Renifer Bezkostny: wywiad z agencją Animade
Znacie/ pamiętacie Renifera Bezkostnego? Tego, który swoje entrée miał w święta Bożego Narodzenia? Zadebiutował wtedy jako animowana kartka agencji Animade. Od tego czasu jego popularność wciąż rośnie. Animade zdecydowało się więc zamieszczać w sieci kolejne odcinki z życia Renifera. Wiemy już, jak spędził Sylwestra, co robił w Walentynki i jak to się stało, że na nartach złamał nogę. Renifer Bezkostny wykonywany jest bardzo widowiskową (choć mało popularną) techniką animacji plastelinowej. Wróżę mu duży sukces i z tego powodu zamieszczam dziś wywiad z agencją Animade, która zdradza parę szczegółów nt. tego projektu.
Sony Bravia. Zootrop. Efekt końcowy.
No i jest już najnowszy spot Sony Bravia. Ten, o którym wspominałam na początku grudnia (wpis Czym tym razem zaskoczy nas Sony?). 40-metrowy zootrop w finalnej wersji spotu nie robi już jednak takiego wrażenia. Ale Sony może spać spokojnie. I tak wszyscy obejrzą reklamę. Choć może tym razem nie ze względu na jej walory „artystyczne”. Sony stosuje bowiem bardzo skuteczną strategię emisji swoich spotów. Kilka miesięcy wcześniej wypuszcza do sieci tzw. kontrolowany przeciek (zwróćcie uwagę, że było tak w przypadku poprzednich reklam – wszystkie najpierw znalazły się w Internecie). Zainteresowanie wzbudza rozmachem (w reklamach Sony Bravia wszystko zawsze jest NAJ – i piana, i plastelina, i piłki – wreszcie zootrop, wpisany już jako największy na świecie do Księgi Guinnessa). A ponieważ w pierwszej odsłonie Sony nigdy nie zdradza wszystkiego, kiedy pojawia się finalna wersja – wszyscy chcą sprawdzić, o co chodziło. Choćby i nawet spot był raczej kiepski (w porównaniu do poprzednich wersji, bo obsługująca Sony agencja Fallon London wciąż trzyma poziom – to nie podlega dyskusji).
Podwodny świat wg Discovery Channel
Oto przykład, że outdoor może dodać uroku miastu. W Hamburgu Discovery Channel wykorzystało tunel, który biegnie 426 metrów pod Łabą. Aby zakomunikować swoje hasło „There is a lot to discover”, umieścili nośnik na suficie tunelu. A na nośniku – zdjęcie podwodnego świata. Ludzie, którzy przechodzili tunelem, mogli mieć więc wrażenie, że sufit tunelu z ceglanego zamienił się w szklany. I że nagle mogą zobaczyć, co dzieje się w wodzie, która znajduje się nad nimi. Instalacja wisiała przez miesiąc i zobaczyło ją w tym czasie 90 000 osób: turystów i ludzi idących codziennie tą trasą do pracy. Bardzo piękne.
I kto to mówi?
Marketing szeptany to ostatnio coraz bardziej popularna forma promocji. Problem z nim jest jednak taki, że nie do końca wiadomo, z czym się go „je”. Część marketerów sądzi, że marketing szeptany to podszywanie się pod konsumentów np. w Internecie. Dowiedziałam się ostatnio, że podobno taką definicję marketingu szeptanego przedstawiają im agencje (które agencje? przyznać się!) Nie będę dziś jednak pisać o tym, że tego typu działania są nieetyczne i w dodatku zakazane ustawowo (bo pisałam już o tym chyba z milion razy). Dziś będzie coś innego. Otóż reklamodawca nie musi się podszywać pod konsumenta, bo… konsument sam z siebie chętnie rozmawia na temat różnych produktów i marek (wg badań 21% wszystkich naszych nieformalnych rozmów – w kawiarni, w domu, w pracy – dotyczy właśnie produktów i marek). Zadaniem marketera jest więc tylko (i aż) dać konsumentowi powód do rozmowy. Ok, powód do rozmowy to jeszcze nie problem. Coś tam się zawsze wymyśli. Gorzej jest jednak z samym konsumentem. No bo czy aby na pewno każdy rozmawia? W kogo mam celować, żeby działania oparte na marketingu szeptanym były skuteczne?
Czytaj dalej…
Kampania, która trwa od 14 lat
Po pierwsze – czy ta sama kampania reklamowa może być emitowana przez 14 lat (!) i się nie znudzić? I po drugie – czy sieć, która oferuje tylko kurczaki (coś jak KFC) może się skutecznie reklamować za pomocą… krów? Głupie pytania? Niezupełnie. Zwłaszcza że odpowiedź na obydwa z nich jest twierdząca. Dziś wpis, przy którym bawiłam się jak nigdy dotąd. Przedstawiam Wam absolutnie fantastyczną kampanię „Eat mor chikin” dla sieci Chick-fil-A.
