Trzynastego…
…wszystko zdarzyć się może. Np. za nośnik reklamowy może posłużyć… mucha. Żywa mucha, dodam. Akcję zorganizowała agencja Jung von Matt dla niemieckiego wydawnictwa Eichborn. Chodziło o to, żeby wypromować stoisko tego wydawcy na październikowych Targach Książki we Frankfurcie. A ponieważ Eichborn ma w swoim logo muchę właśnie, toteż mucha, a mówiąc dokładniej 200 much – stało się nośnikiem reklamowym. Mały i podobno ultralekki baner został przymocowany do odwłoka muchy naturalnym woskiem; odpadał samoistnie (baner, nie odwłok!) po krótkim czasie. Podobno w czasie akcji żadna mucha nie ucierpiała, ale tak się zastanawiam… Co na to obrońcy praw zwierząt? I jak taka mucha-nośnik – zwana inaczej bombą epidemiologiczną – wpływa na wizerunek marki? Hm. Jakoś nie do końca to rozwiązanie do mnie przemawia.
Promocja wydawnictwa Eichborn na Targach we Frankfurcie:
Podesłał: Michał. Dzięki :).
Podobne wpisy:
- Mrówki protestują, czyli mamy nowy trend w reklamie :)
- Dalekie skojarzenie
- Niekoniecznie świeże ryby
- Antyprzykład, czyli reklama kawy pod wodą
- Blog Forum Gdańsk 2011
subskrybuj









Takie muchy mogłyby świetnie wspierać akcję zachęcającą do utrzymywania higieny osobistej. Z pewnością lgnęłyby do grupy celowej. W MPK jak znalazł.
Z tego punktu widzenia nie wiem co mam myśleć o osobach widocznych na tym filmiku, na których przysiadły te hmmm… bannerki…
Czy mi się zdaje, czy te muchy ledwo lecą z bannerkiem? Powolne są jak bąki na tym filmie, a to nienaturalne dla nich, czyż nie?
chyba nasi koledzy zza Odry żywią inne niż my uczucia w stosunku do much (stąd te radosne uśmiechy:)na filmie kręconym w Polsce mucha by ucierpiała. niejedna. ze szkodą dla wizerunku marki.
Można by puszczać bąki zamiast much – więcej uniosą i nie ciągną tak do brudu. Nie byłoby skojarzeń. A do tego – po angielsku nazywają się „humble bee” (pokorna pszczoła) – co budowałoby w kręgach anglojęzyczno-entymologicznych pozytywne skojarzenia z marką reklamowaną przez rzeczone bąki.