Slacktivism – nowy termin, który wchodzi do mojego słownika

26 maja 2011 | 16:13 |  | 

Generalnie slacktivism (ang. slacker – leń + activism) albo inaczej clicktivism to termin nienowy (w obecnym znaczeniu pojawił się już w 2002 roku). W skrócie odnosi się do współczesnej „generacji leni”, która zamiast podejmować konkretne działania na rzecz jakiejś istotnej kwestii (ograniczenia emisji CO2, niejedzenia zagrożonych gatunków ryb etc. etc.), ogranicza się do kliknięcia w „lubię to” lub inne – podobno bezcelowe – działania (np. zmiana zdjęcia profilowego na Facebooku, noszenie badge’y, gumowych bransoletek, koszulek z określonym hasłem etc.). Dlaczego więc slacktivism dopiero teraz wchodzi do mojego słownika?
Bo – po pierwsze - w dobie mediów społecznościowych jest szczególnie widoczny – poparcie jakiejś akcji na FB jest nie tylko szybkie i łatwe, ale też w jakiś sposób buduje nasz wizerunek.
Po drugie - zaledwie dwa miesiące temu trendwatching.com opublikował info na temat mikrotrendu Random Acts of Kindness, w którym zwraca uwagę, że współczesny konsument oczekuje od producentów społecznego zaangażowania.
I wreszcie po trzecie - wbrew powszechnej opinii nie uważam, że slacktivism jest zły. Oczywiście, slaktywiści nie podejmują konkretnych działań zmierzających do poprawy sytuacji (klikną „lubię to” pod akcją Earth Hour, ale światło już zapomną wyłączyć). Ale angażując się w akcję i mówiąc o niej innym (rozsyłając łańcuszki mailowe, podpisując petycje, publikując info na swojej tablicy na FB), generują word-of-mouth i w ten sposób kreują efekt skali, a przy okazji wzrost świadomości samej akcji w społeczeństwie (przez co powstaje wrażenie, że wszyscy o danej akcji mówią i wszyscy biorą w niej udział).
W efekcie takie akcje, jak chociażby Zbieramy dla Maliny, FuckRak czy wreszcie całkowicie komercyjna Milka Razem dla Tatr – bez slaktywistów nie zakończyłyby się sukcesem. Moim zdaniem, oczywiście.

Zdjęcie na głównej i we wstępniaku: tyery1, flickr.com

 

JWT przechodzi przez ściany

23 maja 2011 | 17:13 |  | 

Oto jedna z fajniejszych akcji self-promo, i to w dodatku z polskiego rynku, o jakiej ostatnio słyszałam. Warszawski oddział agencji JWT poszukiwał osoby do kreacji. Zamiast jednak iść na łatwiznę i zamieszczać ogłoszenia w którymś z branżowych mediów, przeprowadzili bardzo fajną, wąsko (czytaj: precyzyjnie) targetowaną akcję. Uruchomili mianowicie darmowe wifi w tzw. warszawskim zagłębiu agencji reklamowych (Domaniewska). Nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w siedzibach konkurencyjnych agencji zamieścili wlepki „Join our network – free wifi”, a samą sieć nazwali… „JWT szuka do kreacji”. Szczegóły na filmie poniżej. Dla mnie super – gratuluję pomysłu :).

Czytaj dalej…

Co Shazam ma wspólnego z muzyką w reklamach TV?

19 maja 2011 | 12:56 |  | 

O aplikacji Shazam (której jestem wielką fanką) wspominałam na ostatniej konferencji InfoShare w kontekście mobile taggingu, a dokładnie tego, że mobile tagging to nie tylko kody QR, ale właściwie wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Np. utwory muzyczne chociażby. Ja sama jednak, do tej pory, wykorzystywałam Shazam wyłącznie do celów prywatnych – kiedy słyszałam jakiś fajny utwór muzyczny (np. w przymierzalni albo w taksówce), uruchamiałam aplikację i za chwilę dostawałam info, kto śpiewa i z jakiej płyty utwór pochodzi.
Ale wczoraj przeczytałam, że na początku tego roku Shazam nawiązał współpracę z marką odzieżową Old Navy (ta sama grupa co Banana Republic czy Gap). Osoby, które posiadają w swoim telefonie aplikację Shazam, mogą tagować muzykę w reklamach telewizyjnych OldNavy i w ten sposób, za pomocą właściwie jednego kliknięcia (nie trzeba wpisywać adresu strony, korzystać z komputera stacjonarnego etc.), mogą kupić rzeczy prezentowane w reklamie. Bardzo ciekawe rozwiązanie – więcej na ten tematu tu: www.oldnavyshazam.com
PS Próbowałam otagować wskazany spot reklamowy, ale informuje mnie tylko o wykonawcy i płycie. Promocja dotycząca kupowania ubrań trwała do końca marca.

Prezentacja z konferencji InfoShare 2011

16 maja 2011 | 21:00 |  | 

Powiem szczerze. W tym roku, przed prezentacją na konferencji InfoShare miałam stres trochę większy niż zwykle. Głównie dlatego, że ubiegłoroczna poprzeczka zawieszona została wysoko. Ale publiczność jak zwykle nie zawiodła. Braw już na drugim slajdzie nie spodziewałam się zupełnie :). Dzięki! :)
Zgodnie z obietnicą wrzucam swoją prezentację w wersji do oglądania i do pobrania. Jednocześnie, korzystając z okazji – gratuluję organizatorom fantastycznej konferencji i dziękuję za zaproszenie.

