O memach, w kontekście krzyża

10 sierpnia 2010 | 13:24 |  | 


Spektakl, który od tygodnia dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, jest naprawdę żenujący. Ponieważ ten blog jest o komunikacji marketingowej, a nie o polityce, nie mam zamiaru zajmować tu żadnego stanowiska (choć, jak pisałam wcześniej na FB – w Gdyni krzyż stoi przed Urzędem Miasta, w Gdańsku przed stocznią – nie jeden zresztą, ale trzy – i nie słyszałam, żeby komukolwiek przez myśl przeszło, żeby przeciwko tym krzyżom urządzać demonstracje; BTW: w Warszawie krzyż trzyma Zygmunt na Placu Zamkowym i jakoś nikt przeciwko temu nie protestuje…). Ale ten społecznie żenujący spektakl, jest jednocześnie arcyciekawy w kontekście nowej nauki – memetyki. A memy, z kolei, to już zjawisko kulturowe i bardzo bliskie marketingowi, więc dwa słowa wprowadzenia na ten temat.

Słowo mem pojawia się ostatnio coraz częściej w różnych publikacjach, także popularno-naukowych, a nawet w potocznym języku. Wymyślił je jednak i po raz pierwszy użył w latach 70. Richard Dawkins w swojej książce „Samolubny gen”. Mówiąc krótko, mem to zaraźliwa idea, informacja. Mówiąc nieco dłużej – to jednostka uznana, obok genu, za drugi replikator. Przy czym gen, jak wiemy, przenosi informacje biologiczne (kolor oczu, włosów, kształt nosa etc.), a mem – informacje kulturowe, czyli np. mody, religie, poglądy polityczne etc. Ze względu na silną „zaraźliwość” memy można porównać też do wirusów – celem jednych i drugich jest wytworzenie jak najwięcej własnych kopii (przy czym memy wytwarzają kopie w umysłach innych ludzi – stąd biorą się wszelkiego rodzaju mody na iPhone’y, buty Crocsy, Facebooka etc.).

Memy rozprzestrzeniane są na dwa sposoby – wertykalnie (czyli z pokolenia na pokolenie, np. wiarę i poglądy polityczne najczęściej przejmujemy od naszych rodziców) albo horyzontalnie (czyli w ramach jednego pokolenia, np. znajomy mówi nam o tym, że Incepcja to super film i koniecznie trzeba się na niego wybrać).

Generalnie memy działają niezależnie od genów. Ale gdy memy rozprzestrzeniają się wertykalnie (ze starszego pokolenia na młodsze), wtedy zawsze działają na korzyść genów. Korzyścią genów, jak wiadomo, jest reprodukcja. W związku z tym wszystkie zachowania, które do reprodukcji nie prowadzą – czyli np. homoseksualizm, antykoncepcja, masturbacja etc. – z punktu widzenia genów są błędem (podkreślam, że to – samolubny – punkt widzenia genów – nie chodzi o nasze przekonania, świadomość etc.). Ponieważ geny nie wytworzyły żadnych zabezpieczeń zapobiegających tego typu zachowaniom, z pomocą przychodzą im memy związane z seksem i piętnowaniem zachowań nieprowadzących do reprodukcji. Takie memy są niezwykle silne i rozprzestrzeniają się bardzo szeroko (memem jest np. przekonanie, które doskonale znają młodzi chłopcy – od częstego masturbowania wyrastają włosy na rękach, albo można oślepnąć :)). Równie szeroko rozprzestrzeniają się memy związane z przetrwaniem – czyli oprócz seksu, te dotyczące jedzenia oraz strachu/ niebezpieczeństwa (vide: obecna kultura strachu!).

Środowisko memów jest środowiskiem niezwykle konkurencyjnym (codziennie docierają do nas tysiące informacji, tylko nieliczne przedostają się do naszej głowy, z których jeszcze mniej przekazujemy dalej). Z tego powodu memy „organizują się” w tzw. mempleksy – dzięki którym mają większą szansę na przetrwanie. Susan Blackmore (jedna z głównych „memetyczek”) twierdzi, że mempleksami są np. religie. I faktycznie, w różnych religiach można spotkać zasady, które mają zapewnić tzw. korzyść genetyczną – np. w judaizmie szczegółowo opisane są wszystkie kwestie związane z jedzeniem, w tym rytualne mycie rąk przed posiłkiem. Konieczność mycia rąk wymagana  religią jest bardziej skuteczna (więcej osób, zgodnie z zasadami wiary, umyje ręce). To po pierwsze. Po drugie – wymagane w ten sposób mycie rąk zapobiega wielu chorobom i tym samym… zapewnia genom przetrwanie.

