Fritz Exchange

A to ciekawe

12 marca 2009 | 22:55 |  | 


marathon_smallW dzisiejszym dziennym serwisie MiMP można było przeczytać informację, że Unilever Polska zrezygnował ze sponsoringu Maratonu Warszawskiego. Przez ostatnie 3 lata marka Flora należąca do tego koncernu była sponsorem tytularnym tej imprezy. Pewnie nie zainteresowałby mnie ten news jakoś szczególnie, gdyby nie zaskakujące wyjaśnienie, dlaczego wycofali się z akcji. Przedstawiciel Unilevera powiedział mianowicie, że są zadowoleni z dotychczasowej współpracy, ale w trudniejszych czasach postanowili się skoncentrować na tradycyjnych mediach, które są kluczowe dla wsparcia marek. Nie ma co, w czasach, gdy mówi się o bezpośrednim kontakcie z marką, o zaangażowaniu konsumenta, o spadku efektywności tradycyjnych mediów, takie podejście jest co najmniej dziwne.

Oczywiście, jeśli Unilever wziął pod uwagę zasięg, to sponsoring maratonu mógł być faktycznie mało efektywny kosztowo (w 2006 r. przeprowadzone zostało badanie dotyczące efektywności sponsoringu podczas FIFA World Cup – wynikało z niego, że sponsoring wydarzeń sportowych efektywny jest głównie podczas samego eventu i krótko przed nim, i raczej nie ma bardzo dużego wpływu na ogół społeczeństwa). Ale z drugiej strony budowanie zasięgu nie jest dziś wcale najważniejsze (przy okazji – ok, media tradycyjne wciąż jeszcze budują większy zasięg niż media „niestandardowe”, ale efektywność kosztowa tych pierwszych jest nieporównywalnie niższa). Dziś (a może nie tylko dziś? ale zawsze?) chodzi o umożliwienie konsumentowi tzw. bezpośredniego doświadczenia marki (bo buduje pozytywne relacje i w dłuższej perspektywie przekłada się na sprzedaż). A to daje nam właśnie m.in. sponsorowanie różnego rodzaju eventów, w których udział biorą konsumenci.

Kilka dni temu dostałam również  raport z badania przeprowadzonego w 2007 roku przez The International Experiential Marketing Association (www.ixma.org). Według respondentów tzw. „live brand experience” znajduje się na 1. miejscu, jeśli chodzi o najefektywniejszą taktykę marketingową pozwalającą na budowanie relacji z marką; tradycyjne formy komunikacji (reklama prasowa, TV, radio, outdoor) znajdują się na 10., ostatnim, miejscu. Z raportu wynika również, że z punktu widzenia konsumenta najbardziej pozytywne relacje z marką buduje się za pomocą bezpośrednich kontaktów z marką („live brand experience” – 77,8% wskazań). Tradycyjne formy komunikacji w tym zestawieniu znalazły się na 7. miejscu, mając niewiele ponad 40% wskazań.

Skąd więc to zaskakujące podejście Unilevera? Tłumaczę to jednym. Tym, że w obecnych czasach (kryzysu) marketerzy muszą doskonale wiedzieć, jak zwracają się poniesione koszty. W przypadku działań niestandardowych i tych z obszaru marketingu doświadczeń łatwo i jednoznacznie nie da się zmierzyć ROI. A jak powiedział kiedyś Harold Geneen: „You cannot manage what you cannot measure”. Stąd pewnie zwrot Unilevera w kierunku tradycyjnych mediów (może mniej efektywnych, ale z pewnością bezpieczniejszych, bo łatwiej mierzalnych). No chyba że jest jeszcze jakiś inny powód.

Zdjęcie: www.sxc.hu

Podobne wpisy:




Komentarze

6 komentarzy do “A to ciekawe”
  1. Jako powód można dodać panikę. Bo mówi się tak dużo o kryzysie, to lepiej nie wydawać.
    A że przy okazji w dużej mierze marnuje się wydatki lat poprzednich i ciągłość komunikacji. Bo wokół pojedynczego eventu nie da się prowadzić działań PR, ale jeśli jesteśmy jako partner na imprezie od lat, to mamy kontekst do całorocznej komunikacji.
    Brawo.

  2. MB pisze:

    marzą mi się czasy, kiedy marketerzy będą mieli odwagę prowadzić wieloletnie kampanie, które zdążą utrwalić się w naszych umysłach. brak konsekwencji powoduje zamęt w postrzeganiu marek przez ich użytkowników. a tyle się mówi o tym, że mamy teraz świadomych konsumentów, którzy chcą od marki czegoś więcej, niż tylko obecności na półce sklepowej…

  3. Takie ładne zdanie z Gazety Prawnej:
    „Jest taka zasada marketingowa, że każda złotówka wydana na promocję w czasie dekoniunktury daje większe efekty, niż taka sama złotówka wydana w czasie prosperity”.

  4. j.peter pisze:

    Tytularny sponsoring takiej imprezy (wraz z jego aktywacją) wcale nie jest dużo tańszy od przeciętnej kampanii telewizyjnej. Pytanie czy bycie sponsorem maratonu dla marki FMCG to już „live brand experience” – byłbym ostrożny, choć Flora z jej benefitami niewątpliwie pasowała do tego wydarzenia. Maratony to niestety dość niszowe imprezy, przeciętnego konsumenta w ogóle nie interesują – myślę, że w czasach prosperity Unilever mógł sobie pozwolić na taką aktywność, a teraz po prostu woli skoncentrować inwestycje tam, gdzie rzeczywiście złapie swoich konsumentów.

  5. łukasz pisze:

    dzięki za link do strony ixma! (i za swietny blog)

    siła narzędzi „live brand experience” na pewno jest wielka, ale wyniki ankiety nie wydaja sie miarodajne, bo pytanie bylo o najskuteczniejsze narzedzie „marketingu doswiadczen”, a pytano członkow organizacji branzowych

    „When asked what they consider the single most powerful tool in Experiential Marketing, and why, replies and comments were: (…)”

    • Natalia Hatalska pisze:

      Hm. To prawda, badanie IXMA przeprowadzone było na ludziach z branży. Ale wyniki te potwierdza również badanie przeprowadzone na konsumentach (Experiential Marketing: a survey of consumer response) przeprowadzone niestety 6 lat temu :( (nie udało mi się znaleźć nic późniejszego). Wynika z niego m.in., że:
      - 9/10 konsumentów uważa, że uczestniczenie w tzw. „live event marketing experience” sprawia, że są oni bardziej podatni na reklamę marki, której ten event dotyczy;
      - 53% konsumentów uważa, że experiential marketing ma ogromny wpływ na to, jak oni postrzegają daną markę.

      Krótkie memo z badania tu:
      http://360.jackmorton.com/articles/article012904_2.php

      Po zarejestrowaniu się można pobrać raport.

      Pzdr,
      N.

Dodaj komentarz