Wygraj zaproszenie na konferencję „Strategie marketingowe w farmacji”
Podczas ogłaszania wyników konkursu „Paco Underhill” wspomniałam, że we wrześniu i w październiku będzie jeszcze szansa wygrania wejściówek na konferencje marketingowe. Słowa dotrzymuję :). Dziś konkurs, w którym można otrzymać zaproszenie na organizowaną w Warszawie (Hotel Polonia Palace) w dniach 13-14 października konferencję: Strategie marketingowe w farmacji. Wartość nagrody wynosi 3700 PLN, a jej fundatorem jest firma Cooper Conferences, organizator konferencji. Dodatkowe informacje oraz szczegółowy program tego 2-dniowego spotkania znajdują się na stronie www.cooperconferences.pl, ja dodam tylko od siebie, że spektrum poruszanych tematów jest dość szerokie: od neuromarketingu, przez problemy prawne i etyczne, aż po programy lojalnościowe i dystrybucję. Ja sama będę miała również przyjemność wystąpić podczas tej konferencji i mówić o niestandardowej reklamie produktów farmaceutycznych. Co zatem trzeba zrobić, żeby wygrać?
Billboard wychodzi do ludzi
Coraz więcej czasu spędzamy poza domem. I nie jest to gołosłowne stwierdzenie, bo jeśli porównać rok 2007 do 2004, to – według badania Startrack* – udział mediów zewnętrznych w dobie mediowej zwiększył się aż o 13 punktów procentowych. Sądzę, że w 2009 roku (nowa fala badania została zrealizowana wiosną, już wkrótce mają być dostępne wyniki) tendencja ta zostanie utrzymana. Dobrze byłoby więc, gdybyśmy mogli patrzeć na ładne rzeczy na billboardach. Skoro o ładnych rzeczach mowa, to – dzięki uprzejmości pani Joanny Górskiej z Galerii Rusz, zamieszczam dziś absolutnie przedpremierowo pracę Magdy Pagińskiej (na zdj.) – jednej z finalistek konkursu Sztuki na Billboardach (dodam, że na konkurs wpłynęło 306 prac 178 artystów z 33 krajów świata). A ponieważ świat jest mały, twierdził Stanley Milgram, i miał zapewne rację, bo Magda Pagińska jest moją koleżanką ze studiów (!) i zgodziła się w związku z tym odpowiedzieć na kilka pytań :). Finałowa praca i krótki wywiad poniżej. Zapraszam. Czytaj dalej…
Dyspenser do mydła i katar z nosa, czyli co ma…
…piernik do wiatraka. Ha! Zdziwicie się, ale ma. Wspólny mianownik w postaci chusteczek do nosa. Kleenex postanowił bowiem wykorzystać dyspensery do mydła jako nośnik reklamowy i zamontował na nich zdjęcie mężczyzny z nosem zajmującym 1/2 twarzy. Mężczyzna ma katar, bez wątpienia. Mogę się nawet domyśleć, jak ten katar wygląda. Ale czy chusteczki Kleenex z tym katarem sobie poradzą, tego nie dowiem się nigdy, bo jakoś nie mam ochoty myć rąk gęstą, białą, lepką wydzieliną i to w dodatku pochodzącą z czyjegoś nosa. Nawet jeśli ta wydzielina będzie pachniała jak bukiet fiołków. Co za chybiony pomysł. Naprawdę.
20% wpisów na Twitterze dotyczy marek
Podczas marcowej konferencji o marketingu szeptanym wspominałam, że 20% rozmów, które prowadzimy spontanicznie i niezależnie, dotyczy konkretnych produktów i marek. Teraz okazuje się, że zachowania offline przenosimy do świata online. W lipcowym numerze Journal of the American Society for Information Science and Technology opublikowane zostały wyniki badania, które przez 13 tygodni w 2008 r. (dokładnie od 04/04/08 do 03/07/08) prowadzili badacze z Pennsylvania State University. Przeanalizowali oni łącznie ponad 150 tysięcy wpisów na Twitterze nie tylko pod kątem tego, czy zawierały one treści dotyczące konkretnych marek i produktów, ale także sprawdzali, czy opinie te są negatywne, pozytywne czy neutralne. Pełen artykuł w wersji pdf dostępny jest na blogu prof. Jansena (jeden z autorów) – dla tych jednak, którym nie chce się/ nie mają czasu czytać 20-stronicowego tekstu, zamieszczam poniżej najważniejsze wnioski.
