„This is not a popularity contest”, czyli relacja z Blog Forum Gdańsk

13 grudnia 2010 | 13:12 |  | 


Wczoraj zakończyła się w Gdańsku pierwsza ogólnopolska konferencja blogerów, czyli Blog Forum Gdańsk. Atmosfera była gorąca, nie ukrywam, ale trudno się dziwić, skoro w jednym miejscu zgromadziło się 130 blogerów, tych najbardziej znanych i najbardziej wpływowych, m.in. Mediafun, Antyweb, Vagla (który oficjalnie powiedział, że za blogera się nie uważa :)), Igor Janke, Artur Kurasiński, Kominek, Eliza Mórawska i wielu, wielu innych. Konferencja trwała dwa dni, w ciągu których poruszonych zostało całkiem sporo tematów, choć jeden (kasa!) przewijał się szczególnie często. Poniżej krótkie podsumowanie tematów, które na BFG uznałam za najważniejsze.

Pierwszy dzień konferencji w całości poświęcony został wolności słowa. Zaproszeni tu zostali również zagraniczni blogerzy – Sami Ben Gharbia, który mówił m.in. o wolności słowa w Tunezji i Arzu Geybullayeva z Azerbejdżanu, która zasiadła obok Kominka i Olgierda Rudaka w panelu dyskusyjnym pt. „Czy blogerzy mogą być wolni?”. Niestety, panel dyskusyjny potoczył się w nieco innym kierunku niż oczekiwali zgromadzeni. Głównym punktem zapalnym było pytanie, czy bloger może być wolny, umieszczając na blogu reklamy. Moim zdaniem, nie ma co się oburzać, że panel potoczył się w tę stronę (btw: fantastyczne prowadzenie Vagli, jak zwykle zresztą – lubię poczucie humoru w tzw. wersji „twarz pokerzysty” :)). Żyjemy w Polsce 2010, a nie przed 1989 rokiem i nie mamy obecnie takich problemów, jakie mają blogerzy z Chin, Azerbejdżanu, Białorusi, Indii czy innych krajów, gdzie wolność słowa łamana jest stale. Kwestia komercjalizacji blogów jest nam dziś kwestią bliższą i co by nie mówić, ma ona także związek z wolnością słowa samych blogerów.

Na zdjęciu: Arzu Geybullayeva, w tle – Kominek. Fot.: Blog Forum Gdańsk

Oczywiście, po panelu wniosek nasuwał się taki, że blogerzy, którzy umieszczają reklamy na blogach (lub w ogóle współpracują z biznesem etc.), nie są wolni. Absurdalny wniosek! Blogerzy mają prawo zarabiać na swoich blogach. I zarabiają na nich (nie tylko na reklamach zresztą – ci, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach, występują w roli konsultantów, prelegentów etc.). Jeśli warunki współpracy są jasne i przejrzyste, w żaden sposób nie wpływa to na wolność/ niezależność samych blogerów. Zresztą – jeśli w jakikolwiek sposób współpraca taka miałaby przekładać się na nieoznaczone artykuły sponsorowane, marketing szemrany etc. (co sugerowali niektórzy uczestnicy forum) – czytelnicy natychmiast by to zauważyli. A wtedy bloger straciłby wiarygodność, twarz, ekspertyzę, swoją markę i dobre imię i w efekcie – czytelników. To strzał w kolano – kto o zdrowych zmysłach kiedykolwiek coś takiego by zaryzykował?!

Pierwszego dnia wystąpili też przedstawiciele świata nauki dr Jan Zając i dr Marta Olcoń-Kubicka. W swoim wystąpieniu Janek Zając poruszył dwie bardzo istotne kwestie – mianowicie, że w Polsce wśród blogerów w zasadzie nie ma zależności, jeżeli chodzi o płeć – jest tyle samo blogujących kobiet, co blogujących mężczyzn (to widać było także na sali, na oko było niewiele więcej mężczyzn niż kobiet). To wniosek bardzo ciekawy, bo na świecie 3/4 blogerów to jednak mężczyźni (stwierdzam z żalem). Po drugie – stwierdził, że w Polsce nie ma jednej blogosfery, ale jest wiele współistniejących blogosfer. Stwierdzenie odważne, być może kontrowersyjne (bo wywołało na sali lekkie poruszenie), ale ja osobiście zgadzam się z nim w 100%. Nie da się ukryć, że mamy w Polsce osobną blogosferę szafiarek, osobną osób piszących o kulinariach, osobną blogosferę polityczną (bardzo duży potencjał, żałuję, że nie było panelu poświęconego tylko tej kategorii), wreszcie blogosferę mi najbliższą – czyli piszącą o mediach, komunikacji i nowych technologiach. W ramach każdej blogosfery blogerzy znają się dobrze – czytają swoje blogi nawzajem, organizują wspólne akcje, uczestniczą w tych samych konferencjach. Blogerów spoza swojej blogosfery znają już trochę mniej i w mniejsze relacje z przedstawicielami takich odrębnych blogosfer wchodzą. To bardzo naturalne zresztą – mamy jakiś swój obszar zainteresowań i w nim się poruszamy.