Według Blackmore religia i poglądy polityczne to jedne z najsilniejszych memów, bo udają one nasze własne przekonania i nasze własne opinie. Nie do końca się z tym zgadzam, bo wiąże się z tym również kwestia wolnej woli (Blackmore twierdzi, że jej nie mamy – że w rzeczywistości rządzą nami memy). W jednym z ostatnich rozdziałów Blackmore napisała, że ludzie to „poor overstretched physical systems who work for the propagation of the memes.” Czytając wtedy tę książkę, dopisałam na marginesie ołówkiem „co za głupota, to sugeruje, że memy są mądrzejsze od ludzi!”. Ale kiedy dziś patrzę na to, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu (oraz w komentarzach na FB) jestem naprawdę skłonna się z nią zgodzić, że większość występujących tam osób to nie myślące jednostki, ale tzw. maszyny memowe, które wykonują polecenia… memów.

Tyle tytułem wstępu na dziś. Do tematu memów z pewnością jeszcze wrócę – w nieco bardziej marketingowym wymiarze. Jako marketerzy wykorzystujemy bowiem memy i mempleksy w reklamie. A jako konsumenci nieustannie im się poddajemy.

Jeśli ktoś byłby tematem memów zainteresowany bardziej, polecam kilka pozycji:

  • Susan Blackmore, The Meme Machine (wiem, że jest polskie tłumaczenie – Maszyna memowa, ale ja czytałam oryginał – stąd polecam wersję angielską)
  • Richard Brodie, Virus of the Mind: The New Science of the Meme
  • Aaron Lynch, Thought Contagion: How Belief Spreads Through Society

Definicja memu wg Richarda Dawkinsa (Samolubny gen, 1998):

Przykładami memów są melodie, idee, obiegowe zwroty, fasony ubrań, sposoby lepienia garnków lub budowania łuków. Tak jak geny rozprzestrzeniają się w puli genowej, przeskakując z ciała do ciała za pośrednictwem plemników lub jaj, tak memy propagują się w puli memów, przeskakując z jednego mózgu do drugiego w procesie szeroko rozumianego naśladownictwa. Jeśli naukowiec przeczyta lub usłyszy jakiś dobry pomysł, przekazuje go kolegom i studentom. Wspomina o nim w artykułach i na wykładach. O propagowaniu się nośnej idei można powiedzieć wtedy, gdy przenosi się ona z mózgu do mózgu. N. K. Humphrey podsumował wstępną wersję tego rozdziału taką oto trafną uwagą: ,,(…)memy należy traktować jako struktury żywe nie tylko w sensie metaforycznym, ale i dosłownym. Gdy wprowadzasz do mojego umysłu płodny mem, to tak jakbyś umieścił w nim pasożyta, wykorzystując mój mózg jako narzędzie do rozprzestrzeniania memu w dokładnie taki sam sposób, w jaki wirus podporządkowuje sobie aparat genetyczny komórki gospodarza.”

Zdjęcie we wstępniaku i na głównej: memehuffer.typepad.com

Podobne wpisy:




Komentarze

10 komentarzy do “O memach, w kontekście krzyża”
  1. mbuklad pisze:

    Z memami i tłumem jest bardzo podobnie.
    Gdy wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli za wiele.

    Ludzie często nieświadomi stosują uproszczone schematy myślenia. Jeśli większość otoczenia (podobnego do mnie) walczy o krzyż, znaczy to, że taka jest właściwa postawa.

  2. pluton_1 pisze:

    Dzisiaj głos krytyczny. No, częściowo krytyczny. Bo całkowicie zgadzam się z tym, że ostatnie wydarzenia pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu to bardzo przykra sprawa.

