Dalekie skojarzenie
Wyobraźcie sobie, że idziecie najbardziej zatłoczoną ulicą swojego miasta i – nagle – spomiędzy budynków wyziera (nie, nie – nie wyskakuje, bynajmniej) gigantyczna, różowa, dmuchana świnia. Pierwsze skojarzenie? Akcja obrońców praw zwierząt (przynajmniej takie było moje). A-ha! Wcale nie. Otóż różowa, dmuchana świnka to nic innego, jak akcja reklamowa… nitki do czyszczenia zębów… Sytuacja, o której piszę, nie jest sytuacją hipotetyczną. Zdarzyła się w Nowym Jorku. Nie wiem kiedy i nie wiem po co, bo trafiłam tylko na zdjęcie, bez żadnego opisu. Domyślam się jedynie, że wciśnięta między budynki dmuchana świnia ma symbolizować resztki wieprzowiny, które zostają po jedzeniu między zębami (grossss…).
Niestety, nie polecisz, jak napełnisz swoje dżinsy helem
Pamiętacie film wirusowy Levi’sa, w którym pewien facet wskakuje (z różnych pozycji) do swoich dżinsów? Mimo, że pojawiły się pewne wątpliwości co do jego autentyczności, to bił on rekordy popularności. Na YouTube obejrzany został blisko 4 mln razy. Idąc widocznie tym tropem, Levi’s przygotował kolejny film. Tym razem facet nie wskakuje. Leci. Po tym, jak napełnił swoje dżinsy… helem. Ogólnie – bardzo śmieszne. Tyle, że producenci zapomnieli dodać na końcu napisów: „Sytuacja wyłącznie reklamowa, niemożliwa do realizacji w warunkach domowych.” Jeszcze jakiś młodzieniec uwierzy, że hel w spodniach faktycznie jest w stanie go unieść. I poleci. Z hukiem.
Największe zdjęcia na świecie. Tym razem serio.
Po tym, jak ostatnio mieliśmy do czynienia z przypadkiem Erika Nordenankara i „największym rysunkiem na świecie„, dość sceptycznie podchodzę do tematu, gdy słyszę hasło, że coś jest NAJ. Ale to, na co dziś trafiłam (choć to temat nie najnowszy), naprawdę jest niesamowite. I prawdziwe, przede wszystkim. Firma xRez z Santa Monica w Kalifornii specjalizuje się w „gigapikselowej fotografii cyfrowej”. Oznacza to, że oferuje swoim kontrahentom robienie zdjęć w największej możliwej obecnie rozdzielczości: o szerokości nawet do 150 000 pikseli (sic!). Trudno to sobie wyobrazić? Poniżej małe „preview”.
Najbardziej kontrowersyjne reklamy ubiegłego roku
Coś ostatnio wzięło mnie na zestawienia. Wczoraj TOP10 najlepszych światowych reklam outdoorowych. Dziś TOP5 najbardziej kontrowersyjnych reklam. Polskich. Według danych pochodzących z Rady Reklamy w ubiegłym roku Polacy złożyli 121 protestów przeciwko reklamom. To niewiele, biorąc pod uwagę liczbę prowadzonych kampanii i liczbę mieszkańców naszego kraju. To również (a nawet – tym bardziej) niewiele, jeśli liczbę 121 zestawi się z liczbą 24 192: tyle skarg w ubiegłym roku złożyli Brytyjczycy. Łącznie oprotestowali oni ponad 14 000 reklam. Ta niewielka liczba skarg w Polsce może być spowodowana kilkoma przyczynami. Po pierwsze – niską świadomością samych odbiorców. Być może nie podobają się im reklamy, ale nie wiedzą, że mogą przeciwko nim zaprotestować. Po drugie – stosunkowo małym jeszcze clutterem reklamowym (zwłaszcza w porównaniu do UK). Po trzecie – być może nasi kreatywni są po prostu „grzeczniejsi”? I nasze reklamy nie są kontrowersyjne? Zobaczcie sami. Poniżej lista najbardziej oprotestowanych polskich reklam 2007 roku. Dla porównania, na dole zestawienia, zamieszczam także reklamy, które najczęściej skarżyli Brytyjczycy. I co? Widać jakieś różnice?
Outdoor: to lubię
Wczoraj zakończył się festiwal reklamowy w Cannes. I tradycyjnie, najwięcej emocji budzą zwycięzcy w kategorii film. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego. Kategoria outdoor jest moim zdaniem, znacznie ciekawsza. Przede wszystkim dlatego, że oprócz kreacji ważny jest tu kontekst, absolutnie nowatorskie wykorzystanie przestrzeni miejskiej i nierzadko… rozmach. Ogromne reklamowe konstrukcje wyrastające w miejscach, w których zupełnie nie spodziewamy się reklamy, swoista zabawa kontekstem – to coś, co zawsze robi na mnie wrażenie. Poniżej prezentuję mój prywatny TOP10 Cannes Lions 2008 Outdoor. Pełna lista zwycięzców w tej kategorii (kilkadziesiąt prac) znajduje się na stronie Cannes Lions 2008. Zainteresowanych telewizją odsyłam natomiast na blog Maćka Budzicha, który we wpisie „Najlepsza reklama na świecie, z gorylem” dokonał subiektywnego przeglądu kategorii film – polecam.
