Niezwykle ostra żyletka, czyli z kategorii: hardcore
Właśnie wykopałam tę kampanię ze swojej bazy reklam outdoorowych zrealizowanych w 2008 roku. I szczerze mówiąc, nie wiem, jak to się stało, że nie wykopałam jej wcześniej. Zalicza się bowiem do mojej ulubionej kategorii. Hardcore. To znaczy – nie przejdziesz obok tej realizacji obojętnie. Tym razem chodzi o żyletkę. Ale nie taką, która służy do golenia, tylko o taką, która tnie różne rzeczy, np. plastik albo karton. Nie wiem, jak Wy, ale kiedy ja byłam dzieckiem, korzystałam z niej czasem na lekcjach ZPT (podejrzewam, że obecnie – z powodów bezpieczeństwa – jest raczej zakazana :)). Dziś częściej z takiej żyletki korzystają studenci, np. architektury czy ASP, którzy przy jej pomocy wycinają modele.
W Niemczech liderem w kategorii takich bardzo ostrych żyletek jest firma Martor Solingen, która postanowiła wzmocnić swój wizerunek wśród studentów architektury właśnie. W ramach kampanii ustawiono więc w pobliżu wydziału Arts, Design & Architecture Uniwersytetu Mainz dwa billboardy w kształcie żyletek. Nie kształt billboardu był jednak zaskakujący. Bynajmniej. Raczej to, co leżało obok niego…
PKP niestandardowo
Jeśli chodzi o PKP, to nie można powiedzieć, że jest to marka nowoczesna. Na jej wizerunek rzutuje przede wszystkim jakość wagonów i trakcji kolejowych. Wiedzą to zwłaszcza ci, którzy często podróżują pociągiem. Ale trzeba powiedzieć, że zmienia się. Wagony bezprzedziałowe są już całkiem ok, trakcje kolejowe – powoli – ale coraz lepsze (pociąg z Gdańska do Wawy – który akurat mnie interesuje najbardziej – podobno jeszcze w tym roku ma jechać niecałe 3h) i wreszcie coś, co zaskoczyło mnie zupełnie – nowoczesne podejście do komunikacji. Na początku października PKP zakończyło modernizację prawie 500-metrowego wiaduktu w Bolesławcu i postanowiło o tym fakcie poinformować publiczność. Niestandardowo.
Rozwiązanie konkursu „Marketing wirusowy”
Wczoraj o północy zakończył się konkurs dot. marketingu wirusowego. Liczba akcji, które zgłosiliście, jest naprawdę spora i myślę, że spokojnie może posłużyć za podstawę do kolejnego wpisu. Nie omieszkam tego zrobić :). Losowanie nagrody odbyło się spośród 25 osób (niestety, ze względu na założenia konkursu nie mogłam uwzględnić wpisów Panoramiksa i Heelloo – nadeszły po północy 25/10). Każdej osobie zgłaszającej akcję został przypisany numer (w kolejności dodawania wpisów), a następnie numery wprowadzone zostały do mechanizmu losującego www.randomizer.org. System wylosował numery 3 i 10, co oznacza, że książki „Marketing wirusowy w internecie” otrzymują Szakatak i Łukasz. Zwycięzcom gratuluję i proszę o podesłanie adresów pocztowych na: kontakt@hatalska.com. Wszystkim biorącym udział bardzo dziękuję i życzę szczęścia w kolejnych konkursach.
Wyniki losowania w formie graficznej poniżej oraz w excelu, po kliknięciu tutaj.

Zdjęcie na stronie głównej: www.sxc.hu.
Najsilniejsze marki na świecie wg wskaźnika WOM
Kiedy mowa o sile marki, najczęściej cytuje się ranking Interbrand (Best Global Brands) albo BrandZ (Most Valuable Global Brands). Ale dziś trafiłam na bardzo ciekawy (i aktualny – bo z tego miesiąca) ranking Sysomos (Best Global Brands Online), który nie analizuje danych finansowych, zasięgu rynkowego i innych ekonomicznych wskaźników, ale liczbę wzmianek na temat marki w serwisach z kategorii „social media”. Okazuje się, że wyniki tego rankingu znacznie różnią się od wyników rankingu Interbrand, i także BrandZ (ale Sysomos porównuje swoje wyniki wyłącznie z Interbrand). Jeśli chodzi o wskaźnik WOM, to najsilniejszą marką jest Google, tuż za nią plasuje się Apple (w rankingu Interbrand dwa pierwsze miejsca okupują odpowiedno Coca-Cola i IBM). To, że najwięcej rozmawiamy o Google’u i Apple, akurat mnie nie dziwi – bardziej zaskakujące jest to, że w pierwszej 10. rankingu Sysomos nie znalazła się Nokia (zajęła dopiero 11. miejsce, choć kiedy analizowano największą liczbę pozytywnych wzmianek na temat marki Nokia była już na 2. miejscu).
