Piłka nożna gdziekolwiek, także w ubikacji…

26 października 2008 | 19:56 |  | 


Hm. Jak tak dalej pójdzie, to mężczyźni nie wyjdą z ubikacji w ogóle. Nie dość, że i tak siedzą tam już godzinami (czytając-książki-grając-w-PSP-i-jeszcze-nie-wiem-co), to teraz jeszcze będą oglądać tam mecze. Telia (operator ze Szwecji), pod hasłem „Football anywhere”, promuje właśnie usługę umożliwiającą oglądanie meczów przez telefon komórkowy. W tym celu, w pubach wymienione zostały… deski sedesowe. Nie, nie na bardziej miękkie. Bynajmniej. Ale na takie, które przypominają siedziska stadionowe. I trzeba powiedzieć, że odwzorowanie jest naprawdę realistyczne. Na deskach znalazły się nawet metalowe numerki… Dzięki Bogu, że ubikacje w miejscach publicznych jednak rzadko są koedukacyjne. Inaczej, jako kobiety byłybyśmy bez szans. Zostałyby nam ewentualnie krzaki na zewnątrz…

Wymienione deski sedesowe w szwedzkich pubach:

Copy: Piłka nożna gdziekolwiek. Wyślij smsa o treści „football” na nr 72404 i oglądaj swoją ulubioną drużynę na żywo, przez telefon komórkowy.

W kampanii wykorzystane zostały także ławki na ulicach i w parkach. Z pewnością fantastycznie komunikują zalety oferowanej usługi, ale moim zdaniem nie są już tak „powalające” jak deski sedesowe (o których myślę wyłącznie w kontekście zwrócenia uwagi – nie sądzę bowiem, by ostatecznie ktokolwiek na nich siadał, ze względów higienicznych oczywiście…).

Agencja: Storåkers McCann, Sweden

Via: Ads of the World

Podobne wpisy:




Komentarze

6 komentarzy do “Piłka nożna gdziekolwiek, także w ubikacji…”
  1. Michał pisze:

    Moje pierwsze odczucie jest zgodne z paroma komentarzami na Ads of the World i nie zmienia się z upływem czasu. Pomysłowi, delikatnie mówiąc, brakuje wyczucia. Ławki – super. Deski klozetowe – stanowczo nie. Podobnie jak wielu kibiców, nie wyobrażam sobie korzystania z usług firmy, która herbem mojego klubu (nie logo, a herbem, świętym symbolem) bawi się z taką swobodą. Zrozumiałbym krzesełka w autobusie, na kolejce górskiej, w poczekalniach wszelkiej maści, ale nie w miejscu tak niegodnym.

    Myślę, że podejście do klienta nie jest w tym momencie równoznaczne z podejściem do kibica i wrażliwości na wartości tego drugiego w kampanii brak. O ile wiem, w Skandynawii struktura widowni piłkarskiej nie przechyla się jednoznacznie na stronę czystej konsumpcji, jak w Anglii (może trochę krzywdząco, ale mam na myśli objawy luźno rozumianego fanatyzmu). Na wielu zapewne podziała, ale niektórych mocno zrazi. Mnie na ten przykład ;)

  2. Natalia Hatalska pisze:

    @Michał
    Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Zupełnie nie pomyślałam o akcji od strony kibica. Spodobało mi się samo rozwiązanie (bo nowatorskie i estetyczne, jakby nie patrzeć), skojarzyłam to (pewnie podobnie jak organizator) z tym, że mężczyźni przesiadują w ubikacji i stwierdziłam, że fajna akcja. A tu – błąd. Po raz kolejny mamy więc dowód na to, że najważniejszy jest consumer insight. Przy czym w tym przypadku consumer=kibic. Hm. Ciekawe, naprawdę.

  3. Michał pisze:

    @Natalia

    Sam nie wiem, jak to ocenić. Bo to, że odrzuca część, nie musi wieszczyć kampanii fiaska, a nawet przeciwnie. Teraz nastąpi ciąg myślowy, z zaznaczeniem, że formułuje go kibic – entuzjasta tego bloga, nie specjalista od marketingu :)

    Najprościej strukturę widzów w Skandynawii (tylko z obserwacji i odniesienia do tej samej na całym świecie) można podzielić na 3 grupy:

    1. Aktywni kibice, dopingujący w trakcie meczu, silnie identyfikują się z barwami. W Skandynawii tradycyjnie zajmują jedną trybunę lub jej część, czyli ok. 10-20% pojemności stadionu, w praktyce od kilkuset osób do kilku tysięcy co dwa tygodnie, z niezbyt zmienną demografią, czyli mówimy o dość stałej grupie.

