Uwaga! Człowiek na billboardzie! TOP10

28 sierpnia 2010 | 20:01 |  | 

W tym roku w Cannes, w kategorii Film (szczerze mówiąc, nie wiem czemu akurat w tej – to outdoor, jakby nie patrzeć) srebrny lew przypadł w udziale kampanii zrealizowanej dla rachunków depozytowych ING. W ramach kampanii, do autobusu jeżdżącego po mieście przyczepiony został żywy człowiek, który informował przechodniów (i przejeżdżających), że ma konto w ING i nie płaci za nie ani grosza. Podobno był to jeden z zadowolonych klientów ING.
Kiedy opowiadałam o tej kampanii ostatnio na jednym ze spotkań, padło stwierdzenie, że to kampania bardzo kontrowersyjna. I że może być odebrana negatywnie. Nie mogłam się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Ale kiedy wyszłam ze spotkania, zaczęłam ryć swoją bazę w poszukiwaniu innych ludzi na billboardach. I co się okazało? Znalazłam co najmniej kilkadziesiąt innych przykładów i to w najróżniejszych branżach (poczynając od spożywczej, a skończywszy na samochodowej). Oczywiście, nie zawsze byli to żywi ludzie (w niektórych przypadkach – na szczęście!), ale manekiny do złudzenia ich przypominające. Cóż, jak widać, kontrowersja zwraca uwagę, a ludzie są w stanie naprawdę wiele zrobić dla reklamy. Poniżej moje TOP10 najlepszych realizacji z ludźmi na billboardach. Dalibyście się tak powiesić?

Czytaj dalej…

Wpłyń na swoją wyobraźnię

28 sierpnia 2010 | 17:59 |  | 

Co prawda lato się już kończy (w Trójmieście, moim zdaniem, jest już październik) i pewnie kąpać będziemy się coraz rzadziej (w jeziorze oczywiście!), ale to akcja, o której warto wspomnieć. Agencja Change Integrated we współpracy z WOPR prowadzi kampanię społeczną mającą na celu uświadomienie Polakom ryzyko utonięcia. Na początku sierpnia, w blisko 50 najpopularniejszych kąpieliskach na Warmii i Mazurach umieszczony został na wodzie charakterystyczny obrys postaci. Ten dość kontrowersyjny symbol, który jednoznacznie kojarzy się z ludzkimi zwłokami, będzie pływał na wodzie do końca wakacji. Bezpośrednim bodźcem do przeprowadzenia akcji były lipcowe statystyki. W porównaniu z lipcem 2009 tegoroczna liczba utonięć była wyższa o ponad 30%. Tylko w jedną niedzielę, 18 lipca, utonęło aż 28 osób.

Czytaj dalej…

Dwaj studenci i drukarka HP

23 sierpnia 2010 | 17:28 |  | 

W ubiegłym roku, w ramach D&AD Students Awards brief konkursowy przygotowało HP. Biorący udział w konkursie mieli za zadanie: „present an idea which promotes HP Workstations ability to bring to life anything the creative mind can conceive.” Drugą nagrodę zdobyli wówczas Matt Robinson i Tom Wrigglesworth, którzy przygotowali niesamowitą animację, wykorzystując wydruki z drukarek HP. W tym roku HP poprosiło Matta i Toma, żeby przygotowali sequel tamtego filmu przy wykorzystaniu tej samej techniki (filmy nagrywane są w czasie rzeczywistym, przyspiesza się je potem komputerowo – nagranie tegorocznego filmu zajęło chłopakom tydzień). Obydwa filmy zamieszczam poniżej. I nie ukrywam, że rzadko zdarza mi się oglądać coś tak dobrego.

Czytaj dalej…

Odpowiedź z Facebooka w sprawie statystyk

19 sierpnia 2010 | 17:14 |  | 

Nie sądziłam, że mój ostatni wpis – Facebook poza internetem – wywoła TAKĄ burzę :). Ku mojemu rozczarowaniu jednak, dyskusja nie dotyczyła reklam, ale statystyk oglądalności Facebooka. We wpisie podałam bowiem, że: primo – na świecie liczba użytkowników FB przekroczyła 500 mln, secundo – w Polsce liczba użytkowników FB wynosi blisko 6,5 mln (Megapanel PBI/ Gemius, maj 2010). Niektórzy czytelnicy zarzucili mi (bezpośrednio w komentarzach oraz mailem), że obie informacje są błędne. W przypadku danych polskich nie wiem, o jaki konkretnie błąd chodzi – ale ustosunkowałam się do zarzutu w komentarzach. W przypadku danych światowych chodziło o to, że powinnam użyć sformułowania „zarejestrowanych kont”, a nie „użytkowników”. Ponieważ na swojej stronie FB podaje informację, że posiadają „500 mln active users” (vide: Facebook Statistics), a rzetelność informacji, które publikuję na tym blogu, jest dla mnie zawsze priorytetowa, postanowiłam wyjaśnić tę kwestię u źródła. Napisałam więc maila do FB z prośbą o wyjaśnienie, co mają na myśli, pisząc „active users”. Odpowiedź dostałam po niecałych 4 godzinach (!). Poniżej moja korespondencja ze Stefano Hesse, EMEA Communications Manager, Facebook. Zamieszczam ją jako osobny wpis, bo jak widać, liczba użytkowników FB to obecnie gorący temat. Mam nadzieję, że poniższe informacje okażą się przydatne.