Wysokie Obcasy

15 maja 2011 | 17:44 |  | 

Po tym, jak we wczorajszych Wysokich Obcasach ukazał się wywiad, który przeprowadziła ze mną Agnieszka Jucewicz, muszę powiedzieć, że mam jeden z najfajniejszych weekendów w swoim życiu :). Tylu gratulacji wysłanych mailowo, sms-owo, składanych telefonicznie, w komentarzach na FB i na blogu nie przyjmowałam już dawno. Ostatecznie z tego wszystkiego zawiesił mi się telefon :). Dawno też nie nasłuchałam się TYLU komplementów! :) Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna za te fantastyczne, pozytywne emocje.
Ale chciałabym tu, na łamach bloga, oficjalnie za ten materiał podziękować też autorce wywiadu – Agnieszce Jucewicz – a zwłaszcza, w kontekście moich ostatnich doświadczeń z dziennikarzami, za jej profesjonalizm i rzetelność. Wróciła mi nadzieja, że mogę dziennikarzom odpowiadać na ich pytania – bez obaw, że moje własne odpowiedzi zostaną wykorzystane przeciwko mnie :).
I wreszcie – last but not least :) – gorąco dziękuję też fotografowi WO – Renacie Dąbrowskiej, która zrobiła mi piękne zdjęcia :).

Ikea – 50 lat razem

6 maja 2011 | 10:24 |  | 

Bardzo podoba mi się obecna kampania Ikei „50 lat Razem”. Mimo wielości komunikatów i formatów spójna, dowcipna, a jednocześnie mocno produktowa (wbrew pozorom te trzy rzeczy w kampaniach często się wykluczają). W ramach kampanii, w najnowszym Twoim Stylu (maj 2011) pojawiła się ciekawa reklama prasowa. Zdjęcie zamieszczam poniżej, choć na żywo reklama wygląda oczywiście lepiej. Te białe kółeczka, to autentyczne filcowe podkładki pod krzesła. Proste i fajne.

Czytaj dalej…

Mój komentarz do artykułu w Pressie

4 maja 2011 | 12:22 |  | 

W najnowszym numerze Pressu (5/2011) ukazał się artykuł „Wpisy sponsorowane” traktujący o nierzetelności blogerów. Zazwyczaj nie komentuję tego typu artykułów, ale ze względu na to, że w tekście pojawiło się również i moje nazwisko, w dodatku w kontekście, który jest mi zupełnie obcy zarówno prywatnie, jak i biznesowo, postanowiłam zabrać głos. Będzie krótko, bo w zdecydowanej większości zgadzam się z tym, co napisał już na ten temat Maciek Budzich.

Żeby było jasne – nie mam żalu do autorki tekstu o to, że poruszyła kwestię artykułów sponsorowanych na blogach. Nie ma co ukrywać, takie sytuacje się zdarzają. Jak napisał Maciek Budzich – blogosfera jest bardzo zróżnicowana i istnieją blogerzy, którzy angażują się (niestety) w tego typu aktywności. Żałuję natomiast, że autorka tekstu nie wspomniała o tym, że tak naprawdę tego typu działania są incydentalne i od razu weryfikowane przez innych blogerów (prym wiedzie tu przede wszystkim Rafi, który ze szczególną intensywnością piętnuje na swoim blogu tego typu akcje, ale też np. Paweł Opydo czy Mediafun).

Druga kwestia – to fakt, że blogosfera niewątpliwie się komercjalizuje. I tego nie unikniemy. Warto więc, zwłaszcza teraz, promować dobre standardy, nagłaśniać przykłady fajnych akcji, żeby także sami reklamodawcy mieli świadomość tego, czy akcje proponowane blogerom nie są nieetyczne (w razie jakichkolwiek wątpliwości, zarówno jedna, jak i druga strona przed każdą akcją powinna zadać sobie następujące pytania – czy to jest legalne? czy jest zgodne z prawem? czy to jest właściwie wyważone? czy jest sprawiedliwe dla wszystkich? jak wpłynie to na całość sytuacji? czy będę się czuć dobrze, gdy moja decyzja zostanie podana do publicznej wiadomości?). Właśnie tego promowania dobrych standardów zabrakło mi w tekście, a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że przejrzystość zasad blogerów z firmami (o którą od lat dba Maciek Budzich, publikując u siebie – co się w biznesie rzadko zdarza – pełne treści podpisanych umów) została w jakiś sposób wyszydzona – vide sformułowanie: „Maciej Budzich, prowadzący od lat blog.mediafun.pl, także zachowuje pozory niezależności.”

Po trzecie wreszcie, stawianie tezy, że zarabianie na blogach równa się utrata niezależności i wiarygodności jest, moim zdaniem, absurdalne. Nie będę się więcej nad tym tematem rozwodzić, bo pisałam już o tym przy okazji Blog Forum Gdańsk – odsyłam zatem do wpisu This is not a popularity contest, czyli relacja z Blog Forum Gdańsk i komentarzy, które pojawiły się pod tamtą notką.

A na koniec dodam tylko, że zarabianie na blogach na emisji reklam to mit :).

Poniżej treść maila, który wysłałam do autorki tekstu „Wpisy sponsorowane”: