Emocje mają znaczenie: prezentacja
Do sekcji „Prezentacje” (kategoria „Moje publikacje”) wrzuciłam prezentację „Emocje mają znaczenie, czyli szok, strach i humor w reklamie” – którą miałam przyjemność poprowadzić w ostatnią sobotę w Szkole Mistrzów Reklamy. Nie ukrywam, do tego tematu zainspirowała mnie „goła baba” (hm, naprawdę, nie spodziewałam się tego po sobie…). Na szczęście emocji mamy całe spektrum, więc oprócz seksu, dwa słowa również o strachu, współczuciu i śmiechu.
Zdjęcie: www.sxc.hu
Bo to co nas podnieca…
…to się nazywa kasa – cytując Marylę Rodowicz, oczywiście. Fajny przykład wykorzystania bilownicy (która obok podkładek pod piwo i nakładek na dystrybutory paliwa weszła już do standardu ambientów) – tym razem w wykonaniu Play. Uwagę zwraca oczywiście 20 groszy – które zostało włożone pod plastik, a wygląda tak, jakby ktoś je zostawił (czy jest ktoś, kto nie da się nabrać? ;)). A skoro mowa o Playu, to muszę przyznać, że lubię ich komunikację, bo widać w ich działaniach sporo odwagi. Choć ostatnio, przyznaję, podpadł mi rzecznik Playa – tym, że w swoim wystąpieniu podczas Poznań PR (dostępne na blogu Mediafuna) stwierdził, co następuje: „Marka to przede wszystkim jest wynik pracy ludzi, którzy zajmują się komunikacją, ale w tym ujęciu ATL-owo-BTL-owym.” i dalej: „My (PR-owcy) nie jesteśmy ludźmi, którzy budują markę.” No to, doprawdy, bardzo ciekawe. Aż się zakrztusiłam herbatą, jak to usłyszałam.
Dlaczego „goła baba” w reklamie zawsze działa
No cóż. Niezależnie od protestów środowisk feministycznych, plakaty reklamowe z tzw. gołą babą wciąż cieszą się ogromną popularnością. Powiedziałabym nawet, że to studnia bez dna. Co chwilę wyskakuje coś nowego. Produkt znaczy się. Bo motyw „gołej baby” – bądź to w całości, bądź w częściach – jest już nam doskonale znany. Oklepany mówicie? Ależ skąd! Jest skuteczny jak żaden inny. Wynika to bowiem z budowy naszego mózgu. Tiaaa… Ci, którzy stosują rozwiązania z kategorii „goła baba”, muszą mieć tego świadomość… Wałkują temat bez końca, bo wiedzą, że nigdy się na niego nie uodpornimy! No dobrze. To zacznijmy od początku.
Zamiast Cannes – Magdalena
Wczoraj wystartował festiwal w Cannes. Trzymam kciuki za wszystkie 134 polskie prace zgłoszone do konkursu (bardzo ich mało, ale liczę, że zgłoszone za to zostały wyłącznie te najlepsze :)). Mam więc nadzieję, że odniosą przynajmniej taki sukces, jaki odniósł ostatnio Kamil Kowalczyk z Young&Rubicam (i przy okazji student Szkoły Mistrzów Reklamy, w której mam przyjemność wykładać :)).
Kamil wraz z Michałem Kamińskim zgłosili do konkursu Magdalena (festiwal dla adeptów reklamy, designerów, filmowców, którzy nie ukończyli 28. roku życia) pracę „Tyskie: stickers” i otrzymali za nią specjalne wyróżnienie jury. Dodam, że byli jedynymi Polakami, którzy takie wyróżnienie otrzymali. Gratulacje!
Naklejka na zębie… polityka
No dobra. Przyznaję. Spóźniłam się. Powinnam była opublikować ten wpis podczas wyborów do Europarlamentu. Wtedy na ulicach wisiało jeszcze sporo plakatów polityków. Co za strata! Ale cóż. Nie mogłam przecież wiedzieć, że taki plakat może być fantastycznym nośnikiem reklamowym. I to w dodatku wcale nie polityka, który na tym plakacie widnieje! (Przy okazji – to opóźnienie to dowód na to, że moja baza niestandardowych reklam ma przede mną jeszcze sporo tajemnic. Kopię w niej nieustannie w poszukiwaniu „news values” i wciąż odkrywam coś nowego. Hm – pocieszam się?) W każdym razie – na ulicach jeszcze jakieś nośniki zostały. Może więc ktoś skusi się teraz albo wykorzysta pomysł w kolejnych wyborach? A może pomysł McDonald’sa zainspiruje młodych gniewnych, którzy zamiast dopisywać czarnym flamastrem wyrazy na „p” i „h” (z błędem ortograficznym, a jak!), będą teraz doklejać kolorowe naklejki? ;) Czytaj dalej…
Hatalska.com w wersji mobilnej i inne zmiany
Z przyjemnością informuję, że mój blog dostępny jest już w wersji mobilnej. Wystarczy, że w przeglądarce swojego telefonu wpiszecie hatalska.com, a załaduje Wam się specjalna, „odchudzona” wersja strony. Przez telefon możecie przeglądać zarówno wpisy, jak i dodawać komentarze. Mam nadzieję, że wszystko będzie działać, jak należy. Przy okazji – w wersji online’owej również wprowadzone zostały drobne zmiany. Po pierwsze stworzona została dodatkowa sekcja Wywiady. To dlatego, że wywiadów z „ludźmi reklamy” jest już całkiem sporo, a (mam nadzieję) będzie jeszcze więcej. Trzy ostatnie wywiady zajawiane są na stronie głównej – w kolumnie po prawej stronie, tuż pod komentarzami.
Samochody i inne pojazdy jako nośnik reklamowy: TOP10
Ci, którzy mieszkają w Warszawie (albo często w niej bywają), doskonale znają problem tzw. seks-ulotek za wycieraczkami samochodu. Nigdy nie wiadomo, co z tymi ulotkami zrobić. Wyrzucić nie ma jak (przecież nie na ulicę, a koszy w pobliżu na ogół brakuje), więc człowiek pcha te ulotki, gdzie popadnie: do bocznych kieszeni i schowków. Zapomina potem, co gdzie wsadził, aż do momentu, gdy owe materiały reklamowe znajdzie mąż (albo, nie daj Boże, żona). I wtedy, oczywiście, awantura gotowa :). Dziś więc, swego rodzaju inspiracja (nie tylko dla seksbranży, oczywiście) – jak można reklamowo inaczej wykorzystać samochody stojące na parkingu. TOP10 poniżej, a ja tylko dodam, że w niektórych przypadkach, nie chciałabym zastać swojego samochodu „w takim stanie” :).
Clutter, clutter!
Ok, może to być akcja sabotażowa konkurencji. Ale bardziej mi to wygląda na nadgorliwość jakiegoś marketera. Ostatecznie, w dobie kryzysu banki muszą walczyć o klienta wszystkimi metodami. Ale zaklejanie własnych bankomatów własnymi ulotkami do najlepszych pomysłów nie należy. Niestety. Oto dowód. Zdjęcie bankomatu Kredyt Banku zrobiłam w zeszłym tygodniu na lotnisku w Gdańsku. Na tak niewielkiej przestrzeni znajdują się aż cztery różne komunikaty (karta kredytowa, kredyt gotówkowy, złoty procent i premia). Całe szczęście, że zrobiłam zdjęcie, bo tylko w ten sposób miałam szansę te komunikaty policzyć i sprawdzić, czego dotyczą. W momencie wybierania pieniędzy proces ten był niemożliwy do przeprowadzenia. Jedyne, co wtedy zapamiętałam, to wiszące na bankomacie śmieci.
Konkurs rozstrzygnięty
Z przyjemnością ogłaszam, że pierwszy konkurs na moim blogu został rozstrzygnięty. Jak wskazał randomizer.org, szczęśliwym (mam nadzieję :)) zwycięzcą został dawid (komentarz nr 6 – wyniki losowania poniżej). Serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie adresu pocztowego na mail: kontakt@hatalska.com. Książkę, zgodnie z umową, wyślę pocztą.
Jednocześnie chciałabym gorąco podziękować wszystkim osobom biorącym udział w konkursie. Wasze komentarze są dla mnie niezwykle cenne, bo kilku książek przez Was polecanych albo nie znałam albo jeszcze nie czytałam.
Przy okazji – nie martwcie się, że tym razem nie wygraliście :). Być może następnym razem się uda. Konkurs książkowy to pierwszy konkurs na blogu, ale nie ostatni. Po wakacjach, pojawi się konkurs, w którym nagroda będzie jeszcze cenniejsza :).
Casting na nowych klientów
AKTUALIZACJA: 08/06/09
Po tym jak Dagmara w komentarzu zauważyła błąd w layoucie, agencja Artegence podesłała właściwy plik. Podmieniłam.
Agencja interaktywna Artegence zaskakuje po raz kolejny. I co ciekawe, po raz kolejny zaskakuje reklamą w… prasie. W najnowszym raporcie IAB ukazał się layout (zdjęcie poniżej), w którym Artegence ogłasza casting na… nowych klientów (odważnie, odważnie :)). Oczywiście, nie chodzi tu o samą reklamę. Ale o to, by tym dość absurdalnym pomysłem wywołać dyskusję w branży. A w tym, przyznaję, Artegence nie ma sobie równych. Ich zeszłoroczny layout „Śmierć prasy drukowanej” oparł się nawet o Komisję Etyki Reklamy (z czego Artegence też zrobiło event – szczegóły całej kampanii na blogu Artegence). W zeszłym roku Artegence przeprowadziło również akcję „Co kryje prawda” dla szamponu przeciwłupieżowego Clear. Udało im się wówczas przedostać do Wiadomości TVP (z szamponem przeciwłupieżowym! – niewiarygodne, naprawdę). Z jednej strony jestem więc pod wrażeniem tego typu akcji. Przede wszystkim dlatego, że są skuteczne. Z drugiej – nigdy nie wiem, jak je oceniać. Bo są… hm.. moralnie dwuznaczne?
subskrybuj










