Kolejkowe numerki
Zdecydowanie to pomysł, który powinien zostać zaimplementowany także i u nas. Tajlandzki wydawca książek przeprowadził pod koniec ubiegłego roku niestandardową kampanię pod hasłem „Enjoy the wait”. Chodziło o to, żeby zachęcić ludzi do czytania książek, więc komunikat (a dokładnie fragmenty książek) umieszczony został tam, gdzie ludzie czekają – ergo: się nudzą. Nośników było naprawdę sporo (naklejki podłogowe w miejscach, gdzie ustawiają się kolejki; specjalna aplikacja na telefon komórkowy i do internetu – ta ostatnia automatycznie włączała się, kiedy człowiek czekał, aż załaduje mu się np. film wideo), ale mnie najbardziej spodobało się wykorzystanie tzw. numerków kolejkowych (chodzi o te numerki, które pobieramy, kiedy czekamy na poczcie albo w urzędzie). Pomysł fajny nie tylko ze względu na swoją innowacyjność (nie słyszałam o wcześniejszym reklamowym wykorzystaniu tego nośnika), ale także dlatego, że czekając na swoją kolejkę, nieustająco spoglądamy na numerek. Skuteczność zauważenia/ zapamiętania komunikatu – gwarantowana :).
Nie mrugaj! – internetowa kampania Citroena DS3
O wykorzystaniu urządzeń reagujących na ruch gałek ocznych w reklamie OOH wspominałam w ubiegłym roku na konferencji Infoshare. W outdoorze takie rozwiązanie to wciąż jeszcze nowość, ale w internecie, to zupełnie co innego. Eyetracking stosowany jest tu od dawna, chociażby do poprawiania ergonomii stron. Ale z drugiej strony, eyetracking w reklamie internetowej wykorzystywany jest bardzo rzadko. Do tej pory nie trafiłam na żadną taką realizację. Do tej pory. Bo w grudniu ubiegłego roku (czyli niecały miesiąc temu :)) agencja EuroRSCG Brussels zastosowała tę technikę w najnowszej kampanii Citroena DS3.
Autorzy kampanii doszli do wniosku, że ludzie nie wiedzą, jak naprawdę wygląda Citroen DS3 (w chwili launchu kampanii na belgijskich drogach było zaledwie 4 000 takich samochodów). Wielka strata – stwierdzili – bo ogromną zaletą DS3 jest jego wygląd (podobno). I stworzyli aplikację, którą za pomocą kamery rejestrowała ruch gałek ocznych. Następnie umieścili ją na stronie, gdzie internauci stawali przed wyzwaniem – jak długo możesz patrzeć na Citroena DS3 bez mrugania okiem? Zadanie dodatkowo utrudniały wyskakujące okienka i zachęcające do mrugania. Mimo to w ciągu 10 dni w akcji wzięło udział ponad 60 tysięcy osób.
Poniżej film przedstawiający bardziej szczegółowo całą akcję. Polecam.
Zamień kluseczki…
Oto reklama, która codziennie rano straszy mnie (dosłownie) przy śniadaniu. I poważnie zastanawiam się, czy nie zgłosić jej do Rady Etyki Reklamy. Co to w ogóle ma być? Ja rozumiem, że niektóre kobiety chcą się odchudzać (i odchudzają się) i jest to ich osobisty wybór. Nie potępiam więc wszystkich reklam środków na odchudzanie. Ale najnowsza kampania Goodbye Appetite (btw: dość bezpośrednia inspiracja produktem GoodBye Cellulite NIVEA?) to moim zdaniem propagowanie anoreksji. Nie dość, że „szczupła” modelka wcale nie jest atrakcyjna – ma chorobliwie wysterczące (tak, to mój neologizm) kości biodrowe i zapadnięty brzuch, to najada się jednym groszkiem! Zatrważający pomysł zwłaszcza w obliczu prowadzonych (i nagradzanych) na świecie kampanii społecznych dotyczących zaburzeń odżywiania.
Likify, czyli ciąg dalszy wychodzenia FB poza sieć
Belgijska firma Boondoggle LifeLabs uruchomiła pod koniec października 2010 usługę www.likify.net (obecnie wciąż jeszcze w wersji beta). Usługa ta umożliwia każdemu wyprodukowanie własnego kodu QR. I pewnie nie byłoby w tym nic nowatorskiego, gdyby nie fakt, że automatycznie generowany, indywidualny kod QR połączony jest od razu z fanpagem na FB produktu lub usługi, które chcemy wypromować.
Działa to tak – wchodzimy na www.likify.net i generujemy nasz własny kod QR. Następnie umieszczamy kod na tym, cokolwiek przyjdzie nam do głowy – plakatach OOH, koszulkach, ulotkach, produkcie, witrynie sklepowej etc. Nasz konsument/ klient/ użytkownik, skanuje kod i tym samym „likuje” nasz produkt/ usługę etc., a informacja ta pojawia się na tablicy użytkownika na FB (co z kolei widzą jego znajomi :)). Likify śledzi każde skanowanie kodu, dzięki czemu producent ma dostęp do statystyk – ile osób lubi dany produkt, jaka jest ich lokalizacja etc.).
Technologię wykorzystał (testował?) na razie belgijski oddział Nike w kampanii Take Antwerp. W ramach akcji przygotowanych zostało 7 różnych kodów. Każdy z nich promował inną trasę do biegania. Zeskanowanie konkretnego kodu (umieszczonego m.in.. na witrynach sklepowych i plakatach) było równoznaczne z tym, że dany użytkownik lubi daną trasę.
Usługa jest bezpłatna, więc jeśli ktoś w Polsce zdecyduje się na jej komercyjne wykorzystanie – poproszę o info :).
Stopem przez Europę, ale tylko Mercedesem – aktualizacja (komentarz z JvM)
AKTUALIZACJA – 17/01/2011
Dodałam krótką rozmowę z Ann-Kathrin Geertz z Jung von Matt na temat kampanii. Polecam.
W połowie grudnia zakończył się bardzo fajny projekt zrealizowany wspólnie przez agencję Jung von Matt i Stefana Gburecka – fotografa i performera. Akcja pod hasłem „Tramp a Benz” miała pokazać, że człowiek może być jednocześnie wolny i bezpieczny na drodze. 30 listopada Stefan Gbureck wyruszył więc z Berlina w podróż po Europie. Stopem. Miał dotrzeć na południe kontynentu jak najszybciej i jak najbezpieczniej. Warunek był jeden – zatrzymywał wyłącznie… Mercedesy. Do Barcelony dotarł po niecałych 3 tygodniach – gdzie 17 grudnia zakończył się projekt. Podróż Stefana Gburecka można było śledzić na jego blogu (www.tramp-a-benz.com) oraz na profilu na FB (www.facebook.com/trampabenz); na Google Maps zaznaczane były miejsca, które Stefan odwiedził po drodze. Potencjał mediów społecznościowych nie został jednak przy tej akcji do końca wykorzystany – przykładem może być chociażby otwarcie kanału na YouTube i niewrzucenie tam ani jednego filmu. Szkoda, bo naprawdę super pomysł.
Co się wydarzyło w reklamie w 2010 roku – TOP10
Zanim 2011 na dobre się rozkręci, jeszcze szybkie (tradycji musi stać się zadość :)) podsumowanie ubiegłego roku.
Najlepsze i najgorsze kampanie, PR-owe wpadki, zaskakujący ambient, najdziwniejsze trendy – czyli moje prywatne TOP10 tego, co działo się w branży mediowo-reklamowej w 2010 roku.
subskrybuj