Hyundai oficjalnym sponsorem w… sikaniu na odległość
Hyundai bardzo mocno angażuje się w sponsoring sportowy. Nic zresztą dziwnego. Sport=emocje. A najsilniejsze emocje wywołuje oczywiście… piłka nożna (pamiętacie Wojnę futbolową Kapuścińskiego?). Od 1999 Hyundai jest więc oficjalnym partnerem FIFA. A ponieważ sponsoring rozgrywek futbolowych jest kluczowym elementem strategii marketingowej Hyundaia, umowa ta została podpisana aż na 14 lat. W tym kontekście może więc trochę dziwić (choć nie ukrywam, że pozytywnie :)) uruchomiona właśnie w Europie kampania prasowa pod hasłem: „Hyundai. Wherever there is sport.” Tym razem, ten samochodowy potentat występuje jako sponsor takich „dziedzin” sportowych, jak… „maraton łóżkowy”, „rzut śmieciem do kosza” czy „sikanie na odległość”. Layouty zamieszczam poniżej i stawiam duży plus za poczucie humoru oraz dystans do marki :).
Super size me w wersji reklamowej
Pamiętacie ten film? Jak Morgan Spurlock powiększał samego siebie, żywiąc się przez cały miesiąc w McDonaldzie? Oczywiście, film ten poruszał problematykę zdrowego żywienia, z samą reklamą miał niewiele wspólnego. Ale gdyby efekt powiększenia zastosować w komunikacji? Do przedmiotów codziennego użytku?
Zobaczcie, jak ten pomysł wykorzystał w swojej kampanii Olympus i Mini Cooper. Robi wrażenie; jak wszystko, co duże :).
Pięknie zaistnieć w przestrzeni miejskiej
Ech. Oberwało się Plusowi za kampanię 36/6. Za wlepki. Za sprejowanie chodników. Za śmiecenie miasta ogólnie rzecz biorąc. No cóż. Zaistnieć reklamowo w przestrzeni miejskiej, wykorzystać jej potencjał, zostać zauważonym, a jednocześnie nie zaśmiecić miasta i nie zdenerwować mieszkańców jest trudno. Jest trudno, ale nie jest to niemożliwe. Oto przykład. Szkoła muzyczna w Kalkucie w swojej kampanii wykorzystała… linie wysokiego napięcia. Zawiesiła na nich nuty. Nieprzypadkowe zresztą nuty – wszystkie układały się we fragmenty utworów muzycznych Bacha, Haydna i Mozarta. Oczywiście. Wiem. Szkoła muzyczna w Kalkucie i oferta 36/6 to nie ta sama grupa docelowa i zupełnie inny produkt. Ale powiedzcie sami, czy nuty zawieszone gdzieś tam wysoko, na zwykłych drutach, nie wyglądają pięknie?
Reklama w psich odchodach
AKTUALIZACJA – 01/07/08
Dodałam (na dole wpisu) informację nt. nowego nośnika reklamowego dostępnego w Polsce i zbieżnego z tym tematem: firma Fedog Polska oferuje reklamę na woreczkach na psie kupy.
Jakoś mało marketingowo zorientowany jest ten Kuba Wojewódzki. Żeby wypromować swój program, włożył w psie kupy polską flagę. A mógł przecież włożyć tam flagę ze swoją podobizną. Nie, nie. Wcale nie szydzę. Psie kupy to nośnik reklamowy wykorzystywany od 1996 r. Owszem, kontrowersyjny, ale jak się okazuje również bardzo efektywny. I tani. Gdyby Kuba Wojewódzki znał case hotelu Hans Brinker Budget Hotel w Amsterdamie, TVN mógłby zaoszczędzić 500k PLN. A przy tym osiągnąć całkiem podobny medialny efekt. Hm. Tylko czy nawet mając taką marketingową wiedzę, Kuba Wojewódzki odważyłby się na wyczyn z psimi odchodami i własnym zdjęciem?
W Londynie
Moja tygodniowa „nieaktywność” spowodowana była wyjazdem do Londynu. Wyjazd był co prawda w celach rozrywkowych (koncert Mary J Blige :)), ale wykorzystałam go również reklamowo. I kiedy my tu żyjemy Euro2008 (do którego to wydarzenia zdaje się, że nawiązują już wszyscy reklamodawcy – łącznie z producentem leku na zgagę) i kampanią 36/6, to w Londynie trudno powiedzieć, czym żyją. Clutter jest tam niesamowity. Wystarczy wsiąść do windy kursującej między stacjami metra – na powierzchni ok. 2m2 znajduje się średnio 12 reklam (po 6 na każdej ze ścian bocznych, drzwi były nieoklejone). Poniżej więc subiektywne zestawienie tego, co „rzuciło mi się w oczy” na londyńskich ulicach.
subskrybuj










