KTR 2012: zwycięzcy w kategorii Active Advertising
Wciąż w trybie: „nadrabianie zaległości”. Dziś, zgodnie z 5-letnią już tradycją, wszystkie nagrodzone prace w konkursie KTR, w kategorii Active Advertising. W tym roku naprawdę dużo-dużo dobrych prac (o czym świadczyć mogą chociażby 3 przyznane złota i fakt, że Grand Prix całego KTR-u zdobyła właśnie praca z naszej kategorii). Oprócz takich perełek, jak Życie to nie Facebook, Sprzątanie miasta czy Powrót drwala, warto zwrócić uwagę na akcje: Podgrzewana kierownica („stary” dobry ambient :)), Captcha (o tym rozwiązaniu pisałam w zeszłym roku, fajnie, że zostało wykorzystane na naszym rynku) i Bluzeczka (niestandardowo-interaktywno-technologiczny outdoor :)).
Najlepsze kampanie z Media Trendów 2012
Koniec długiego weekendu, więc nadrabiam zaległości. 23 kwietnia podczas uroczystej Gali w Teatrze Dramatycznym w Warszawie ogłoszono wyniki konkursu Media Trendy 2012. Jury w dwóch kategoriach – innowacje w planowaniu mediów (tu miałam przyjemność być przewodniczącą składu) oraz innowacje w mediach – przyznało łącznie 19 nagród i 19 wyróżnień. Pełna lista zwycięzców dostępna jest na stronie www.mediatrendy.pl, ja natomiast poniżej prezentuję 6 prac, które mi osobiście podobały się najbardziej (kolejność przypadkowa :)).
Pizza + kod QR = ogłoszenie o pracę
Zanim kody QR odejdą w niepamięć (zagrażają im technologie z kategorii visual search – więcej o tym w TrendBooku 2012, już wkrótce), jeszcze jeden przykład ich kreatywnego wykorzystania. Agencja Scholz&Friends w Hamburgu poszukiwała kreatywnych specjalizujących się w cyfrowych mediach. Nawiązała więc współpracę z pizzerią dostarczająca pizzę na wynos. Przez cztery tygodnie, do każdego zamówienia złożonego przez pracownika którejś z dużych agencji reklamowych, dodawana była Pizza Digitale. Niby tradycyjna Margherita – tyle że sos pomidorowy był w kształcie kodu QR. Po zeskanowaniu go użytkownik przekierowywany był na stronę informującą o trwającej właśnie rekrutacji. Fajne. Bardzo.
Na lotnisku w Monachium
Wybaczcie chwilową ciszę w eterze, ale wyskoczyłam na szybki urlop. W trakcie polowałam oczywiście na niestandardowe reklamy. Najwięcej trafiłam na lotnisku w Monachium. Nie są to rozwiązania najwyższych lotów, ale sam fakt, że w krótkim czasie i na ograniczonym obszarze doliczyłam się aż trzech, oznacza, że ambient jest u naszych sąsiadów nieco bardziej popularny. Oczywiście, przyczyną takiego stanu rzeczy może być miejsce (lotnisko = duża kumulacja ludzi), ale ostatnio często latam na trasie Wawa-Gdańsk i nie mogę powiedzieć, żeby na naszych lotniskach wiele się działo (w Gdańsku zupełnie nic, a w Wawie widziałam tylko obrandowane taśmy bagażowe).
Zbliża się Euro2012
Po czym poznaję, że zbliża się Euro2012? Po tym, że uaktywnili się sponsorzy główni. Coca-Cola obrandowała m.in. taśmy bagażowe w hali przylotów na lotnisku w Warszawie, ale było to na tyle mało interaktywne, że nawet nie zrobiłam zdjęcia. Natomiast na uwagę zdecydowanie zasługuje McDonald’s. Dwa tygodnie temu na Dworcu Centralnym w Warszawie zainstalował elektroniczny rozkład jazdy, który obok zwykłych informacji o odjazdach, podaje też czas oczekiwania na pociąg – nie w godzinach i minutach jednak, ale w hamburgerach, colach i frytkach :). Rozkład McDonald’s jest w pełni zsynchronizowany z rozkładem PKP. Jeśli więc do pociągu mamy więcej niż 47 minut, na rozkładzie wyświetli nam się pełne menu. Im bliżej do odjazdu, tym mniej produktów. Jeśli pociąg będzie opóźniony, rozkład doda pozycje menu, w zależności od czasu opóźnienia.
Odświeżacze powietrza, czyli co jeszcze można wykorzystać w WC
Otóż stwierdzam, po raz kolejny zresztą, że toalety to najbardziej niestandardowy reklamowy nośnik. Zdecydowanie. Powiedziałabym nawet, że to studnia bez dna, jeśli chodzi o ilość koncepcji i komunikowanych tam produktów. I tak np. dziś w roli głównej występują… odświeżacze powietrza.