Czytaj dalej…

Facebook poza internetem

17 sierpnia 2010 | 16:34 |  | 

Od kiedy liczba użytkowników Facebooka przekroczyła na świecie magiczne 500 mln (w Polsce, wg danych megapanelowych, z FB korzysta już 6,5 mln osób), coraz wyraźniejszy staje się trend wykorzystywania FB poza siecią. Zaczęło się od Diesla, który przygotował analogową wersję serwisu – Facepark (vide film poniżej). Potem dołączył do niego T-mobile z akcją, która skończyła się na Węgrzech w ubiegłym tygodniu (Taking Facebook to the Streets – zdjęcie poniżej). Ale najfajniejszą akcję prowadzi moim zdaniem marka Tiger of Sweden (oferuje głównie odzież męską, kierowaną do młodych, modnych mieszkańców miast; od 2003 marka ta należy do grupy IC Companys). Tiger of Sweden, w przeciwieństwie do Diesla i T-mobile, nie umieścił komunikatów z FB w sztucznie stworzonej (na potrzeby kampanii) przestrzeni, ale bezpośrednio na… własnych witrynach sklepowych. Like :).

Czytaj dalej…

Eurobiznes na murze

13 sierpnia 2010 | 12:39 |  | 

Choć właściwie to powinnam napisać raczej „Erłobiznes na murze”. W Łodzi (która stara się – podobnie jak Gdańsk i kilka jeszcze innych polskich miast – o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku), przy ulicy Tuwima 14 powstał niecodzienny mural.  Na ścianie, w pobliżu przystanku autobusowego, wyrysowana została gra Eurobiznes. Czekając na autobus, można spokojnie w nią zagrać, bo do muru przyczepiona została także kostka – a nad nią wypisano reguły gry. Projekt powstał 23/05 br. w ramach Festiwalu Erło i jak pisze Ela, która podesłała poniższe zdjęcia (dzięki!), funkcjonuje do dziś. Jak widać polskie miasta stać na kreatywność (w kontekście ostatnich kontrowersyjnych logotypów co poniektórych). Brawo i czekam na więcej.

Czytaj dalej…

O memach, w kontekście krzyża

10 sierpnia 2010 | 13:24 |  | 

Spektakl, który od tygodnia dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, jest naprawdę żenujący. Ponieważ ten blog jest o komunikacji marketingowej, a nie o polityce, nie mam zamiaru zajmować tu żadnego stanowiska (choć, jak pisałam wcześniej na FB – w Gdyni krzyż stoi przed Urzędem Miasta, w Gdańsku przed stocznią – nie jeden zresztą, ale trzy – i nie słyszałam, żeby komukolwiek przez myśl przeszło, żeby przeciwko tym krzyżom urządzać demonstracje; BTW: w Warszawie krzyż trzyma Zygmunt na Placu Zamkowym i jakoś nikt przeciwko temu nie protestuje…). Ale ten społecznie żenujący spektakl, jest jednocześnie arcyciekawy w kontekście nowej nauki – memetyki. A memy, z kolei, to już zjawisko kulturowe i bardzo bliskie marketingowi, więc dwa słowa wprowadzenia na ten temat.

Czytaj dalej…

Jestm trzewy, nogę jecahć

10 sierpnia 2010 | 10:30 |  | 

Od razu dementuję. Nie jestem w „stanie wskazującym” (i to w dodatku od rana!). Ten tytuł to hasło z plakatu, który „ustrzeliłam” w ostatni weekend w Trójmieście. Najpierw pomyślałam, że to kolejna – bardzo fajna – akcja społeczna. Ale kiedy zaczęłam szukać, okazało się dodatkowo, że to  również jedna z prac wyróżnionych w konkursie na plakat dotyczący bezpieczeństwa drogowego. Konkurs od 4 lat organizowany jest przez agencję Adah Advertising we współpracy z warszawską ASP, Ministerstwem Infrastruktury oraz Komendą Stołeczną Policji. W tym roku główną nagrodę w konkursie otrzymała Monika Prus (zwycięskie plakaty można obejrzeć na stronie plakat.edu.pl), ale do kampanii billboardowej wybrana została właśnie praca Jacka Misia – czarne litery układające się na żółtym tle w pijacki bełkot. Nie dziwię się zresztą – wyjątkowo zwraca uwagę i oddaje istotę problemu. Naprawdę super.