    Natomiast nie zgadzam się, że memy wyjaśniają to zamieszanie. Ostatnie wydarzenia wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu należy rozpatrywać nie w kontekście memów, ale w kontekście działań polityków. I żeby była jasność, polityków Platformy. To oni ‘wypuścili tego dżina z butelki’ z wiadomych jedynie sobie powodów (obawa przed utrwaleniem pamięci o prezydencie Lechu Kaczyńskim?). Dopóki prezydent Komorowski nie zażądał usunięcia krzyża, to krzyż ten nikomu nie przeszkadzał i nikt go nie profanował. Wręcz odwrotnie, ten prosty, drewniany krzyż łączył Polaków w pamięci o ofiarach katastrofy w Smoleńsku Dopiero wypowiedź prezydenta Komorowskiego dla Gazety Wyborczej o konieczności jego usunięcia, sprowokowała uwłaczające zajścia.

    Sprzeciw budzi również przedstawianie memetyki jako nowej nauki. Wydaje mi się to stwierdzeniem na wyrost. Koncepcja memów to jedynie hipoteza, jak na razie nie udowodniona empirycznie teoria. Być może są a być może ich nie ma. Istnienia memów nikt jeszcze nie udowodnił. Ponadto teoria o memach nie jest konieczna do wyjaśnienia mechanizmów kulturowego rozwoju. Procesy przekazywania idei można również wyjaśnić bez uciekania się do memów.

    Inaczej przedstawia się sprawa z genami. Tylko geny wyjaśniają mechanizm przekazywania cech dziedzicznych. Ponadto geny istnieją realnie: fizycznie, chemicznie i biologicznie. Zostało to udowodnione doświadczalnie. Toteż stwierdzenie, ‘że [mem] to jednostka uznana, obok genu, za drugi replika tor’ nie wytrzymuje krytyki. W literaturze naukowej jest wiele głosów przeciwnych koncepcji memów.

    I jeszcze jedna sprawa. Koncepcja memów powstała na zasadzie analogii w stosunku do teorii genów (gdy ta była jeszcze teorią). Jednak zasada analogii nie zawsze się sprawdza. Tak było z teorią ‘eteru’ . Chodziło o to, aby wyjaśnić mechanizm rozchodzenia się fal elektromagnetycznych. Ponieważ fale akustyczne rozchodzą się w powietrzu, wymyślono ‘eter’, teoretyczny ośrodek, w którym miały się rozchodzić fale elektromagnetyczne. Jednak istnienia ‘eteru’ nigdy nie udowodniono. W końcu okazało się, że fale elektromagnetyczne nie potrzebują żadnego ośrodka do rozprzestrzeniania się.

    Powyższe uwagi o memach i genach przedstawiam na podstawie książki Alistera McGratha’a „Dawkins’ God: Genes, Memes and the Meaning of Life”(BTW – A.McGrath tak jak R.Dawkins jest również profesorem Uniwersytetu w Oksfordzie, a jednocześnie zdecydowanym krytykiem koncepcji R. Dawkinsa).

    Ps.:Teoria ‘eteru’, o której wspominam nie ma nic wspólnego z gazem o nazwie eter, który niegdyś używano do usypiania pacjentów podczas operacji.

    • Natalia Hatalska pisze:

      Bardzo cenne uwagi, świetny komentarz – mimo że prezentujący racje drugiej strony (w kontekście memów, od strony politycznej pełna zgoda :)).
      Dwa słowa więc z mojej strony.

      Istnienie memów trudno udowodnić „namacalnie”. To nie są jednostki fizyczne – ale myśli, idee, pomysły, informacje. Jeśli coś nie istnieje fizycznie, to nie oznacza to, że nie istnieje to w ogóle. Richard Brodie (Virus of the Mind) idzie zresztą jeszcze dalej (uwaga, wkraczam na teren filozofii i fizyki kwantowej – wbrew pozorom te dwie nauki są bardzo blisko siebie) – i sugeruje, że świat, który znamy, nie istnieje w ogóle. Skąd taki pomysł? Otóż najpierw byliśmy przekonani, że najmniejszy składnik materii to atom. Potem odkryliśmy, że atom składa się z protonów, neutronów i elektronów. Dziś jesteśmy w stanie podzielić nawet protony i neutrony. Fizycy umieją opisać zachowanie tych subatomowych komponentów, ale problem polega na tym, że te komponenty nie zachowują się jak materia. Nie zachowują się nawet jak energia. Zasada niepewności Wernera Heisenberga mówi, że tak naprawdę dalsze mierzenie tych komponentów nie jest możliwe bez… ich zmieniania. Co w konsekwencji oznaczać może, że tak naprawdę komponenty te nie istnieją w określonym czasie i miejscu (sic!), dopóki nie zechcemy ich zmierzyć.

