The amplification effect*

18 września 2008 | 0:09 |  | 


Przeczytałam dziś o akcji, którą przeprowadził w zeszłym tygodniu Rigips na nośnikach AMS. Tak, tak – chodzi mi o tych żywych ludzi, którzy zasiedli w piątek (12/09) na krzesłach przymocowanych do trzech billboardów w centrum Warszawy (w ten sposób Rigips komunikował wytrzymałość produkowanych przez siebie płyt kartonowo-gipsowych). Akcja oczywiście bardzo fajna. Ale ja nie o tym. Czytając o żywych billboardach Rigipsu, pomyślałam sobie, że wszystkie (albo przynajmniej 95% z nich) niestandardowe akcje prowadzone są… w Warszawie. No więc ja pytam – dlaczego? A ponieważ zapytałam głośno, Marek (kolega z zespołu) odpowiedział, że prawdopodobnie dlatego, że 90% centrali dużych firm mieści się w Warszawie i zawsze dobrze przeprowadzić taką akcję pod oknem prezesa. Ok. Zgadzam się. Ale to nie jedyna przyczyna. I nie najważniejsza.

Z pewnością ważny jest również fakt, że Warszawa jest potężnym rynkiem. Że ludzie mają tu ponadprzeciętne dochody i ponadprzeciętną tzw. świadomość konsumpcyjną. I że w taki rynek warto inwestować. To prawda.
Ale i tak najważniejszą przyczyną, dla której niestandardowe działania komunikacyjne prowadzone są w Warszawie (świadomie bądź nie) jest fakt, że mieści się tu… 95% mediów. A wyłącznie za pomocą mediów można osiągnąć tzw. amplification effect (pisał o nim Tom Himpe w książce Advertising is Dead). Amplification effect brzmi oczywiście bardzo mądrze, ale w rzeczywistości nie chodzi tu o nic innego, jak o to, że danym wydarzeniem wystarczy zainteresować kilka ogólnopolskich mediów – za ich pośrednictwem o akcji (prowadzonej nota bene tylko w Warszawie) dowie się cała Polska. Pamiętacie launch Dziennika? I wielki billboard wiszący na PKiN z hasłem „Nie stoi za nami żaden pałac”? To jest właśnie amplification effect.

Oczywiście, powiecie zaraz, że amplification effect osiąga się za pomocą komunikacji nieformalnej i word-of-mouth. Zgadzam się. Ale to w dłuższym okresie (Nasza Klasa potrzebowała roku, aby zadziałał efekt kuli śniegowej). W krótkim okresie – jedynie media są w stanie zbudować duży zasięg. I nie ma co ukrywać, sprawdza się tu teoria Katza i Lazarsfelda – tzw. 2-step flow model of communication (tak, tak – ten krytykowany milion razy). Informacja przedostaje się najpierw do mediów, a z mediów do liderów opinii – liderzy opinii dzielą się nią natomiast z tzw. mainstreamem.

I na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. Z teorii rozprzestrzeniania się informacji innowacji** wynika, że wystarczy dotrzeć z konkretnym komunikatem do 20% grupy docelowej (oczywiście, najlepiej, aby te 20% stanowili tzw. influentials). A kiedy „złapiemy” te 20%, nie potrzebujemy już prowadzić żadnych dodatkowych działań komunikacyjnych; informacja, na której nam zależy, rozprzestrzenia się „sama” i bardzo trudno jest ją zatrzymać (por. z lawiną albo pożarem lasu – działa dokładnie tak samo).

Żywy billboard Rigipsu:

Więcej o akcji można przeczytać na stronie AMS.

* w wolnym tłumaczeniu – „efekt wzmocnienia”
** Zaktualizowane 20/09 – przepraszam, dopiero teraz zauważyłam swój błąd – chyba już przysypiałam :), jak to pisałam – stąd pomyłka…

Podobne wpisy:




Komentarze

6 komentarzy do “The amplification effect*”
  1. dagrosso pisze:

    Przypomniały mi się zajęcia z 1 i 2 roku ;) 2-step flow model of communication musiałem się do egzaminu uczyć ;)

  2. Natalia Hatalska pisze:

    He he :). Ja zawsze powtarzam, że nie ma teorii bez praktyki i praktyki bez teorii. W rzeczywistości teoria wyprzedza praktykę o kilka lat co najmniej. Na każde zachowanie konsumenta, na każdą sytuację na rynku istnieje jakiś model; coś, co to zachowanie/ tę sytuację wyjaśnia/ rozjaśnia. Gdybyśmy znali/ pamiętali o tych teoretycznych rzeczach, pewnie niejednokrotnie byłoby nam łatwiej działać na rynku. N.

  3. reklaMAN pisze:

    Ja jestem samoukiem i dobrze mi z tym. A ogólnie pojęta reklama to dla mnie hobby. Chociaż, kiedyś mnie bardziej fascynowała i chciałem się tym zajmować.

  4. Ziut pisze:

    No fajna analiza, ale dla mnie – czlowieka z zewnatrz branzy – te anglicyzmy, w wiekszosci latwe do przetlumaczenia – brzmia jakze wsiowo. Ale analiza fajna. Pozdrawiam :)

  5. Natalia Hatalska pisze:

    @Ziut
    Niektórych sformułowań specjalnie nie tłumaczę, bo funkcjonują one w „języku branżowym” jako angielskie – to trochę tak jakby próbować przetłumaczyć na „polski” public relations albo marketing :). Pzdr, N.

  6. Andrzej pisze:

    Może jeszcze warto dodać że to największe skupisko wszystkiego, ludzie, media, agencje, pieniądze no i to okno prezesa jest też nie bez znaczenia. Z drugiej strony w takim tłoku coraz trudniej się przebić…

Dodaj komentarz

More in Ambient, Marketing partyzancki, Outdoor, Różne (325 of 422 articles)