Wewnętrzne dziecko wg McDonald’s
Istnieje w psychologii koncepcja wewnętrznego dziecka. To zresztą dość powszechna koncepcja, pewnie ją znacie. W skrócie polega na tym, że każdy z nas – dorosłych – nosi w sobie dziecko. Oczywiście takie wyimaginowane, które odpowiada za wszystko, co w nas twórcze, kreatywne i spontaniczne. Wewnętrzne dziecko należy więc w sobie pielęgnować (ja np. pielęgnuję je w Lany Poniedziałek, lejąc się NA MAKSA wodą z dziećmi na osiedlu :)). Ponieważ tej pielęgnacji nie sprzyja jednak nasze dorosłe życie (a zwłaszcza życie zawodowe), McDonald’s postanowił to zmienić. Dwa miesiące temu, w centrum Sydney, przed Customs House (jeden z najważniejszych historycznych budynków Sydney) ustawił plac zabaw. Znalazły się na nim i zjeżdżalnie, i baseny z piłkami, i huśtawki – z tą różnicą, że wszystko było zrobione dla… dorosłych :).
Plac, o wymiarach dwukrotnie większych od „normalnych” placów zabaw, został zbudowany na potrzeby spotu reklamowego przez australijską firmę Greg Sets (na co dzień zajmującą się budową scenografii filmowych, m.in. przygotowywali scenografię do Star Wars czy Moulin Rouge). Jednak po zakończeniu zdjęć, przez dwa dni z placu mogli korzystać wszyscy dorośli Australijczycy.
Plac zabaw wyglądał tak, a jak się na nim bawili dorośli można zobaczyć na filmie zamieszczonym poniżej :).
McDonald’s: Playground
Agencja: DDB, Sydney, Australia
Dodam jeszcze, że nie jest to pierwsza kampania McDonald’s odwołująca się do koncepcji wewnętrznego dziecka. W 2005 roku wypuścili spot „Feed your inner child”:
Agencja: Leo Burnett, Sydney, Australia
Via: DirectDaily, Mumbrella
Zdjęcie na stronie głównej, we wstępniaku i powyżej pochodzi z bloga: anitafolio.blogspot.com
Więcej zdjęć: wherearevickiandmichael, flickr.com
Podobne wpisy:
- Mini Getaway – przyszłoroczny zwycięzca festiwali reklamowych
- Bo trawa jest głupia
- Krwawiący billboard
- Świeża sałata – prosto z billboardu
- Jeep-in, czyli polska wersja Mini Getaway
subskrybuj












Ok, czyli jestem normalny, bo ile razy jadam w McDonald’s to myślę: „a może się przejadę” ;D
jakoś nie podzielam zachwytu. jak dla mnie nawet najlepsze klipy nie przykryją „jakości” serwowanego tam nibyjedzenia. ale nie ma się co dziwić – w końcu spora częśc reklam produktów spozywczych to kraina iluzji w stylu „większość odporności zaczyna się w brzuchu”:D