Na zdjęciu: dr Jan Zając. Fot.: Blog Forum Gdańsk

Na temat wystąpienia dr Olcoń-Kubickiej nie będę się rozpisywać. Co prawda, nie do końca zgadzam się z Łukaszem Matusikiem, że bloger najlepiej wie, co pisze, o czym pisze i jak pisze – bo badania naukowe nierzadko dają tzw. pogłębiony i cenny insight, ale przywoływanie badań z roku 2001, 2006 i 2007 (przy czym nie były to jakieś strategiczne badania, które należałoby przywołać) jest nie fair wobec uczestników konferencji, zwłaszcza poświęconej tak dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, jaką jest internet i sama blogosfera.

Drugi dzień był dla mnie nieco bardziej aktywny, bo sama brałam udział w dwóch panelach – jednym dotyczącym przyszłości blogosfery (wspólnie z Antywebem, prowadzący Maciek Budzich) i drugim dotyczącym współpracy blogerów z PR-owcami, dziennikarzami i marketerami. Nie będę ich tu opisywać – mam nadzieję, że udało się Wam obejrzeć nasze dyskusje w transmisji na żywo. Na największą uwagę drugiego dnia zasługuje bowiem wystąpienie Briana Solisa.

Na zdj. uczestnicy panelu dot. współpracy blogerów z PR-owcami, dziennikarzami etc. Fot.: Blog Forum Gdańsk.

Po pierwsze, Brian Solis zadał kłam temu, co padło dzień wcześniej – że blogi umierają (btw: ile razy ta śmierć blogów była już przepowiadana :)). Największym zagrożeniem dla blogów mają być dziś media społecznościowe (podobno blogerzy przenoszą swoją działalność na Facebooka, blipa i Twittera). Brian Solis stwierdził, że owszem, Twitter/ FB sprawia, że jako bloger jesteś bardziej dostępny – ale samą rozmową (w dodatku ograniczoną do 140 znaków) nie jesteś w stanie zbudować ekspertyzy. To prawda. Ja dodam jeszcze od siebie, że blogerzy bardzo sprawnie wykorzystują FB/ Twitter/ blip i inne tego typu serwisy, ale przede wszystkim w celu promocji własnego bloga, monitorowania tego, co dzieje się online, o czym rozmawiają internauci i wreszcie – do większej i bardziej bezpośredniej interakcji ze swoimi czytelnikami.

Na zdjęciu: Brain Solis. Fot.: Blog Forum Gdańsk

Po drugie, Brian Solis stwierdził, że mamy dziś do czynienia z „an audience with audiences”. Bardzo celna uwaga. Na sali siedziało ponad 100 osób. Znacząca większość z nich z latopami na kolanach lub smartphone’ami w rękach. Wszyscy relacjonowali to, co działo się w Gdańsku cały czas – przez blipa i FB. Aktywność każdej z tych osób śledziła określona grupa osób, która też np. na FB – komentowała swoje odczucia.Taka publiczność z własną publicznością to całkiem niezłe wyzwanie :).