Jak Burger King zrobił użytek z „występu” Durczoka
To się nazywa błyskawiczna reakcja na otaczającą rzeczywistość. W piątek światło dzienne ujrzało nagranie, w którym Kamil Durczok – mówiąc oględnie – zdenerwował się brudnym stołem. A dziś Burger King włącza się do akcji. Trzeba powiedzieć, że całkiem sprytnie zresztą. Skoro Durczok „rzucał mięsem”, to Burger King postanowił nagrodzić go nieograniczonym, darmowym dostępem do oferty wszystkich swoich restauracji w Polsce. Jak czytam w przesłanej mi właśnie informacji prasowej – swoim zachowaniem Kamil Durczok wpisał się idealnie w filozofię Burger Kinga – Have It Your Way. I muszę przyznać, że naprawdę nieźle Burger King to wymyślił. Tanim kosztem ma szansę uzyskać spory efekt.
Aviko: spotkajmy się przy stole – case study
Aviko prowadzi obecnie bardzo fajną kampanię – Spotkajmy się przy stole. Z pewnością widzieliście layouty, na których frytki (i kawałki ziemniaka) są częściami ciał zwierząt: jamnika, jeża, hipopotama etc. Jak się okazuje, „dziecięce” layouty nie zostały wybrane przypadkowo. Aviko ma dwie równoważne grupy celowe: tzw. młodych-aktywnych i rodziny z dziećmi. Jak mówi Iza Sochacka, Project Manager z Aviko: „Obecna kampania skoncentrowana jest na obu grupach celowych, jednak z silniejszym nieco ukierunkowaniem na rodziny z dziećmi. Jak pokazują badania, dzieci często mają duży wpływ na to, jakie produkty lub jakie marki kupowane są przez dorosłych. Sądzimy, że budzące pozytywne skojarzenia postaci zwierzątek zapadną w pamięć młodszym fanom naszych produktów, dzięki czemu uda nam się dotrzeć również do ich rodziców.”
Zmiany, zmiany, zmiany
Zapowiadałam, że będzie się nieco więcej działo na blogu. No i proszę. Oddaję w Wasze ręce zupełnie nową stronę. Efekt pracy kilku miesięcy i kilku osób. Ogromne podziękowania należą się w tym miejscu przede wszystkim mojemu mężowi, który będąc głównym koordynatorem tego projektu, wykazał się anielską wprost cierpliwością. Do mnie oczywiście :). Dziękuję również Radkowi Rence – za projekt graficzny, Michałowi Olechowi – za html-a i Bartkowi Nowakowi – za zdjęcia. Mam nadzieję, że blog w nowej szacie przypadnie Wam do gustu. Będę również wdzięczna za wszystkie Wasze sugestie/ uwagi/ pomysły. Strona może przez jakiś czas nie we wszystkich miejscach poprawnie działać. Część zmian będę już nanosić na „żywym organizmie”. Proszę o wyrozumiałość! :)
Nie znoszę walentynek
To prawda. Nie znoszę. Ale nie o mnie tu chodzi, a o wirusową akcję Telekomunikacji Polskiej (nadesłał Adrian – dzięki). Pod adresem nie-znosze-walentynek.pl znajdziecie dwa filmy personalizowane w zależności od płci. Nie są to z pewnością jakieś super-hiper-wirusowe filmy, ale na uwagę zasługuje fakt, że po tego typu działania sięga Telekomunikacja Polska. To marka, którą ostatnią podejrzewałabym o marketing wirusowy. Zwłaszcza w takim… hm… frywolnym? wykonaniu :). No cóż, to najwidoczniej znak naszych czasów. Za pomysł i produkcję filmów/ serwisu odpowiedzialna jest agencja Adv.pl.
Za oknem
Oto fajny przykład reklamy na szybach w środkach komunikacji miejskiej. Reklamy, która nie zasłania widoku za oknem. Co więcej – reklamy, która ten widok podkreśla. I jednocześnie świetnie komunikuje produkt. Akcja co-brandingowa przeprowadzona w miejskim autobusie dla Vodafone i indavideo – węgierskiego odpowiednika YouTube. Wystarczyły dwie naklejki, które sprawiły, że okno autobusu zmieniło się w player wideo + hasło (w wolnym tłumaczeniu): Oglądaj filmy wideo, gdziekolwiek jesteś, korzystając z Internetu w swojej komórce. Proste, a jakie efektowne (efektywne pewnie też :)).
subskrybuj










