Nowa reklama Sony na Mundial, w wersji 3D
Zamieszczam tę reklamę, ale czy faktycznie jest w wersji 3D tego nie wiem, bo nie mam odpowiedniego sprzętu, żeby to sprawdzić. Jeśli więc ktoś ma trójwymiarowe okulary albo trójwymiarowy telewizor, poproszę o info, czy reklama działa. Ale generalnie muszę przyznać, że trochę mnie Sony tą reklamą zaskoczyło. Zawsze komunikowali się za pomocą pięknych obrazków, a tym razem postawili na wersję rozkalibrowaną. Całe szczęście, że w połowie spotu pojawia się info, żeby nie stroić odbiorników :).
Kampania ruszyła dziś w UK. Nieprzypadkowo zresztą, chodziło oczywiście o „wstrzelenie się” w Mundial. I tak się zastanawiam, czy faktycznie po tym spocie fani piłki nożnej postanowią oglądać mecze w wersji 3D. Panowie? Hm?
Korzystamy z Internetu w trakcie oglądania programów TV
Z psychologicznego punktu widzenia zjawisko multitaskingu, czyli równoczesnego wykonywania dwóch różnych czynności, podobno nie jest możliwe. Jako ludzie jesteśmy bowiem tak skonstruowani, że w danym momencie możemy robić tylko jedną rzecz, która wymaga od nas koncentracji. Tzw. wielozadaniowość możliwa jest tylko w dwóch przypadkach. Po pierwsze wtedy, kiedy jedna czynność jest nam na tyle znana, że wykonujemy ją automatycznie. Po drugie, kiedy zadania wykonujemy płynnie jedno po drugim, na tyle szybko, że wydaje nam się, iż robimy je jednocześnie. Te dane trzeba będzie chyba jednak zweryfikować w kontekście współczesnego konsumenta i jego przyzwyczajeń. Z raportu TV & Online: Better Together ( IAB, Qmedia, Thinkbox report, 2008) wynika bowiem, że 81% badanych korzysta z Internetu podczas… oglądania programów telewizyjnych! Wynik zaskakujący – do tej pory zdawało się, że co innego robimy (w tym korzystamy z innych mediów) przede wszystkim w trakcie trwania bloków reklamowych. Taki stan rzeczy potwierdziło jednak w raporcie Thinkbox zaledwie 10% badanych. Bardzo podobnych odpowiedzi udzielaliście Wy sami w ankiecie emitowanej na http://hatalska.com w dniach 5/11-16/12/09. Z ankiety tej wynika, że 50% z Was korzysta z Internetu właśnie podczas oglądania programu, a tylko 21% podczas bloków reklamowych. Co ciekawe, ta druga grupa jest mniejsza od grupy osób korzystających z Internetu i TV oddzielnie (29%). Poniżej szczegółowe wyniki.
Polish Thursday: Cigarettes Eat You Alive
I’ve decided to launch a new section on my blog: Polish Thursday. On every Thursday I’ll be writing in English about Polish advertising. There are two reasons behind this idea. First – we are used to admire advertising from all over the world, but it seems that we’ve forgotten about our own work. It’s high time to promote Polish creativity. I strongly invite all Polish agencies/ marketers/ freelancers to send me work that you are proud of (you don’t have to translate it into English). I”ll be more than happy to write about it. Second reason is quite trivial – I have noticed that there’s more and more English-speaking people reading my blog. So this section is also for you – at least once a week you won’t have to use Google Translator :).
So today, as a first example – social campaign Cigarettes eat you alive launched by Polish Ministry of Health. Pretty controversial campaign, I can even risk the statement that unprecedented in governmental communication activities. Lots have been already said in Polish media about this campaign but Ministry answered some additional questions I asked.