Czytaj dalej…

Do you Oohgle?

6 sierpnia 2010 | 17:06 |  | 

W kontekście multitaskingu pojawia się ostatnio sporo badań na temat tego, że łączenie kampanii w TV i w internecie znacząco podnosi ich efektywność (vide: TV & Online: Better Together). Szczerze mówiąc, nie dziwi mnie popularność tych badań, bo w końcu telewizja i internet to dziś media o największym zasięgu (a co w dodatku ciekawe, konsumenci wciąż najbardziej pozytywnie odbierają reklamy w telewizji (!): Consumers Still Like TV Ads Best). Na ostatnim Festival of Media, Annie Rickard z Posterscope mówiła jednak o łączeniu Internetu i… outdooru. Badanie, które Posterscope przeprowadził w UK w ubiegłym roku, wykazało, że 20% osób, które widziało reklamę outdoorową, szuka informacji na jej temat online (stąd też pochodzi termin oohgle = OOH + google). Ten trend zauważyłam sama już wcześniej – gdy piszę o jakiejś (szczególnie wyrazistej) kampanii outdoroowej, widzę w statystykach wzmożone wejścia na blog przez hasła reklamowe z tej dokładnie kampanii. Przykład. Od początku istnienia mojego bloga, ludzie weszli na niego, wpisując  łącznie 30 925 haseł. Pozycję 23 (!) zajmuje sformułowanie „fachowiec od tyłu” z kampanii leku Posterisan. Na jeszcze wcześniejszej (13!) pozycji znajduje się sformułowanie „bo nic nie jest oczywiste” z kampanii opengsm (ponad połowa wejść na to sformułowanie miała miejsce w okresie 04-19/02 – czyli dokładnie w trakcie trwania kampanii teaserowej).

Podobne wskaźniki pokazała zresztą w swojej prezentacji Annie Rickard. Poniżej statystyki wyszukiwań haseł „marks & spencer” oraz „marks & spencer bra”. Wyraźnie widać, że w trakcie kampanii staników M&S liczba wyszukiwań istotnie się zwiększyła.

Źródło: Annie Rickard, Posterscope Worldwide, Festival of Media 2010

Jaki płynie z tego wniosek? Oprócz łączenia TV i internetu, konieczne jest także łączenie internetu i outdooru. Zwłaszcza dziś, gdy penetracja smartphone’ów stale rośnie i konsument może sprawdzić info o kampanii od razu „na mieście”.

Nowy nośnik – siodełko rowerowe

2 sierpnia 2010 | 22:06 |  | 

No więc mam taką myśl, że deszcz posiada znaczący wpływ na rozwój nośników ambientowych. Weźmy na przykład taki rower. Generalnie coraz więcej ludzi jeździ na rowerze, zresztą nie tylko sportowo, ale np. do pracy. Wzrost użytkowników tego środka transportu nie idzie jednak w parze z wykorzystywaniem go jako nośnika reklamowego. Nic w tym dziwnego – bo gdzie mielibyśmy umieścić tę reklamę? Na ramie? Nie bardzo. Nikt z postronnych w tym miejscu jej nie zauważy, a właściciel roweru mógłby się wściec, że ktoś mu niszczy „pojazd”. Ale wystarczy, że spadnie deszcz. I sytuacja zmienia się zasadniczo. Dlaczego? Bo w deszczu na rowerze moknie siodełko. A nikt (uogólniam oczywiście) nie lubi mieć mokrej… hmmm… pupy. Stąd, gdy pada, ludzie zostawiają rower na zewnątrz, a siodełko obwiązują reklamówką. Może nie wygląda to zbyt pięknie, ale jest przynajmniej skuteczne. I teraz dochodzę do sedna.
Taki mniej więcej insight przyświecał holenderskiej (oczywiście!) firmie – ZadelHoesje – która produkuje specjalne ochraniacze na siodełka rowerowe. Cała powierzchnia ochraniacza jest powierzchnią reklamową. Moim zdaniem, rozwiązanie podwójnie fajne. Po pierwsze – zadowolony jest rowerzysta, który ma suchą pupę i w związku z tym pozytywne nastawienie do reklamowanej marki (i tak, myślę, że to jest właśnie taki bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy :)). Po drugie – zadowolony jest reklamodawca, bo ochraniacze założone na wiele rowerów jednocześnie (np. przed biurowcem, uczelnią etc.) tworzą całkiem sporą powierzchnię reklamową.

Tyle. Więcej deszczu poproszę :).

Czytaj dalej…