Kontrowersji ciąg dalszy, czyli zakonnice i księża
WirtualneMedia podały dziś za Guardian, że ASA (Advertising Standards Authority) wszczęła postępowanie w sprawie reklamy marki lodów Antonio Federici Gelato Italiano, na której ksiądz i zakonnica przymierzają się do pocałunku (zdjęcie reklamy poniżej). Abstrahując od tego, że nie przepadam za wykorzystywaniem symboli religijnych w reklamie (mało kreatywny/ płytki sposób zwrócenia uwagi), to jednak nie uważam, żeby był to layout jakoś szczególnie kontrowersyjny (ostatecznie zakonnica i ksiądz całowali się na plakacie Benettona w 1991 roku – sic!). Natomiast o wiele bardziej kontrowersyjny jest spot, który zamieszczam poniżej. Wyemitowany był w Szwecji. Nie zdradzam szczegółów, bo zaskoczenie jest na końcu. I jeszcze jedno pytanie – czy po obejrzeniu filmu ktokolwiek wie, o jaki produkt chodzi? Bo jeśli nie – to jaki jest sens robienia tego typu reklam? Żeby zwrócić uwagę? Ok. Ale wtedy poproszę o bardziej wyrafinowane metody.
Odważysz się zważyć?
W prasie kobiecej głównie mowa o rozmiarze „mniej niż 0″, anoreksji i innych zaburzeniach odżywiania, ale coś jednak musi być na rzeczy, jeśli chodzi o otyłość. Zbyt wiele kampanii na ten temat w ostatnim czasie. U nas ten wątek podjęła GW, która z końcem lutego zaczęła swoją kolejną akcję społeczną, tym razem pod hasłem „Polacy odwagi” i poświęconą odchudzaniu. Niestety, kampania realizowana jest wyłącznie przy wykorzystaniu standardowych nośników. I stwierdzam: wielka szkoda. GW ma przecież w grupie AMS, który słynie z niestandardowych, efektownych rozwiązań. Kiedy więc zobaczyłam, jaki nośnik w swojej (prowadzonej właśnie w Rotterdamie) kampanii wykorzystała sieć klubów Fitness First, pomyślałam od razu, że nośnik ten super pasowałby do kampanii GW. Szkoda, że nikt u nas nie wpadł na ten pomysł.
W Dzień Kobiet o mężczyznach :)
Ponieważ świadomie i konsekwentnie nie obchodzę Dnia Kobiet, dziś niech będzie… o mężczyznach. Dla równowagi. I jako kontra do tych wszystkich tulipanów, róż i goździków (te ostatnie, to chyba już tylko wspomnienie). No więc tak. Kilka lat temu Domestos przeprowadził w Polsce badanie dotyczące mycia rąk. Wyniki były zatrważające. Okazało się, że 63% mężczyzn nie myje rąk po wyjściu z ubikacji (wśród kobiet wyniki były nieco lepsze – rąk nie myje 28% z nich). Podobny problem mają widocznie w Ameryce. Oto fantastyczna kreacja prasowa przygotowana przez agencję DDB dla LA Health Coalition. Hasło: „Jego ręce to broń śmiertelnego rażenia”. Dobrej końcówki Dnia Kobiet i dobrego tygodnia :).
Stereotypy w reklamie, cz. 1: kobieta vs mężczyzna
Dobrze. Właściwie to mogę wejść w rolę „wielkiej, grubej, brzydkiej krowy, która ma kiepskie życie seksualne i jest wielbicielką Kazimiery Szczuki” (to cytat :) – do takich wniosków na mój temat doszedł jeden z użytkowników Wykopu po tym, jak przeczytał mój wpis „Zaliczysz za pierwszym razem” :)). W ten sposób sama „padłam ofiarą” stereotypu (to było naprawdę bardzo śmieszne :)), że brzydkim i sfrustrowanym kobietom nie podobają się seksistowskie reklamy, a ładnym i seksualnie zaspokojonym – owszem (hmm, ciekawe z czego wynika taka zależność?). Dziś, z pełną świadomością faktu, że etykietka „brzydkiej, grubej krowy” może do mnie przylgnąć na stałe (jak ja to przeżyję!?), brnę dalej w ten temat, bo oto kolejny przykład stereotypowego traktowania kobiet w reklamie.