Ciekawy jest również case McDonalds. W rankingu Interbrand znajduje się na 6. miejscu, w BrandZ na 5., w Sysomos – dopiero na 13. Znacznie wyższą – bo pierwszą (!) – pozycję znajduje w zestawieniu marek, które uzyskały największą liczbę negatywnych opinii. No cóż, nie najlepiej.
I jeśli przypomnieć sobie słowa Stephena Kinga (byłego CEO w WPP London) - „People build brands the way birds build nests, from the scraps and twigs they chance upon.” – to może faktycznie do rankingów wartości marek – obok wskaźników ekonomicznych – warto włączyć także wskaźnik tego, co, jak i ile o danej marce się mówi. Opinie innych konsumentów wpływają bowiem nie tylko na nasze postrzeganie konkretnej marki, ale także na naszą decyzję, czy daną markę „kupić” czy nie – a zatem w tzw. ostatecznym rozrachunku – na jej kondycję finansową.
Pełen raport Best Global Brands Online dostępny jest na stronie www.sysomos.com.
Zdjęcie: www.sxc.hu
Konkurs: wygraj książkę „Marketing wirusowy w internecie”
Dziś konkurs książkowy. Do wygrania 2 egzemplarze pozycji pt. „Marketing wirusowy w internecie” napisanej przez polskich autorów (Piotr Michalak, Damian Daszkiewicz, Anna Musz). Książka-pigułka, można powiedzieć, ze względu na jej niewielką objętość i mocno poradnikowy charakter. Zakres tematyczny jest jednak dość szeroki: oprócz tego, czym jest wirus i jak go stworzyć, autorzy wspominają także o serwisach społecznościowych, programach partnerskich, e-bookach, tutorialach etc.
Aby wziąć udział w konkursie, należy umieścić w komentarzu pod wpisem link do akcji, która według Was była najlepszą akcją wirusową w 2009 roku (żeby było trudniej – przykłady nie mogą się powtarzać). Konkurs trwa do niedzieli, 25/10, do północy. Zwycięzcy (dwie osoby) zostaną wyłonieni w drodze losowania (za pomocą systemu www.randomizer.org). Ogłoszenie wyników w poniedziałek – 26/10. Nagrody, tradycyjnie, wyślę pocztą. Nagrody w konkursie ufundowało wydawnictwo Helion. Bardzo dziękuję.
Zdjęcie na stronie głównej: www.sxc.hu
Papierowa torebka, czyli przygotuj się na mocną imprezę
Oto projekt, z którym – nie ukrywam – mam problem. Natury etycznej, żeby było jasne. Od strony kreatywnej, dopasowania do grupy celowej, kosztów wreszcie – jest absolutnie bez zarzutu. Chodzi o zaproszenie na 18-tkę (do czego to doszło! produkcja zaproszeń zlecana jest dziś agencjom! za moich czasów… :)). No właśnie, gdyby nie było na 18-tkę, ale na 30-tkę np., powiedziałabym – super! To się nazywa oryginalne podejście! A tak… się waham. Bo zaproszenie przygotowane zostało w formie papierowej torebki. Takiej samej, jakiej używa się np. w samolotach, gdy ktoś ma chorobę lokomocyjną. Hasło brzmiało: „Przygotuj się na mocną imprezę”. Ok. Ja wiem, że młodzież na 18-tkach pije (wreszcie, oficjalnie, może). I wiem, że wyznaje zasadę „im mocniej, tym lepiej”. Ale 18-latkowie to, mimo wszystko, dzieci jeszcze… Stąd też ten dylemat moralny się u mnie pojawił.
Marketing szeptany, czyli o czym rozmawiamy
W maju 2009 roku Forrester opublikował wyniki badania Match WOM Marketing To How European Consumers Share Opinions odpowiadającego m.in. na pytanie, o czym faktycznie rozmawiają konsumenci. Badanie przeprowadzono na grupie ponad 11 tys. Europejczyków, ale wystarczyły zaledwie 83 osoby, które wzięły udział w ankiecie uruchomionej na hatalska.com dwa tygodnie temu, by uzyskać bardzo podobne wyniki. I tak np. – według Forrester Research najbardziej uniwersalnymi tematami, o których rozmawiamy, są „wyjścia towarzyskie/ imprezy” oraz „podróże” - angażuje się w nie odpowiednio 76% i 70% konsumentów. Wy odpowiadaliście podobnie – „imprezy” i „podróże” zajęły w ankiecie także dwa pierwsze miejsca (odpowiednio 43% i 34% głosów), ale dołączyła do nich także „polityka” (34% głosów – w badaniu Forrestera była dopiero na 5. miejscu). Oczywiście, nie mogę generalizować, ale wynik ten wydaje się wiarygodny – po pierwsze: Polacy bardzo chętnie (chętniej niż inne narody?) rozmawiają o polityce; po drugie – wynik ten mógł być „podbity” przez „dziejącą się” właśnie aferę hazardową, która prowokowała nas do komentowania polityki jeszcze chętniej.