Nowa kampania Zelmera
W najbliższy poniedziałek Zelmer wystartuje w TV z nową kampanią wizerunkową, której celem jest wzrost spontanicznej świadomości marki oraz zwiększenie wskaźników rozważania zakupu w kategorii „odkurzacze” i „stylizacja włosów”. Premiera spotów ma jednak miejsce kilka dni wcześniej (tzn. dziś :)) i wcale nie w TV, ale w Internecie. Zelmer zastosował bowiem strategię wykorzystywaną do tej pory głównie przez Sony – przed emisją w TV spoty przekazał najpierw blogerom. Trzy wersje reklamy (poniżej) – utrzymane w poprzednim klimacie – są moim zdaniem niczego sobie (choć nie zaskakują pewnie już tak bardzo, ale to nic dziwnego – ostatecznie opierają się na znanym już koncepcie). W tym przypadku bardziej interesuje mnie jednak fakt, na ile skuteczna okaże się strategia wcześniejszego przekazania spotów blogerom. Tzn. ile osób faktycznie o nich napisze. Bo jeśli obserwuje się anglo- i polskojęzyczne blogi to widać zasadniczą różnicę. Na tych anglojęzycznych bardzo często tego samego dnia jest ten sam news. Na polskich autorzy dbają o „unikalność treści”. Czyli jeśli ktoś napisze o danym temacie pierwszy, pozostali często tego tematu już nie podejmują. I tak sobie myślę, że to chyba jednak szkoda. Dlaczego?
O depilacji w japońskim wydaniu
Zbliża się lato, więc temat depilacji różnych części kobiecego ciała wypływa co chwilę. W różnych krajach oczywiście. Najpierw więc mieliśmy Szwajcarię, depilację okolic bikini i w związku z tym przystrzyżoną wycieraczkę. Teraz czas na Japonię i depilację pod pachami. Oto spot TV, w którym z pewnością nie zobaczycie tego, co znacie z naszych ekranów telewizorów. Nie ma w nim pięknej wydepilowanej kobiecej pachy i zanurzonego w niej męskiego nosa. Nie. Tym razem przygotujcie się na coś zupełnie innego. Szczerze mówiąc, nawet trudno określić mi, jakie emocje wywołuje we mnie ten spot. Mogłabym napisać, że śmiech przez łzy. Ale byłaby to zaledwie półprawda. Bo śmiech owszem, ale płacz już raczej nie. Prędzej… hmm… obrzydzenie? (naprawdę, reklamy są niezastąpione – czy jest oprócz nich coś, co może w nas wzbudzać tak skrajne uczucia i to w tym samym momencie? :)).
Sony Bravia. Zootrop. Efekt końcowy.
No i jest już najnowszy spot Sony Bravia. Ten, o którym wspominałam na początku grudnia (wpis Czym tym razem zaskoczy nas Sony?). 40-metrowy zootrop w finalnej wersji spotu nie robi już jednak takiego wrażenia. Ale Sony może spać spokojnie. I tak wszyscy obejrzą reklamę. Choć może tym razem nie ze względu na jej walory „artystyczne”. Sony stosuje bowiem bardzo skuteczną strategię emisji swoich spotów. Kilka miesięcy wcześniej wypuszcza do sieci tzw. kontrolowany przeciek (zwróćcie uwagę, że było tak w przypadku poprzednich reklam – wszystkie najpierw znalazły się w Internecie). Zainteresowanie wzbudza rozmachem (w reklamach Sony Bravia wszystko zawsze jest NAJ – i piana, i plastelina, i piłki – wreszcie zootrop, wpisany już jako największy na świecie do Księgi Guinnessa). A ponieważ w pierwszej odsłonie Sony nigdy nie zdradza wszystkiego, kiedy pojawia się finalna wersja – wszyscy chcą sprawdzić, o co chodziło. Choćby i nawet spot był raczej kiepski (w porównaniu do poprzednich wersji, bo obsługująca Sony agencja Fallon London wciąż trzyma poziom – to nie podlega dyskusji).
MacGyver, MacGruber… Pepsuber
Pozwalam sobie na ostatnią reminiscencję SuperBowlowych reklam. Kategoria hit, tym razem by Pepsi. Właśnie trafiłam na te filmy i jestem pod dużym wrażeniem (czyżby otwierał się właśnie nowy rozdział w reklamie TV?). We współpracy z producentami programu Saturday Night Live (SNL) Pepsi przygotowała coś, co trudno nazwać tradycyjnym spotem. Wykorzystała bowiem postać MacGrubera (emitowana w ramach SNL parodia MacGyvera). Zresztą nie tylko postać, bo cały schemat filmu jest dokładnie taki sam jak emitowany zawsze w SNL. Jedyną zmianą jest wprowadzenie Pepsi. Wprowadzenie o tyle ciekawe, że Pepsi szydzi tu sama z siebie (prawdziwy MacGyver mówi do MacGrubera, że się sprzedał), a jednocześnie komunikuje wszystko, co trzeba: nowe logo, nowe opakowanie, a nawet hasło najnowszej kampanii „Refresh everything”.