    2. Bierni (relatywnie) kibice, przychodzący na mecz, ale bez szczególnej uwagi dla barw, raczej liczy się widowisko, doświadczenie meczu. Oni zajmują pozostałe 80-90%.

    3. Kanapowcy, nie chodzący na mecze, ale w jakiś sposób identyfikujący się z klubem lub zainteresowani samym futbolem. Ich można liczyć w sektach tysięcy lub nawet milionach, nie znam stopnia autoidentyfikacji przez futbol Szwedów. (oczywiście między tymi trzema grupami jest baaaardzo wiele odcieni pośrednich, ale nie mam zamiaru książki pisać)

    Grupa nr1 prawie nigdy nie jest bezpośrednim adresatem kampanii, przynajmniej w Europie (z tego, co wiem – inaczej w Ameryce Południowej, Północnej czy Japonii). Bo to mało atrakcyjna (raczej niższe warstwy, niższe wykształcenie, z zasady pewnie niższe aspiracje, zwykle na granicy pełnoletności – niższe możliwości) i nastawiona z zasady sceptycznie do komercjalizacji futbolu grupa. A to właśnie ta grupa będzie pierwszą, której ten pomysł się nie spodoba i tą, która mniej lub bardziej głośno go skomentuje. Czy to źle? Dla kampanii niekoniecznie. Nawet jeśli zbojkotują dostawcę, to straci niewielki ułamek rynku, ten z i tak najmniejszym potencjałem (a możliwe, że nie – nie znam rynku telekomunikacyjnego w Szwecji). A ich głos może wzbudzić szum wokół całej sprawy, wyciągając kampanię na wierzch dla pozostałych dwóch, nieporównanie większych i atrakcyjniejszych grup.

    Ten sprzeciw może nie mieć negatywnego wpływu na całą resztę, bo dla nich najpewniej to tak naprawdę żaden problem. W grupach 2 i 3 nawet jeśli w kimś ta akcja wzbudzi negatywne uczucia, a na pewno tak będzie, to najpewniej machną ręką, bo nie są skłonni do aktywności i nie uznają tego za duży mankament śmiesznego i ciekawego wydarzenia. Teraz pojawia się pytanie, na ile zwarte są społeczności kibiców w Szwecji, czego nie wiem (dodać do tego siłę NGO’s w Skandynawii, ponoć bardzo dużą). Bo może to negatywnego odbicia na akcji nie mieć. Ale może też, jeśli brać jest zgrana i sytuacja się zaogni, doprowadzić do bardzo zauważalnego uszczerbku, jak w przypadku bojkotu Kompanii Piwowarskiej przez kibiców Lecha Poznań, przez który zauważalnie spadła ponoć (nie widziałem danych wytwórcy) sprzedaż.

    To tylko kolejna porcja przemyśleń kogoś, kto próbuje zrozumieć świat i bardzo lubi tu wpadać :) Jeśli w czymś pomoże, to fajnie. Jeśli są tu jakieś rażące błędy w rozumowaniu, to chętnie dam się sprostować, w końcu człowiek całe życie się uczy (a umiera wiemy jaki…).
    Pozdrawiam

  4. Natalia Hatalska pisze:

    @Michał
    Super analiza! Dzięki :). N.

  5. reklaMAN pisze:

    @ Michał

    jestem zagorzałym kibicem Realu Madryt i Legii. Po zobaczeniu „eLki” lub korony na desce poczulbym sie nieswojo. O wiele bardziej pochwalam takie myki marketingowe: http://reklaman.wordpress.com/2008/07/24/marketingowe-ruchy-ruchu/ . Bezinwazyjnie i po bożemu.

    @ all:

    Prosty przykład: do toalety wchodiz kibic druzyny, ktora „ma kose” (nienawidzi)z AIK. I co zrobi? Obstawiam, ze obsika :) i to juz bedzie, za przeproszeniem, „pissing-marketing”. :)

Trackbacks

Co inni piszą o tym poście
  1. [...] wydalaniu i sporcie wspominała już Natalia Hatalska. A ja mam kolejną ideę, znalazłem w Zielonej Górze. Traf do [...]



Dodaj komentarz

More in Ambient (130 of 198 articles)