Seks w trumnie
AKTUALIZACJA: 16/10/09
O kalendarzu Lindnera napisał już Daily Star. W kontekście tego, że nasz pomysł skopiował włoski producent trumien. Tyle, że w tamtym kalendarzu wystąpiły żony i partnerki pracowników firmy, „nasze dziewczyny są ładniejsze”!
Więcej tu: www.dailystar.co.uk
Hm. A może na trumnie? Pod trumną? Czy gdzie? Bo już sama nie wiem. Ale do czego zmierzam. Otóż firma Lindner (jak się określają – „wiodący producent trumien w Europie”) wyprodukowała swój kalendarz promocyjny na 2010 rok. Ale nie jakiś tam zwykły kalendarz. Gdzież tam! Znajdziecie w nim – uwaga – „12 pięknych trumien, kapitalne zdjęcia 12 fantastycznych dziewczyn w polskiej scenerii”. To też cytat – żeby nie było wątpliwości. Dziewczyny faktycznie są fantastyczne. O. Bo np. bez majtek. Albo w podwiązkach i z kosą. Tak. To mi wygląda na jakiś fetysz. Hm. A może powinnam sięgnąć głębiej (bez skojarzeń, bardzo proszę). Taaak… Widzę uzasadnienie nagich dziewczyn na trumnach! One zamordowały swoich partnerów. Ostatecznie Eros i Tanatos to motyw niezwykle częsty. Że w literaturze? No ale proszę Was, kto by się tam przejmował.
Drodzy Panowie z Zakładu Przemysłu Drzewnego – doceniam Waszą znajomość literackich toposów, ale za reklamę to może się nie bierzcie? Wbrew pozorom seks wszystkiego nie sprzedaje.
Nowa kampania Zelmera
W najbliższy poniedziałek Zelmer wystartuje w TV z nową kampanią wizerunkową, której celem jest wzrost spontanicznej świadomości marki oraz zwiększenie wskaźników rozważania zakupu w kategorii „odkurzacze” i „stylizacja włosów”. Premiera spotów ma jednak miejsce kilka dni wcześniej (tzn. dziś :)) i wcale nie w TV, ale w Internecie. Zelmer zastosował bowiem strategię wykorzystywaną do tej pory głównie przez Sony – przed emisją w TV spoty przekazał najpierw blogerom. Trzy wersje reklamy (poniżej) – utrzymane w poprzednim klimacie – są moim zdaniem niczego sobie (choć nie zaskakują pewnie już tak bardzo, ale to nic dziwnego – ostatecznie opierają się na znanym już koncepcie). W tym przypadku bardziej interesuje mnie jednak fakt, na ile skuteczna okaże się strategia wcześniejszego przekazania spotów blogerom. Tzn. ile osób faktycznie o nich napisze. Bo jeśli obserwuje się anglo- i polskojęzyczne blogi to widać zasadniczą różnicę. Na tych anglojęzycznych bardzo często tego samego dnia jest ten sam news. Na polskich autorzy dbają o „unikalność treści”. Czyli jeśli ktoś napisze o danym temacie pierwszy, pozostali często tego tematu już nie podejmują. I tak sobie myślę, że to chyba jednak szkoda. Dlaczego?
Reklama – zrób to sam
Dziś startuje konkurs reklamowy. Co prawda nie u mnie, ale za to jestem jurorem :). Łączna wartość nagród, w gotówce dodam, wynosi 80 000 PLN (!). Chodzi oczywiście o II edycję mFestiwalu – konkursu organizowanego przez mBank. Idea konkursu jest bardzo prosta – trzeba przygotować reklamę w jednej z trzech kategorii: film, animacja i billboard. Oprócz nagrody pieniężnej, zwycięzca będzie mógł zobaczyć swoją własną reklamę w TV lub na billboardach (hm, to chyba nawet cenniejsze – w 1. edycji zwycięski spot wyemitowany został w TVN przed głównym wydaniem Faktów :)). Wszystkie szczegóły na stronie www.mfestiwal.pl, poniżej natomiast Piotr Jakubowski (Naczelnik Wydziału Reklamy i Zarządzania Marką) z mBanku odpowiada na pytanie, dlaczego (już po raz drugi) zdecydowali się na taką akcję. Ja tymczasem z niecierpliwością czekam na obrady jury, bo mam nadzieję, że wśród zgłoszeń trafią się co najmniej takie perełki, jak ta, którą kiedyś stworzył Tyson Ibele (pamiętacie – Sony?).
subskrybuj