Po trzecie wreszcie – Brian Solis zwrócił uwagę na niezwykle istotną kwestię – na tzw. narcyzm blogerów, ale… nieco dobitniej. Mianowicie powiedział, że „the most popular bloggers sometimes become assholes”. Bardzo mocne i bardzo prawdziwe (ale na sali przeszło jakoś bez echa :)). Nie wiem, czy miał na myśli np. Michaela Arringtona z TechCruncha, który jakiś czas temu wsławił się swoim raczej niefortunnym wywiadem z Carol Bartz, prezes Yahoo (dla tych, którzy nie słyszeli o tym casie – Arrington zaczął wywiad słowami: „So how the fuck are you?” i w tej pozycji był przez jakieś 3 minuty, Carol Bartz wypunktowała go tak, że wyglądał jak mały chłopiec – polecam obejrzenie tego wywiadu na YouTube :)). Takie tendencje możemy od czasu do czasu obserwować też w naszym światku. Nic dziwnego, to bardzo ludzkie. Popularność daje czasem poczucie tzw. wszechmocy. Ale jak mówi Solis – this is not a popularity contest, this is an influence contest. Mam nadzieję, że jako blogerzy będziemy o tym pamiętać. Że nie chodzi o ilość, ale o jakość. I że bycie autorytetem albo wpływową osobą to przywilej, który nie jest nam dany raz na zawsze.

I to tyle podsumowań. Brawa jeszcze dla organizatorów – miasta Gdańska i agencji CityBell – za pomysł takiej konferencji i jej fantastyczną realizację.

Zdjęcia na głównej i we wstępniaku – Blog Forum Gdańsk.

Podobne wpisy:




Komentarze

18 komentarzy do “„This is not a popularity contest”, czyli relacja z Blog Forum Gdańsk”
  1. Witam,

    Dziękuję za wzmiankę :) Co do Pani Doktor, to sprawa jest nieco bardziej zawiła. Badania może i coś pokazują, ale moim zdaniem to jednak „blogujący jest blogerem” i nic mu nie trzeba udowadniać. Suche fakty oparte na liczbach to co najwyżej ciekawostka. Takie są moje odczucia.

    Sama konferencja była bardzo udana. Mam nadzieję, że za rok znów się spotkamy razem z Gdańsku.

    Pozdrawiam Pani Natalio,
    Łukasz Matusik

  2. Polski język , obciachowy język?

  3. No to trochę zaczynam się bać, jeśli „blogujący jest blogerem” i „nic mu nie trzeba udowadniać”. Jako temat do przemyśleń proponuję „Dlaczego warto rozmawiać o definicji „bloga”, czyli projekt noweli Prawa prasowego trafił na posiedzenie rządu” http://prawo.vagla.pl/node/9295

    Pozdrawiam serdecznie
    v.

  4. h2ols pisze:

    hmmm… dla mnie zarówno zawodowi dziennikarze [których rzekomy status także jest wątpliwy, skoro są to po prostu liniowi pracownicy mniejszych lub większych firm medialnych], jak i blogerzy [zgadzam się z Vaglą] chorują na ta samą przypadłość, czyli próbę wyrożnienia się na siłę… a przecież parafrazując pana Rortyego, to tylko [i aż] odmienne sposoby pisania

  5. pluton_1 pisze:

    ‘Konferencja trwała dwa dni, w ciągu, których poruszonych zostało całkiem sporo tematów, choć jeden (kasa!) przewijał się szczególnie często’

    Krzysztof Leski w swoim blogu odnośnie zarabiania pieniędzy (na blogu) napisał tak: ‘zahamowania etycznej natury mam. Słusznie czy nie – grunt, że mam’ a gw1990 też wydawał się tez mieć rozterki moralne: ‘Czy ja nie chcę? Owszem, ale chyba nie w związku z pisaniem na blogu (obydwaj relacjonowali Blog Forum na Salonie24).

    Otóż, jeżeli chodzi o zarabianie pieniędzy to wydaje się, że blogerzy stoją w tej chwili przed tym samym problemem, co sportowcy wiele lat temu. Na początku, jeszcze w czasach barona de Coubertin (i przez wiele kolejnych lat), też były rozterki moralne. Czy sportowiec może zarabiać pieniądze na uprawianiu sportu? Czy to jest etyczne? W końcu problem został rozwiązany poprzez odróżnienie sportu amatorskiego od sportu zawodowego. Widać to dobrze na przykładzie futbolu. Piłkarz zawodowy na graniu w piłkę zarabia na życie. Im lepszy piłkarz tym lepsze zarabia pieniądze. I nie ma w tym nic nieetycznego. Są też piłkarze amatorzy. Dla nich gra w piłkę to hobby a na życie zarabiają wykonując inny zawód.

    Myślę, że problem ten dotyczył nie tylko sportowców. Pierwszy lekarz, czy pierwszy architekt też pewnie utrzymywali się z wykonywania innej pracy niż leczenie czy projektowanie domów. A branie wynagrodzenia za wyleczenie współplemieńca czy zaprojektowanie mu szałasu wydawało im się nieetyczne.

