Co się wydarzyło w reklamie w 2009 roku? – TOP10
Moje prywatne podsumowanie tego, co wydarzyło się w reklamie w danym roku, powoli staje się tradycją. Jakby nie patrzeć, publikuję je już drugi raz. Ale kiedy zabierałam się do tegorocznego zestawienia, myślałam, że ze względu na wszechobecny kryzys, będzie trudno o czymkolwiek napisać. Okazało się inaczej. W wielu kategoriach naprawdę wahałam się, czy nie dać więcej przykładów. W naszej branży wciąż sporo się dzieje – wydaje się, że ten kryzys dodatkowo reklamodawców zmobilizował. Mam więc nadzieję, że w nadchodzącym roku (już niekryzysowym :)) będzie działo się jeszcze więcej (zwłaszcza niestandardowo! :)).
1. NAJLEPSZA KAMPANIA ZINTEGROWANA
Nie było w tym roku kampanii na miarę ubiegłorocznych Change Baracka Obamy i Why so serious? dla filmu Dark Knight. Ale z pewnością kampanią zasługującą na wyróżnienie w tej kategorii była kampania mBanku – Rąbią Cię na OC i AC?. Spójny przekaz we wszystkich wykorzystanych mediach: TV, Internet, outdoor i ambient. A dodatkowo, w ankiecie emitowanej na http://hatalska.com, wskazaliście, że to właśnie ta kampania najbardziej zwróciła Waszą uwagę w 2009 roku.
2. NAJCZĘŚCIEJ UŻYWANE SŁOWO
Social media. Z jednej strony każdy marketer chce mieć kampanię w mediach społecznościowych, z drugiej każdej agencji wydaje się, że wie, jak taką kampanię robić. Dosłownie dwa dni temu Mashable podał, że na Twitterze dostępnych jest już prawie 16 000 specjalistów od social media (w tym social media stars, gurus i ninjas :)). Co pół roku liczba ta przyrasta 3,5-krotnie. Jeśli ten wzrost się utrzyma, do 2012 roku specjalistów od social media będzie już 30 mln :).
Via: Mashable
3. NAJWIĘKSZA PR-OWA WPADKA
Były dwie. Po pierwsze przyznanie przez Komitet Noblowski Pokojowej Nagrody Nobla Barackowi Obamie za osiągnięcia z 2008 roku, podczas gdy on sam został prezydentem… w styczniu 2009.
Po drugie – golfista o nienagannej przeszłości i nienagannych manierach, ulubieniec reklamodawców – Tiger Woods pokazał swoją prawdziwą naturę… seksoholika.
Via: Josh Spear
4. NAJLEPSZY PUBLICITY STUNT
Bez wątpienia T-mobile dance zrealizowany w styczniu na stacji Liverpool Street w Londynie. W ciągu roku wiele firm próbowało ten sukces powtórzyć, ale żadnej się nie udało - dotyczy to również samego T-mobile. Zrealizowany przez nich w kwietniu Sing-along miał na YouTube osiem razy mniej wyświetleń.
5. NAJCZĘŚCIEJ WYKORZYSTYWANA FORMA REKLAMY
Oczywiście internet. Zarówno od strony użytkownika (coraz niższa współkonsumpcja internetu z innymi mediami – vide: slajd poniżej), jak i od strony reklamodawcy – jako jedyne medium zanotował w tym roku ogólny wzrost, a w UK wydatki na internet przewyższyły wydatki na telewizję (23,5% vs 21,9%).
6. NAJGORSZA KAMPANIA OUTDOOR
Tradycyjnie było ich sporo. Moim typem jest jednak reklama leku na hemoroidy: Posterisan – fachowiec od tyłu. Mówiąc wprost – nie pozwoliłabym się zająć swoim „tyłem” – ani jako kobieta, ani jako mężczyzna – hydraulikowi w przepoconym podkoszulku.
7. NAJBARDZIEJ SZOKUJĄCA REKLAMA
Kalendarz firmy Lindner. Wykorzystanie półnagich modelek pozujących na tle trumien okazało się wyjątkowo skuteczne. O kalendarzu napisał nawet brytyjski Daily Star. Zastanawiam się tylko, czy przełożyło się to na sprzedaż? Trumien, nie kalendarzy oczywiście.
8. NAJDZIWNIEJSZY TREND
Powrót do barokowej estetyki brzydoty. Mieliśmy więc krowę rodzącą człowieka w kampanii okularów RayBan, serię wynaturzonych czarno-białych spotów w kampanii Diesel (Pete The Meat Puppet, Hair Bath) i wreszcie mężczyznę wyciągającego sobie z ust zdechłego szczura w kampanii społecznej Get real. Get a prescription (poniżej).
9. NAJGORSZA KAMPANIA TV
TurboDymoMan. Najgorsza kampania ever. I to nie tylko w kategorii TV, ale we wszystkich możliwych. O jej jakości świadczy chociażby wpis na nonsopedii: „Josef Fritzl przetrzymywał i gwałcił swoją córkę w piwnicy przez 24 lata. TurboDymoMan zawstydził Fritzla, trzymał i gwałcił swoją córkę w piwnicy przez 36 lat.” Żenujące.