Kryzys kreatywności?
Przepraszam bardzo, ale czy my mamy kryzys ekonomiczny czy może raczej kryzys kreatywności? Bo coś mi się jednak zdaje, że ten drugi jest bardziej odczuwalny. Co ostatnio przeglądam reklamy, to wciąż mam wrażenie, że wszystkie mają ten sam motyw przewodni. Ja rozumiem, że „sex sells”, ale czy to na pewno jedyny sposób, żeby przebić się przez clutter? Czy naprawdę nic innego nie da się wymyślić, żeby zwrócić uwagę konsumenta? Ok, jestem jeszcze w stanie zrozumieć, kiedy seks ma związek z produktem (jak np. w przypadku reklamy magazynu pornograficznego). To tzw. uzasadnione użycie. Ale w innych wypadkach? Choć z drugiej strony, jeśli mam być szczera, trochę się jednak dziwię, że najnowsza reklama dżinsów Calvina Kleina została zakazana w USA. W końcu CK stosuje tę strategię od lat 80. (pamiętacie kampanię z 15-letnią Brooke Shields i hasłem „Nothing comes between me and my Calvins”?). Można się już było przyzwyczaić?
Nie tylko Bravia robi piękne reklamy
AKTUALIZACJA 06/01/09
Zamieściłam (poniżej) informację nt. muzyki ze spotu.
Ale zanim przejdę do sedna – krótki wstęp. W 2000 roku Renée Dye opublikowała w Harvard Business Review artykuł pt. „The Buzz on Buzz”*. Był to wówczas jeden z wielu artykułów na temat fenomenu marketingu szeptanego. Ale zapamiętałam go dlatego, że Dye zamieściła w nim bardzo ciekawy wykres dotyczący tego, które branże są najbardziej podatne na tzw. buzz. Z przeprowadzonej analizy wynikało, że 2/3 amerykańskiej gospodarki jest napędzane przez komunikację nieformalną – z czego 13% w bardzo dużym stopniu (tu m.in. takie branże, jak film, moda, zabawki, rozrywka etc.), a 54% w stopniu umiarkowanym (tu m.in. finanse, hotele, elektronika, leki, jedzenie etc.). Pozostałe 33% zdaniem Dye jest w dużym stopniu odporne na komunikację nieformalną – znalazły się tu przede wszystkim takie branże, jak ubezpieczenia, usługi komunalne oraz w zasadzie cały przemysł ciężki: oleje napędowe, chemikalia etc. Przez te 9 lat sporo się jednak zmieniło. Dziś trudno byłoby wskazać z pełnym przekonaniem te branże, które nie poddają się komunikacji nieformalnej. Albo te, które poddają się mniej.
Czym tym razem zaskoczy nas Sony?
Ciekawa jestem, co znowu kombinuje Sony. Reklamowo, oczywiście. W zeszły piątek (05/12) podali bowiem informację nt. najnowszej reklamy telewizorów Sony Bravia. Nie, tym razem nie będzie piłek, farby, plasteliny ani nawet piany. Tradycyjnie, pozostanie jednak rozmach. Ponieważ reklama ma zakomunikować najnowszą technologię Motionflow 200hz, Sony wybudował prawdopodobnie największy na świecie zoetrope (czy istnieje jakieś polskie słowo na określenie tego urządzenia? kalejdoskop?). Piszę prawdopodobnie, bo fakt ten zostanie dopiero zweryfikowany przez Księgę Rekordów Guinnessa. Niezależnie jednak od ostatecznego werdyktu, rozmiary Bravia-drome (bo tak urządzenie zostało nazwane) i tak są imponujące: 10m wysokości, 10 ton wagi i osiągana prędkość 50km/h co właśnie ostatecznie sprawia, że statyczne obrazki zaczynają się poruszać). A trzeba powiedzieć, że te statyczne obrazki też nie będą „byle jakie” – do reklamy zaangażowany został bowiem brazylijski piłkarz Kaká (najlepszy piłkarz na świecie?). Poniżej więc zdjęcia Bravie-drome’u oraz krótka zajawka, czego możemy się spodziewać. Z niecierpliwością czekam na więcej.
subskrybuj