    I podobnie chyba jest z blogerami. Są tacy, dla których prowadzenie bloga jest już ‘zawodem’ (sposobem na życie i zarabianiem pieniędzy na to życie) i są tacy, dla których pisanie bloga to swojego rodzaju hobby. Pierwsi i drudzy piszą, bo lubią, bo umieją, bo mają coś do powiedzenia. Albo przynajmniej tak uważają :).

    A różnica jest taka, że ci pierwsi z tego żyją a ci drudzy utrzymują się z innej pracy. Czy jedno jest mniej lub bardziej etyczne niż drugie?

  6. Michał pisze:

    Czy ktoś może nagrywał to?

  7. Ciekawe kiedy następna taka konferencja.
    Niestety na tą nie mogłem dotrzeć a z tego co przeczytałem w różnych relacjach było naprawdę ciekawie.
    Są gdzieś dostępne nagrania z poszczególnych paneli ?

    • Natalia Hatalska pisze:

      @Michał, Paweł – transmisja była live. Nie wiem, czy będzie dostępna również w formie nagrania archiwalnego. Polecam sprawdzać stronę http://www.blogforumgdansk.pl/. Jak czegoś się dowiem w tym temacie, dam znać. Pzdr, Natalia

  8. h2ols pisze:

    @Pluton: dlatego blogerzy musza uwazac min. na zagrozenia, ktore dotykaja wyczynowych sportowcow [Sloterdijk o kolarstwie: amator a zawodowiec: http://www.spiegel.de/international/europe/0,1518,565111,00.html jesli pojawia sie doping w postaci $ istnieje ryzyko, ze zacznie sie pisanie dla tego dopingu, nie zas dla samego pisania [tak, wierze w iluzje Benklera w postaci sieciowego sharing nicely:D][to troche jak z rozwojem serwisow internetowych: najpierw wieszasz cos dobrego, swiezego zeby przyciagnac "ruch", pozniej wieszasz cokolwiek, byleby powiesic reklame;D] [moze dodatkowa metafora wynikajaca z moich biegowych doswiadczen i refleksji o bieganiu w stylu "Murakami o bieganiu":1. zawodowy maratonczyk biega zeby z kazdym dniem byc lepszym, poniewaz to wprost przeklada sie na jego wynik finansowy (nie wyklucza to pasji, fajnie jest robic w zyciu to co sie lubi); 2.natomiast maratonczyk-amator biega zeby z kazdym dniem byc lepszym na miare swoich mozliwosci 3.kiedy przychodzi moment znuzenia, braku progresu, kontuzja, etc. biegacz-amator moze podjac decyzje ostatecznego rozbratu z bieganiem, gdy analogiczna sytuacja spotka zawodowca, istnieje ryzyko ze wbrew rozsadkowi, radom fachowcow,itp. bedzie biegal na sile lub poszuka drog na skroty(bo kontrakty, sponsorzy, etc.)]

  9. Marcin pisze:

    Cieszę się, że mogłem Cię poznać osobiście Natalia! :)

  10. Tzn. jak już zarabiam na blogu to niszczę wolność i jestem sprzedajny? Powoli…
    dobrze że mnie tam nie było (urlop), bo by drzazgi leciały.
    http://www.gadzinowski.pl/blogerzy-blogosfera/

  11. iks pisze:

    „Absurdalny wniosek”, „czytelnicy natychmiast by to zauważyli”.
    Z taką argumentacją trudno dyskutować.
    Powiem tylko, że PODWÓJNIE ABSURDALNE jest twierdzenie, że wiarygodność czyjejś wypowiedzi ZAWSZE weryfikowana po pierwsze: jest, a po drugie: skutecznie.
    Być może autorce da coś do myślenia to, że w US karalne jest ukrywanie przed słuchaczami, kiedy za puszczanie danego utworu muzycznego stacja radiowa otrzymuje wynagrodzenie.

Trackbacks

Co inni piszą o tym poście
  1. [...] „This is not a popularity contest”, czyli relacja z Blog Forum Gdańsk – hatalska.com [...]

  2. [...] Hatalska Pluton_1 zamieścił u mnie na blogu bardzo cenny komentarz. Obecną dyskusję na temat tego, czy blogerzy mogą zarabiać na blogach porównał do toczonej [...]



Dodaj komentarz

More in Internet (21 of 79 articles)