I’m back :)
No i już jestem z powrotem. Niestety, nie przywiozłam ze sobą żadnych fajnych reklam. Co tam – fajnych! Nie przywiozłam żadnych. Okazuje się, że Toskania to kraina bez reklam. Nie ma ich nigdzie. Ani przy drogach, ani w miastach. Jedynie we Florencji trafiłam na dwie tablice. Nie najwyższych lotów, niestety, ale zamieszczam, żeby nie było. Od jutra już regularne wpisy i tylko na temat :). Pzdr, N.
Tablice informacyjno-reklamowe poza ścisłym centrum Florencji:

Jak widać w tle (słup po lewej i ściana pod tablicami), Florencja zmaga się także z „dziką reklamą”, która jest sporym problemem również i w Polsce. Ale my oprócz tego mamy jeszcze kłopot z nadmiarem outdooru w ogóle.
Podobne wpisy:
- Plaża, słońce i… rak skóry
- Kino: i mamy kolejny zupełnie-nowy-nośnik
- Sony Bravia: kolory jak żywe
- Graczom komputerowym nie przeszkadzają reklamy
- W Trójmieście na mieście
subskrybuj









Znaczy się, normalny kraj, ta Toskania … :)
Krainy bez reklam to wspaniałe miejsca, z całym szacunkiem oczywiście :) Zdecydowanie lżej się człowiekowi robi, kiedy nie jest nastawiony na taką masę przekazów.