Outdoor i sztuka
Nośniki outdoorowe to zawsze niezły kąsek dla artystów. W związku z tym albo biorą je sobie sami (vide: street-artowe działania Abramowskiego) albo dostają od firm komercyjnych (vide: akcja Diesel Wall). W Polsce, toruńskim artystom z Galerii Rusz: Joannie Górskiej i Rafałowi Góralskiemu, od 10 lat (to najdłuższy tego typu projekt na świecie) swoje billboardy udostępnia AMS. W tym roku, w związku z jubileuszem Galeria Rusz przygotowała specjalną wystawę składającą się z 10 billboardów ustawionych na Placu Rapackiego w Toruniu. Na plakatach (poniżej) artyści piętnują charakter Polaków. Inicjatywa bardzo fajna (za 3 tyg. wystawa powiększy się o kolejne 10 billboardów prezentujących prace stworzone w ramach II Międzynarodowego Festiwalu Sztuki na Billboardach ART MOVES), ale jeśli chodzi o nasz charakter – to chyba nie jesteśmy aż tacy źli? ;)
Siwa rewolucja, czynnik kobiecy i obsesja na punkcie przecen
W poniedziałek – dzięki uprzejmości domu mediowego Universal McCann – miałam przyjemność uczestniczyć w konferencji „Jak umiejętnie wykorzystać zmiany zachowań zakupowych konsumentów w czasach kryzysu?” z udziałem Paco Underhilla. Oprócz niego wystąpili także prof. Piotr Płoszajski z SGH (który, niestety, nie miał najłatwiejszego zadania, bo występował tuż przed Paco Underhillem i w związku z tym na sali podczas jego wystąpienia była zaledwie 1/3 osób; wielka szkoda – bo prof. Płoszajski mówił naprawdę bardzo ciekawie, ale tak to jest – często nie doceniamy naszych rodzimych prelegentów), Tadeusz Żórawski (prezes Universal McCann) i prof. Rafał Ohme (SWPS, Lab). Prelegenci w swoich wystąpieniach mówili przede wszystkim o konsumencie – jak się zmienia, co motywuje go do zakupu, co wpływa na jego wybory. Poniżej więc, w punktach, najciekawsze kwestie, na które zwrócono uwagę.
Wizerunek PB i posła Palikota – na pewno różny?
Janusz Palikot wystąpił w reklamie. Jak wiemy, nie jest to jednak ani promocja broni palnej, ani wibratorów, ani nawet alkoholu. Janusz Palikot reklamuje gazetę. Puls Biznesu dokładnie. Konkurencyjne media zastanawiają się teraz, czy to etyczne, aby polityk w ogóle cokolwiek reklamował. Ba! Nawet nie cokolwiek – tu chodzi o źródło informacji przecież. I o czyn-ne-go polityka! Ja jednak nie pociągnę tego wątku, bo, według mnie, w tym przypadku problem jest zgoła inny. I raczej dotyczy tego, w którym kierunku podążają media. Tradycyjne, przede wszystkim. Z mocnym wskazaniem na prasę.
Redaktor naczelny PB tłumaczy, że wybór posła Palikota jako tzw. „endorsera marki” był świadomy, naturalny i w pełni uzasadniony. Przedsiębiorcy, podobno, bardzo cenią posła Palikota za to, czego dokonał w ramach swojej działalności w komisji „Przyjazne państwo”. Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się (zarobiony jestem :)). Ale zgadzam się, że wybór uzasadniony i naturalny. Z pewnością także i świadomy. Dlaczego?
O kampaniach społecznych z rachunkowością w tle
Jeśli chodzi o kampanie społeczne, to jak dotąd sprawa była dla mnie jasna. Podejmujące je organizacje nie mają budżetu, więc przeprowadzona akcja musi: a) najlepiej nic nie kosztować (nie chodzi mi tu o „wymuszanie” robienie rzeczy za darmo, bo niektóre koszty są nieuniknione, ale wiele kampanii społecznych ma naprawdę budżet 0 zł – tym bardziej, że dla dobra sprawy agencje robią tego typu kampanie za darmo, a media za darmo je publikują), b) od razu zwracać uwagę (dlatego najczęściej stosowanym sposobem jest szok i kontrowersja – np. taki seks z Hitlerem, jak ostatnio). Ale przeprowadzona w sierpniu akcja dla organizacji Latet (zajmującej się dystrybucją paczek z jedzeniem dla najbiedniejszych Izraelczyków) tych założeń z pewnością nie spełnia.
Marchewki kamikaze
Nie żebym była frutarianką, jak Keziah z filmu Notting Hill*, ale ta reklama prasowa to chyba lekka przesada? Jedne marchewki same pchają się pod nóż, drugie czekają na rzeź w kolejce, a jeszcze inne dokonują mordu (nie bez wysiłku, jednakowoż – u jednej z marchewek – tej z lewej – widoczne są wyraźnie ruchy wspomagające – zjawisko często spotykane u małych dzieci, które przy zadaniach trudnych i wymagających koncentracji/ precyzji wysuwają np. język – tu też, język na wierzchu!). Drugi layout nie lepszy. Tam z kolei cebule radośnie popełniają seppuku, tyle że… na kuchennej tarce. Wszędzie wokół zaś rozrzucone marchewkowe i cebulowe, wyłupane, oczy. Tak, moi drodzy. To reklama. Restauracji, dodam. Pod hasłem: „Najlepsze co może się zdarzyć świeżym składnikom”. REALLY??
Tęcza z „pantonierki”
Basheer Graphic Books to internetowa księgarnia specjalizująca się w sprzedaży książek poświęconych designowi, architekturze i grafice. W swojej ofercie ma również wzorniki Pantone. I właśnie te wzorniki postanowiła wypromować wśród studentów i kadry profesorskiej jednej z indonezyjskich szkół sztuk pięknych. W tym celu, w samym środku parku otaczającego uczelnię stanęła… tęcza. Długa na 8 metrów i wysoka na 4,5 – w całości stworzona z pantonowego wzornika. A dokładniej mówiąc z 5000 różnokolorowych papierków. Ok, tęcza jest piękna. Ale muszę przyznać, że to jednak niesprawiedliwe rozwiązanie. Sprawdziłam. W Dżakarcie piękne słońce i ponad 30 stopni. Poproszę taką tęczę u nas :).
subskrybuj










