Pufa dla malucha, czyli experiential marketing wg Skody
Fajny przykład z tzw. kategorii experiential marketingu, który „ustrzeliłam” w miniony weekend w Cinema City w Gdańsku. Przy wejściu do sali kinowej Skoda ustawiła stojaki, z których można pobrać przygotowane specjalnie dla dzieci siedziska (dzięki nim dzieci nie zapadają się w fotel, siedzą wyżej i lepiej widzą ekran). Akcja realizowana jest w ramach programu Skody „Wiesz, co dobre”. Abstrahując od fajności pomysłu, zastanawiam się, jak daleko czasem trzeba w niestandardach odejść od swojego podstawowego obszaru działalności, żeby zwrócić uwagę. A jednocześnie, mimo wszystko, zachować spójność (samochód – kino, dwa odległe tematy, ale skojarzenia takie, jak trzeba – wygoda/dziecko/rodzina). I tylko jedną mam uwagę do tej akcji – rozumiem, że „pufa dla malucha” dobrze się rymuje, ale w języku polskim istnieje wyraz „puf”, nie: „pufa”. Chyba że coś się zmieniło, a ja o tym nie wiem.
Skoda: Pufa dla malucha
Podobne wpisy:
- Skoro dla starszych dzieci, to może być erotycznie
- I tylko jeszcze logo trzeba powiększyć…
- Shockvertising: seks, obrzydzenie i tabu w reklamie
- Prosto z rynku: Doda i lody Koral
- Papierowa torebka, czyli przygotuj się na mocną imprezę
subskrybuj










Tyle, że „Puf” potocznie się nie używa. Myślę, że wtedy większość by zwróciła uwagę na to, że reklama jest z błędem nie widząc do końca, że to prawidłowe określenie. Jak to mówią – jeśli wejdziesz między wrony musisz krakakć jak one. A reklama ewidentnie jest do masowego odbiorcy…
Paulina,
zupełnie się z Tobą nie zgodzę. Jeśli chodzi o poprawność językową, to istnieje coś takiego jak wzorcowa polszczyzna oraz potoczna polszczyzna. Ta ostatnia dopuszcza wiele sformułowań, które w wypowiedziach publicznych nie są dopuszczalne. Np. akcentowanie na drugą od końca w wyrazach typu – „pojechaliśmy” czy „matematyka”. Ale takie odstępstwo zawsze zaznaczone jest w słowniku i w związku z tym, dopuszczalne. W przypadku wyrazu „puf” takiego oznaczenia w słowniku nie ma, jest to więc zwykły błąd. Taki sam, gdyby ktoś napisał „tą książkę” (zamiast „tę książkę”) czy „tych kafelek” (zamiast „kafelków”). A skoro jest to błąd, to nic go nie tłumaczy. Copywriterzy, gdy mają wątpliwości, powinni dzwonić do Poradni Językowej. Działa na każdym uniwersytecie. Tyle. Pzdr, Natalia
Pytanie, czy autorzy reklamy popełnili błąd nieświadomie, czy świadomie. Bo jeśli zrobili to z zamysłem (chociażby z powodów wspomnianych w artykule – choć IMO bardziej chodzi o rytm sloganu niż o rym), to jednak nie ma się co czepiać. Wszak reklama z językiem robiła już cuda – i chyba jej wolno.
Zgodzę się z przedmówcami – w reklamie klient jest królem i władcą, więc jeśli łatwiej będzie mu skojarzyć dane słowo to jak najbardziej można go użyć.
A tak swoją drogą w boksie Google po prawej stronie mam śliczne „Pufa Ikea” ;)
Czy należy używać „puf” w sytuacji, gdy jest ono co prawda w słowniku, ale nikt nie zna tej formy? Ja na przykład teraz czytam o niej po raz pierwszy w życiu, podczas gdy z „pufą” zetknąłem się już nieraz.
Wręcz nie rozumiem czasem filozofii w myśl której radosną twórczość autorów słowników zupełnie nie przystającą do rzeczywistości językowej należy wyżej cenić nad to, jak ludzie na prawdę mówią.
Akcja fajna. Szkoda tylko że design niezbyt oryginalny. Pozdrawiam!
Skoda też nie ma mega-atrakcyjnego designu :)
Byłam z dziećmi w kinie, wypróbowaliśmy, przydatny gadżet.
Myślę, że w słownikach na pewno zostanie wprowadzona zmiana dotycząca pufy, bo tak naprawdę to wyraz pufa jest używana powszechnie. Copywriterzy też mogli być o tym przekonani, więc trudno żeby dzwonić do poradni językowej gdy jest się przekonanym o prawidłowym użyciu słowa.
Niestety „Pufa” bardzo zabolała mnie w oczy. Nie wierzę, żeby taka wersja była powszechna. Tym sposobem myślenia możemy stwierdzić, że powszechne też się robią zwroty: „pora” (zamiast „por”), „poszłem”, czy ostatnio popularne „nie weszłeś” (a może to się razem pisze:D?)
Moim zdaniem zamiast zmieniać słownik lepiej nauczyć się poprawnej formy.
Pozdrawiam:)