Wszyscy wiemy, że w toalecie się czyta (tak, wiem, robi też zdjęcia/ gra/ ogląda filmy etc. etc., ale o czytanie dziś chodzi). Potrzeba czytania jest tak silna, że kiedy nie mamy pod ręką książki/ gazety/ e-readera etc., czytamy cokolwiek bądź – etykiety na płynach, proszkach, kremach do rąk albo (do tego zmierzam) odświeżaczach powietrza. Taki właśnie „consumer insight” (oczywisty poniekąd) przyświecał sieci rosyjskich księgarni. Na odświeżaczach powietrza zostały więc nadrukowane fragmenty książek i hasło: „Nic do czytania? Kup książkę w księgarniach 100 000 książek”. Zdjęcia poniżej.
PS Przy okazji zwróćcie uwagę na dopasowanie zapachu (morska bryza) do tytułu książki (Stary człowiek i morze). Dodatkowy plus za taki smaczek („zapaszek” :)).
Prywatne informacje o nas w kodach QR (by Heineken)
No więc odbiło mi się czkawką, że nie dotarłam na ubiegłoroczny Open’er. Gdybym była, wiedziałabym o akcji wcześniej. A tak, musiałam czekać aż pojawi się oficjalny case (tak, tak – zbliża się termin zgłoszeń do Cannes Lions 2012 :)). Niemniej jednak – akcja super. Otóż Heineken dał uczestnikom festiwalu możliwość zaszycia w kodach QR prywatnych informacji o sobie. Jakichkolwiek (vide case poniżej). Następnie taki komunikat można było wydrukować, a potem przykleić. Sobie. Gdzieś. To dosyć przełomowe podejście, bo jak dotąd komercyjnie wykorzystywane kody QR były (są) bardzo mocno związane z produktem. Akcja oczywiście przyniosła efekt (uf – w tym cyfrowym świecie wciąż jeszcze interesuje nas drugi człowiek :)) – w ciągu 4 dni festiwalu wydrukowano 5000 kodów QR.
Dodam jeszcze, że tego typu akcje mają szanse spopularyzować wykorzystanie fotokodów. Według danych z raportu 9 Things to Know Abocut Consumer Behavior and QR Codes (styczeń 2012) 57% skanujących kody nie robi bowiem nic z informacją, którą uzyskała za pomocą fotokodu.
Być kochanym za to, kim jesteś
Akcje dotyczące bezdomności najczęściej realizowane są przed świętami Bożego Narodzenia. Nie wiem, czy wtedy jesteśmy – czy mamy być – bardziej wrażliwi. Ale problem bezdomności wraz ze świętami przecież się nie kończy. Publikuję więc dziś film z akcji zrealizowanej dla Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce przez agencje Hypermedia Isobar, Carat, Vizeum i Posterscope. Materiał nagrano w grudniu, na ulicach Warszawy. Wzięli w nim udział zarówno statyści, jak i zwykli przechodnie. Smutny. Ale daje do myślenia.
Zamiast ramek w toalecie
Reklama w toalecie jest już na tyle popularna i na tyle często wykorzystywana, że z niestandardu zamienia się w standard. Podejrzewam, że coraz większa grupa osób nie zauważa już ramek na drzwiach (kobiety) lub nad pisuarami (mężczyźni). I jest to problem, bo podstawowym założeniem ambientu jest przede wszystkim zwracać uwagę.
Z drugiej strony jednak, toalety jako takie wydają się wciąż być bardzo dobrym miejscem reklamowym. Nie tylko dlatego, że człowiek spędza tam średnio od 3 do 10 minut, ale przede wszystkim dlatego, że do tego środowiska – mimo wszystko – pasuje wiele marek (widziałam kiedyś nawet reklamę płatków śniadaniowych w WC :)). Pytanie tylko – gdzie umieścić komunikat, żeby wciąż był zaskakujący.
Odpowiedź znalazłam, przeszukując ostatnio swoją bazę. Trafiłam na fajny case – kampanię społeczną dotyczącą badań prenatalnych. Jako nośnik wykorzystane zostało tu zamknięcie na drzwiach toalety (wskaźnik: wolne/ zajęte). Hasło brzmiało: Dowiedz się wcześniej, jeśli ktoś tam jest. Badania prenatalne. Im wcześniej, tym lepiej dla dziecka.
Kampania z 2008 roku, ale nigdy wcześniej, ani nigdy potem takiego rozwiązania nie widziałam. Fajne.
Reklama – implant w uchu
Oto reklama, która spełnia założenie - „być blisko odbiorcy”. Dosłownie.
Firma Neuroth jest w Austrii wiodącym producentem aparatów słuchowych. I zależało jej, żeby poinformować swoich klientów o tym, że posiadają darmową usługę przeglądu takich aparatów. W związku z tym w każdym ze swoich produktów wgrali plik mp3, który uruchamiał się samoistnie, gdy spadał poziom baterii. Osoba słyszała wówczas w swojej głowie następujący tekst: „Cześć XY [tu imię osoby, która miała założony aparat]. To ja, twój aparat słuchowy. Bardzo przepraszam, że ci przeszkadzam, ale moje baterie prawie już nie działają. Wymienisz mi je na nowe? I przy okazji, jak będziesz w Neuroth, czy oddałbyś mnie do przeglądu? Mają tę usługę za darmo. Dzięki.”
Pomysł niezły, ale myślę, że dość przerażający. Gdybym ja sama usłyszała nagle taki głos, pomyślałabym, że mam schizofrenię.
subskrybuj








