nieformalną – znalazły się tu przede wszystkim takie branże, jak ubezpieczenia, usługi komunalne oraz w zasadzie cały przemysł ciężki: oleje napędowe, chemikalia etc. Przez te 9 lat sporo się jednak zmieniło. Dziś trudno byłoby wskazać z pełnym przekonaniem te branże, które nie poddają się komunikacji nieformalnej. Albo te, które poddają się mniej.

Czytaj dalej…

Czym tym razem zaskoczy nas Sony?

7 grudnia 2008 | 17:48 |  | 

Ciekawa jestem, co znowu kombinuje Sony. Reklamowo, oczywiście. W zeszły piątek (05/12) podali bowiem informację nt. najnowszej reklamy telewizorów Sony Bravia. Nie, tym razem nie będzie piłek, farby, plasteliny ani nawet piany. Tradycyjnie, pozostanie jednak rozmach. Ponieważ reklama ma zakomunikować najnowszą technologię Motionflow 200hz, Sony wybudował prawdopodobnie największy na świecie zoetrope (czy istnieje jakieś polskie słowo na określenie tego urządzenia? kalejdoskop?). Piszę prawdopodobnie, bo fakt ten zostanie dopiero zweryfikowany przez Księgę Rekordów Guinnessa. Niezależnie jednak od ostatecznego werdyktu, rozmiary Bravia-drome (bo tak urządzenie zostało nazwane) i tak są imponujące: 10m wysokości, 10 ton wagi i osiągana prędkość 50km/h co właśnie ostatecznie sprawia, że statyczne obrazki zaczynają się poruszać). A trzeba powiedzieć, że te statyczne obrazki też nie będą „byle jakie” – do reklamy zaangażowany został bowiem brazylijski piłkarz Kaká (najlepszy piłkarz na świecie?). Poniżej więc zdjęcia Bravie-drome’u oraz krótka zajawka, czego możemy się spodziewać. Z niecierpliwością czekam na więcej.

Czytaj dalej…

Kampania społeczna i shockvertising: case study

24 listopada 2008 | 21:23 |  | 

Jak się okazuje, shockvertising działa. Tyle, że – kurczę – znów w kampanii społecznej. Ale dobry chociażby i taki dowód. Pamiętacie kampanię zorganizowaną w ubiegłym roku w Wietnamie przez Asia Injury Prevention Foundation? Tę dotyczącą zakładania kasków podczas jazdy na skuterze? Czarno-białe zdjęcia osób po dramatycznych urazach głowy? Z hasłem „Nie będę nosił kasku, bo wyglądam w nim jak głupek„? No więc ta kampania dostała właśnie srebro na IPA Effectiveness Awards 2008 oraz nagrodę specjalną w kategorii Best Single International Market.

Czytaj dalej…

Domino City, czyli część 5 reklamy Sony Bravia

16 października 2008 | 23:10 |  | 

Sony wypuściło właśnie na rynek kolejny spot. Piąty z serii. Tym razem nie ma w nim piłek, farby, plasteliny ani piany. Ale jest za to domino (czyli pozostajemy w obszarze dziecięcych zabawek, jakby nie patrzeć). Kręcony w Indiach, przez 10 dni, przy czynnym udziale 132-osobowej ekipy jest oczywiście bardzo piękny i bardzo kolorowy. Ale po obejrzeniu zwłaszcza making-of, dochodzę do wniosku, że nie ma już takiego rozmachu jak poprzednie „odcinki”. Tym bardziej, że wykorzystano zaledwie 100 klocków domina (nie ma znaczenia, że jeden taki klocek miał prawie 2 m wysokości). Nie ma co ukrywać, kilkanaście (a później zmontowanych w „setki”) przewracających się klocków nie robi już takiego wrażenia jak tysiące piłek na ulicach San Francisco czy hektolitry farby w Szkocji. Powiem więcej – wygląda to dość… biednie (widać to zwłaszcza w making of). No ale cóż. Wie to najlepiej branża filmowa – sequele (a zwłaszcza części dalsze niż druga) są naprawdę rzadko lepsze od oryginału.

Czytaj dalej…

I’m not a Mac and I’m not a PC. Ale kampania jest super.

23 września 2008 | 0:04 |  | 

No więc tak. Niniejszym oficjalnie zabieram głos w dyskusji dotyczącej wyższości Maca nad PC i odwrotnie (hmm… nie przypomina Wam to przypadkiem dyskusji o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą?). Ok. Zacznę zatem od tego, że: I’m not a Mac and I’m not a PC (tak, nie daję się wciągnąć w żadne psychologiczne gierki; polaryzacji, na której opiera się ten niby-konflikt, mam już wystarczająco dość na co dzień: co lepsze? prawica czy lewica? kobieta czy mężczyzna? kitesurfing czy windsurfing? snowboard czy narty? itd. itp. – można tak w nieskończoność…). A dzięki temu, że nie opowiadam się po żadnej ze stron (korzystam z PC BTW), z przyjemnością stwierdzam, że obecna kampania Microsoftu jest super. Dlaczego? Poniżej kilka powodów.

Czytaj dalej…

Sztuka, komercja czy wandalizm? TOP10 reklam z kategorii „street art”.

18 sierpnia 2008 | 21:47 |  | 

Graffiti to trudny temat. Trudny społecznie i światopoglądowo, bo wciąż nie wiadomo, czy uznać go za sztukę czy raczej za wandalizm. Trudny również reklamowo, bo z jednej strony atrakcyjny (pozwala na właściwy sposób komunikacji z grupą docelową, zwłaszcza młodą), a z drugiej… No właśnie. Z drugiej strony reklama w środowisku graffiti z założenia jest czymś sztucznym. Niezależnie bowiem od tego, czy ktoś uznaje graffiti za sztukę czy też nie, nie może mu odmówić dwóch cech: autentyczności i niezależności. Reklama nie jest natomiast ani autentyczna, ani niezależna (zwłaszcza jeśli patrzymy na nią oczami konsumenta). Najmniejszy błąd w tym obszarze może więc reklamodawcę sporo kosztować (pod rankingiem krótko o kampanii Sony, zniszczonej – dosłownie i w przenośni – przez grafficiarzy). A jednak wielu „graczy” podejmuje próbę. Poniżej więc mój prywatny ranking 10 najlepszych reklam z kategorii „street art” (nie zawsze jest to graffiti). Na sukces poniższych kampanii z pewnością niebagatelny wpływ miał fakt, że w wielu przypadkach zaangażowani zostali do nich lokalni artyści zajmujący się graffiti.

Czytaj dalej…

« Poprzednia stronaNast�pna strona »