10. NAJBARDZIEJ ZASKAKUJĄCY AMBIENT
Muchy (prawdziwe!) z przyczepionym do odwłoka banerem występujące jako nośnik reklamowy.
Zdjęcie we wstępniaku: www.sxc.hu
Podobne wpisy:
subskrybuj
















Ciekawe zestawienie,
co do jednego się jednak nie zgodzę. TurboDymoMan jest skuteczny, ma tą dziwną siłę mema i zostanie zapamiętany pewnie tak dobrze jak: „takie rzeczy tylko w Erze”.
Natalio, obawiam się, że nie jesteś targetem dla TurboDymoMana. Nie mam na celu wypominania wieku, sam jestem starym pierdzielem, a TDM doskonale trafia akurat do młodego odbiorcy. ;)
Rafał,
zdaję sobie sprawę, że jestem starą pierdzielką :), ale myślę, że w przypadku TDM kwestia wieku nie ma znaczenia. Gdybym miała 16 lat, też by mi się ta kampania nie podobała. Mnie po prostu nie odpowiada ten sposób komunikacji i nie śmieszy mnie ten typ humoru. Wolę komunikację w stylu Heyah i „No to sru”, choć tu też nie jestem targetem :). Jeśli chodzi o absurd natomiast (bo TDM o absurd przecież zahacza), to toleruję wyłącznie ten prezentowany przez Słonimskiego i Tuwima „W oparach absurdu” (no tak, stara jestem, potwierdzam… :)). Pzdr, N.
:-)
akurat co do TDM to mam inne zdanie, trafione w target! Stworzyli coś o unikalnej cesze i poszło w świat żyć swoim życiem zupełnie jak „Prawie robi różnicę”, czy „Bezcenne”, albo przytoczone już wyżej „takie rzeczy tylko w Erze”. Dla mnie to też miara sukcesu.
Zgodzę się z przedmówcami, że TurboDymoMan to naprawdę dobra kampania – taka o której ludzie będą mówić i ją pamiętać za kilka lat. To że „publiczność” tworzy własne wersje haseł TDM i czasem są one niesmaczne lub po prostu niedopuszczalne to inna sprawa, ale sam fakt że nastąpiło przyswojenie przekazu przez ludzi to ogromny i rzadki sukces agencji i Polkomtela.
potwierdzam
Mimo że nie jestem targetem TDM uważam że kampania była/jest skuteczna. Stworzyli swego rodzaju ruch znany i rozpoznawany w różnych grupach społecznych. Widziałem zdjęcie flagi wywieszonej przez kiboli (chyba floty świnoujście) nawiązujący do TDM, niejednokrotnie słyszałem wśród znajomych teksty wymyślane przez nich nawiązujące do TDM no i pełno opisów na gg czy gdziekolwiek indziej.
Zgodzę się z wieloma punktami tej oto wyliczanki szczególnie punkt 6 i 9. Co do targetu turbodymomana, jestem nie taki stary i jakoś nie trafia do mnie gośc kończący swój 30- sekundowy występ w telewizji drapiąc się po tyłku. Więcej szacunku dla odbiorcy. Chyba warto trochę bardziej się wysilić, chcąc zdobyć klienta. Posterisan o tym chyba jeszcze nie wie.
Ja też nie znoszę TDM i według mnie to żenada, ale czy jest skuteczne czy nie tego nie wiem.. A w naszym kraju różne rzeczy są skuteczne..
Wg mnie p. Natalia nie powinna oceniać tej kampanii, bo NIE JEST TARGETEM. Koniec, kropka, end of story. Od oceny kampanii są jej wyniki sprzedażowe i popularność w codziennej komunikacji (a ta jest spora). Jak marketer może oceniać kampanię na podstawie swoich SUBIEKTYWNYCH preferencji???
Ależ oczywiście, że powinnam oceniać tę kampanię :). I to jak najbardziej subiektywnie. To nie jest konkurs Effie, gdzie oceniamy skuteczność kampanii, ale mój osobisty przegląd tego, co się wydarzyło w 2009 roku w reklamie. Reklamę TDM zaliczyłam do najgorszej kampanii reklamowej ever, bo… takie jest moje zdanie. Nie brałam pod uwagę tego, czy podoba się ona młodym ludziom lub czy przełożyła się na sprzedaż, bo nie o to chodziło w tym wpisie.
Poza tym – w konkursach reklamowych jurorzy oceniają wszystkie reklamy subiektywnie. Zresztą nie tylko jurorzy – konsumenci także. Bo albo coś do nas trafia, albo nie. TDM do mnie nie trafia.
Pzdr, N.
PS A tak przy okazji – a co z reklamą Posterisanu albo trumien? Mogę oceniać? Bo hemoroidów nie mam (na szczęście), a na to, w jakiej trumnie mnie złożą, też nie będę miała raczej wpływu :).