Skoro dla starszych dzieci, to może być erotycznie
Mam takie pytanie. Czy jednoznaczne erotyczne skojarzenia w reklamach pieluszek dla dzieci (niemowląt?) to nie jest już lekka przesada? Bo gdybyście nie wiedzieli, to teraz w pieluszkach nie chodzi o to, że lepiej chłoną, że dopasowują się do brzuszka, że dziecko nie musi w nich chodzić jak kaczka itd. itp. Nie. Teraz w reklamie pieluszek mamy trzyletnią pannicę, która ogląda się za rocznym chłopaczkiem (tak myślę, że ma roczek, bo ledwo chodzi i musi trzymać się półki) i odwrotnie: starszego chłopczyka, który ogląda się za roczną dziewczynką. Gdyby jeszcze w tej reklamie pojawiły się prawdziwe dzieci – pewnie tego erotyzmu nie dałoby się odczuć i pewnie byłoby to na swój sposób zabawne. Ale tu mamy dzieci narysowane (btw: jakoś mało dziecięce są dla mnie te twarze). I do tego podpis: „For the more mature toddler.” Czepiam się?
Kampania społeczna i shockvertising: case study
Jak się okazuje, shockvertising działa. Tyle, że – kurczę – znów w kampanii społecznej. Ale dobry chociażby i taki dowód. Pamiętacie kampanię zorganizowaną w ubiegłym roku w Wietnamie przez Asia Injury Prevention Foundation? Tę dotyczącą zakładania kasków podczas jazdy na skuterze? Czarno-białe zdjęcia osób po dramatycznych urazach głowy? Z hasłem „Nie będę nosił kasku, bo wyglądam w nim jak głupek„? No więc ta kampania dostała właśnie srebro na IPA Effectiveness Awards 2008 oraz nagrodę specjalną w kategorii Best Single International Market.
Jedyny raz, kiedy wchodzimy ci do… ekhm… pupy
No więc nie ma to jak consumer insight… Ale od początku. Nigdy nie pracowałam w branży bieliźniarskiej, ale nawet gdyby, to i tak pewnie nie przyszłoby mi na myśl, że w przypadku slipów dla mężczyzn ważne jest to, żeby nie wchodziły do… pupy. Nie przyszłoby mi na myśl, bo kobiety nie mają z tym raczej problemu (vide: stringi). Jak się jednak okazuje, myślenie kobiece w tym przypadku się nie sprawdza. Tak. Właśnie uświadomiła mi to czeska firma Styx Underwear. To właśnie ta firma przeprowadziła kampanię prasową pod hasłem: „This is the only time we are getting into your ass.” (tłum. To jedyny raz, kiedy wchodzimy ci do tyłka.)
Piłkarski mur tym razem w czeskim wydaniu
No i proszę. Czesi pobili nasze pulpety w jednym słoiku! Reklamą klubu Termix w Pradze. Dodam, sportowego klubu dla gejów. Podobieństwo, trzeba przyznać, uderzające. Tak jak w reklamie Pamapolu mamy piłkarski mur. Ale piłkarze tym razem nie trzymają się za przyrodzenie. Hm. No cóż. Nie muszą. Przed nimi klęczą inni piłkarze (ach, jaka szkoda, że nie z przeciwnej drużyny). I tylko martwi mnie pewna niekonsekwencja. No bo ci stojący panowie mają błogość na twarzach, ale… spodnie na miejscu. Czy w takiej sytuacji prawdziwa rozkosz jest możliwa?
Czy ta reklama mnie obraża?
Żeby nie było. Bardzo lubię reklamę prasową. Z wielu powodów. Między innymi dlatego, że nie jest inwazyjna i – jak wynika z badań – niejednokrotnie traktowana jest jako część redakcyjna (!) konkretnego magazynu (panie, które czytają czasem amerykańskiego Vogue’a, wiedzą, o czym mówię). Po drugie – bardzo lubię spa. Również z wielu powodów. Ale niezależnie od moich sympatii, do reklamy Del Mar Medical Spa (poniżej) przekonać się nie mogę. Z wielu powodów. Bo porównuje ludzi otyłych do świń, krów i wielorybów. Bo dwa na trzy layouty to layouty przedstawiające kobiety (nie mogło być sprawiedliwie? dwie wersje?). Bo wreszcie kobieta z wymionami zamiast piersi i płetwą ogonową wystającą z pośladków jest po prostu odrażająca.
Wielka ulga. Naprawdę?
Ok. Od razu przyznaję. Nie za bardzo znam rynek tajlandzki i nie do końca wiem, jak sprzedają się tam balsamy do masażu leczniczego. Nie wiem, jaką pozycję zajmuje na tym rynku produkt o nazwie Harn Massage Balm. I nie wiem też, jaki cel ma przed sobą najnowsza kampania tego balsamu. Ale jestem przekonana, że żaden człowiek – niezależnie od kultury, w jakiej został wychowany – patrząc na te layouty, wielkiej ulgi nie dozna. Wielkie to tu może być jedynie obrzydzenie.
subskrybuj