      Jeśli chodzi o analogię memów do genów, to nie chodzi o wykazanie tu chemicznego/ fizycznego/ biologicznego istnienia tych pierwszych, ale o nawiązanie do ewolucji. Memy ewoluują dokładnie tak jak geny, czyli spełniają 3 podstawowe warunki procesu ewolucyjnego: dziedziczność (myśl/ zachowanie, które jest kopiowane), zmienność (memy kopiowane są – tak jak geny – z błędami/ wariacjami etc.) oraz selekcja (tylko niektóre zachowania/ myśli są kopiowane z sukcesem; sukces oznacza tu największą liczbę kopii).

      I wreszcie ostatnia podniesiona przez Ciebie kwestia. Czy memetyka to nauka. W świecie naukowym, żeby jakaś teoria została uznana za naukowo uzasadnioną musi spełnić dwa warunki. Po pierwsze – teoria ta musi wyjaśniać istniejące zjawiska lepiej niż dotychczasowe teorie (lepiej w znaczeniu bardziej dokładnie i bardziej ekonomicznie). Po drugie – musi prowadzić do przypuszczeń, które są sprawdzalne i które po sprawdzeniu okazują się prawdziwe. Idealnie jest, jeśli dodatkowo okażą się także zupełnie niespodziewane. Moim zdaniem, memetyka wiele zjawisk w taki właśnie sposób wyjaśnia (np. dlaczego człowiek jako jedyny gatunek na Ziemi ma taką wielką i ciężką głowę – fakt zupełnie nieuzasadniony z punktu widzenia przetrwania).

      I na koniec jeszcze jedno. Pełna zgoda co do tego, że memetyka to nauka nowa i kontrowersyjna. Jako taka, żeby została powszechnie zaakceptowana, musi przejść przez 4 stadia (przez te stadia przechodzą wszystkie rewolucyjne naukowe stwierdzenia – łącznie z tym, że Ziemia kręci się wokół Słońca a nie na odwrót :)). Te stadia to:
      1. marginalizacja
      2. ośmieszenie
      3. krytyka (moim zdaniem, w przypadku memetyki jesteśmy obecnie na tym etapie)
      4. akceptacja.

      I to tyle. Wielkie dzięki za ten naukowy dyskurs :)

      Pzdr, N.

      • {o} pisze:

        Memetyka na 3. etapie? To zupełnie jak kreacjonizm! Mam nadzieję, że widzisz, iż te 4 etapy to nie jest argument merytoryczny, tylko zabieg erystyczny.

        Jak dla mnie, teoria samolubnego genu to tylko filozoficzna interpretacja zjawisk biologicznych. A Teoria samolubnego memu, to jej niematerialny klon – bo nawet Dawkins ma potrzebę wierzenia w coś niematerialnego. Ot – ulepił sobie złotego cielca.

      • Jarek pisze:

        winno być: „zasada nieoznaczoności”

        pozdrowienia :-)

        • Natalia Hatalska pisze:

          Dzięki. Ja generalnie zawsze mam problem z polskimi nazwami, bo 95% książek czytam po angielsku i potem znam angielską terminologię (w tym przypadku „uncertainty principle”), którą na własny użytek, po swojemu, tłumaczę na polski :). Pzdr, N.

  3. Jarek pisze:

    A’propos wolnej woli – wydaje mi się, że to nie kwestia tego czy ją mamy czy nie, ale raczej jak z niej korzystamy. myślę, że nie można uogólniać – silne osobowości dokonują przeważnie świadomych („przeważnie”, bo założę się, że część zachowań/działań zawsze ma swoje źródło w memach :)) wyborów a działania słabszych charakterów podyktowane są memami. Myślę, że to kwestia uświadomienia sobie, że posiadamy wolną wolę i wystarczy tylko zdobyć się czasem na odwagę i skorzystać z niej. Chyba, że faktycznie memy tkwią tak głęboko w podświadomości,że nie jesteśmy w stanie się temu oprzeć… :) zwłaszcza jeśli są czymś żywym (a co za tym idzie pewnie i ewoluującym a jeśli ewoluującym to zapewne w sposób dopasowany do „żywiciela”) na kształt pasożytów czy wirusów, zgodnie z opisem Humphrey’a…

Dodaj komentarz

More in Różne (37 of 110 articles)